Aleksandra Jakubiak OV: Zawód Bogiem

W ostatniej refleksji, która poświęcona była zachęcie do unikania pokusy szablonowych odpowiedzi i dystansowi wobec chęci poznania przyszłości, która zatytułowana była „Co jeśli happy endu nie będzie?”, pisałam, by stając w obliczu życia złamanego cierpieniem próbować raczej ze zbolałym człowiekiem pomilczeć niż przychodzić w gotowymi odpowiedziami, ponieważ szablonowe argumenty mogą być bezowocne w zetknięciu klęską, która ma twarz. Nadal obstaję przy tej opcji. W ciągu ostatnich kilku dni spotykałam się jednak dość często z opiniami, które z kolei unaoczniły sytuacje, gdy odpowiedzi nauk humanistycznych na ludzkie wątpliwości i przekonania mają jak najbardziej pozytywny wpływ na dialog.
Zawód Bogiem
Pewnie wielu z nas trafiało w sztuce, literaturze, psychologii, prywatnej rozmowie etc. na słowa, z których wynikało, że człowiek zawiódł się na Bogu. To nie są sytuacje zabawne, czasem wynikają one z życiowych tragedii, z którymi rozmówca nie umie sobie poradzić, czasem są wynikiem specyficznego toku rozumowania, innym razem braku doświadczenia w pracy nad dojrzewaniem duchowym, czyli pogłębianiem relacji z Bogiem etc. Mogłabym wymieniać długo, ale nie o to tu chodzi. Ważne, że zawsze taki ludzki zawód okupiony jest bólem, bo ktoś umarł, ktoś zdradził, ktoś odrzucił, ktoś zachorował...
Nieoczywisty wybór
Najczęstszą reakcją, z jaką spotykam się w takich sytuacjach jest uznanie, że jeśli Bóg do czegoś tragicznego dopuścił lub czegoś potrzebnego nie dał, to znaczy, że On nie istnieje. Bardzo mnie ten fakt interesuje. Znacznie rzadziej, jeśli w ogóle, słyszę, że skoro doszło do czegoś dramatycznego i Bóg na to pozwolił, oznacza to, że jest On zły. Tak jakby w społeczeństwach postchrześcijańskich łatwiej było uciec w ateizm niż w odejście od biblijnego lub raczej nowotestamentowego obrazu Boga - kochającego Ojca. Jest to o tyle ciekawe, że stosunkowo często postawa taka nie wynika ze znajomości Pisma Świętego, ani periodycznego udziału w liturgii, ale jest niejako wessana wraz z kulturą zachodniej cywilizacji. Bo nie chodzi tu przecież o to, że ludzkość nigdy nie czciła złych bóstw, ale o to, jak mocno chrześcijański obraz Boga przesiąkł do świadomości zbiorowej doprowadzając do tego, iż łatwiej jest uznać, że jeśli to, czego doświadczam nie odpowiada - w moim odbiorze i ocenie - obrazowi Boga proponowanemu przez model judeochrześcijański, to naturalnym krokiem jest odrzucenie wszelkiej koncepcji istoty wyższej niż uznanie owego modelu za błędny. Można spojrzeć na to jako na szklankę do połowy pustą lub do połowy pełną. Wybieram opcję drugą.
Autentyzm w relacji
Oczywiście, gdy chodzi o praktykujących chrześcijan, kierowanie się ku ateizmowi lub częściej agnostycyzmowi, może być podyktowane tym, że mniej obciążającym może się wydawać odejście lub kryzys wiary aniżeli noszenie brzemienia otwartego sporu z Bogiem. To drugie jest bowiem nie tylko bardzo odzierające z energii, ale wymaga również męstwa i wbrew pozorom naprawdę silnej wiary. Kilka lat temu siedziałam rano w kościele przez Najświętszym Sakramentem i odmawiałam brewiarz, było cicho i spokojnie. Nagle do środka weszła kobieta i zaczęła wykrzykiwać w stronę monstrancji, mówiąc delikatnie, niezbyt pochlebne rzeczy na temat Boga i tego, jak ją potraktował, co jej zrobił itd. Nie ma w tej chwili znaczenia, że teologicznie te zarzuty były bezzasadne. Ku mojemu zasmuceniu, kobieta została grzecznie poproszona o opuszczenie kościoła. Fakt, mogła przeszkodzić w modlitwie pobożnym parafianom, ale jakiś skrawek mnie wołał wtedy, że chciałabym mieć w sobie tyle odwagi, by umieć się tak kłócić i pozostawać w obliczu Boga tak autentyczną. Bo tylko autentycznych Bóg ma możliwość przemienić i uzdrowić.
Godność
Wracając do głównego wątku, odejście w ateizm po doznanym zawodzie nosi w sobie również inny wpływ chrześcijaństwa na kulturę - ludzie wierzą w wagę godności jednostki. Zresztą w ogóle słowo „godność” - choć jego źródłosłów w języku polskim jest oczywiście inny, pochodzi mianowicie od prasłowiańskiego określenia "godьnъ", czyli stosowny, odpowiedni - lubię sobie je wyobrażać z germańska jako god-ność, formę honoru lub tytułu równego bogom. To przekonanie o własnej wartości bywa obecnie mocno wyolbrzymiane, co prowadzić może wręcz do absurdów, jednak warto zauważyć, że opinie, według których moja wiara lub jej brak przesądza o istnieniu lub nieistnieniu Boga, że w ogóle moje opinie mogą decydować o czyjejkolwiek egzystencji, byłyby całkowicie nie do pomyślenia w dawnych cywilizacjach, które nie spotkały się z chrześcijańskimi kategoriami kultury, biorącymi swój początek z Objawienia. Ze statusu dziecka Bożego, przyjaciela i brata Chrystusowego, osoby, która do Stwórcy ma wołać: „Ojcze nasz”.
Spotkanie w dialogu
W proponowanym dziś do rozważania przez Kościół opisie spotkania Jezusa z uczniami, to On prosi ich o opinię na własny temat. Chce słuchać ich zdania. Pozwala im się tymi przemyśleniami podzielić. Podejmuje dialog.
Sądzę, że zamiast oceniać czy tym bardziej wyśmiewać duchowe ścieżki, którymi podążyli inni, warto raczej o nich posłuchać. I to nie w perspektywie typu - "ty nie wiesz, ale ja cię uświadomię", co raczej w wierze, że taka rozmowa może coś dać właśnie mnie - głębiej zrozumieć naturę ludzką, otworzyć okno na kolejny świat. Jest przecież również miejsce na to, by opowiedzieć, co w materii dylematów rozmówcy my mamy do przekazania i jakie jest rozumienie tych problemów przez teologię. Częsty w takim dialogu będzie prawdopodobnie wątek wolności decyzji, której raz człowiekowi danej Bóg nigdy nie odbiera, a co kolei może przełożyć się na skutki w postaci krzywdzenia innych. To jednak nie Bóg krzywdzi. Można mówić o tym, że wiara to trwanie we wzajemnej obecności nie tylko w czasach prosperity, ale też, lub może przede wszystkim, w dramatach i tragediach. Może się w takiej rozmowie pojawić argument o tym, że ostatecznym celem wierzącego nie jest dobrostan - choć Bóg chce nam go dać - ale rośnięcie miłości-caritas, bo dzięki temu właśnie nasz obraz i podobieństwo Boże może się w pełni realizować i wpływać na świat. Prawdopodobnym tematem może być również nasze świadectwo życia z Bogiem, jak z drugą osobą, której przecież nikt z rozmówców nie potraktowałby jak przysłowiowego bankomatu z życzeniami, ale podmiot w relacji, kogoś bliskiego, partnera, z którym dzieli się życie.
Takich teologicznych odpowiedzi na ludzkie dylematy i wątpliwości jest naprawdę dużo. Naszym, jako chrześcijan, zadaniem jest zapoznawanie się z tymi odpowiedziami, lecz nie po to, aby walić nimi innych po głowie, ale by wchodzić w dialog z innymi i mieć choćby małą szansę na zbliżenie ich do Boga. Warto jednak pamiętać, że do Niego nie zbliżą ich choćby najmądrzejsze teologiczne argumenty, jeśli nie będą wynikiem dialogu prowadzonego w szacunku i dobrej woli.
Komentarze
Ewangelia na XIV Niedzielę Zwykłą z komentarzem
Aleksandra Jakubiak OV: Czego pragnie Bóg?
Ewangelia na X Niedzielę Zwykłą z komentarzem

Aleksandra Jakubiak OV: „Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest”. Czy Duch Święty uczy fundamentalizmu?
Ewangelia na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego










