Szukaj
Konto

Ateiści i agnostycy sami skazują się na wymarcie

Stary mężczyzna
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT | Licencja: ChatGPT | Stary mężczyzna
Ateiści i agnostycy skazani są na wymarcie. Z prostej i istotnej przyczyny: nie chcą się rozmnażać.
Co musisz wiedzieć:
  • Badania demograficzne wskazują, że osoby deklarujące przynależność religijną mają średnio więcej dzieci niż osoby niereligijne, a różnice w dzietności są widoczne w wielu krajach i grupach wyznaniowych.
  • Autor przekonuje, że długofalowo wyższa dzietność osób religijnych może prowadzić do wzrostu ich udziału w populacji, podczas gdy społeczności niereligijne nie osiągają poziomu zastępowalności pokoleń.
  • Artykuł łączy analizę danych demograficznych z publicystyczną i religijną interpretacją tych zjawisk, odwołując się zarówno do statystyk, jak i biblijnego nakazu „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”.

 

Te wskaźniki mówią wszystko

Ludzie religijni (bez znaczenia, czy są to chrześcijanie, muzułmanie, wyznawcy hinduizmu czy judaizmu) zawsze i wszędzie wykazują się wskaźnikiem dzietności gwarantującym nie tylko przetrwanie, ale przyrost populacji. I im bardziej są religijni, tym ten przyrost jest większy.

W przeciwieństwie do nich, ateiści i agnostycy zawsze i wszędzie mają negatywny przyrost naturalny. W dodatku im bardziej oddalają się od religii, tym niższy jest ich wskaźnik dzietności.
 
Narodowość lub przebywanie w tym samym państwie nie mają z tym nic wspólnego, bo np. skrajnie ortodoksyjni Żydzi w USA mają rekordowy wskaźnik dzietności (6,5), a tamtejsi ateistyczni Żydzi - 1,0, czyli jeden z najniższych na świecie. Pamiętajmy, że zastępowalność pokoleń (gwarantująca brak kurczenia się populacji) wymaga wskaźnika dzietności na poziomie absolutnego minimum 2,1 dziecka na kobietę.

 

Muszą zniknąć

Wyniki badań Pew Research Center są jednoznaczne: wśród muzułmanów przypada 3,1 dziecka na kobietę. U chrześcijan - 2,7. U wyznawców hinduizmu - 2,4, a  judaizmu - 2,3. Ich będzie coraz więcej.

Natomiast u osób bez przynależności religijnej (ateiści i agnostycy) - 1,7 dziecka na kobietę. To jest wynik znacznie poniżej progu zastępowalności pokoleń. Oznacza, że populacja osób niereligijnych w skali globu nie odtwarza się w sposób naturalny. Jej liczba może się czasowo zwiększać, bo ludzie odchodzą od religii, ale w dalszej perspektywie czasowej nie mają szans na przetrwanie. Muszą zniknąć.

 

Ateizm i agnostycyzm to ślepe uliczki ewolucji

Co z tego wynika? To, że triumf ateizmu nad religijnością jest oświeceniową mrzonką i utopią. Przyszłość będzie całkiem inna niż przewidywano. Przyniesie zwycięstwo religii nad sekularyzmem. Dokona się ono nie na drodze przymusu, ideowych debat czy cudów. Dokona się przy pomocy porodów.

Jest oczywiste, że zarówno religijność jak i jej brak nie są przekazywane przez geny. Ateiści nie rodzą wyłącznie ateistów, a wierzący - wierzących, ale przecież najsilniejszym czynnikiem wpływającym na religijności człowieka jest religijność jego rodziców. Część dzieci z religijnych domów w późniejszych etapach życia odejdzie od wiary. Jednak tam, gdzie jedna grupa wymiera, a druga intensywnie się powiększa – końcowy efekt jest przesądzony.

Za kilkadziesiąt lat dzisiejsi agnostycy i ateiści będą więc spędzać samotną starość w ponurych domach opieki, a światem będą rządzić potomkowie tych, którzy wierzyli w Boga i Boże przykazania, a nie we własną wygodę. Będzie to obiektywny, jak najbardziej naturalny wyrok, jaki biologia wyda na ateistyczny światopogląd. Świecki humanizm okazał się pomyłką. Nakierował człowieka na egoizm i indywidualizm. Posiadanie dzieci wchodziło w konflikt z tymi "wartościami". I z nimi przegrywa. Z czysto ewolucyjnej perspektywy, ateizm i agnostycyzm to ślepe uliczki.

 

Prokreacja nie jest kwestią natury, ale kultury

Biblia odnotowała problem z prokreacją już na tysiące lat przed tym, nim się pojawił. Bo oto w Bereszit (Ks.Rodz. 1:28) Bóg przekazuje pierwszy nakaz skierowany do wszystkich ludzi. Brzmi on "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się". Czyż to nie zaskakujące? Przecież rozmnażanie się jest instynktowną czynnością wszystkich istot żywych. Tak jak oddychanie czy spożywanie pokarmu. A Biblia nie mówi "Oddychajcie i jedzcie". Byłoby to bez sensu.

Jednak nakaz rozmnażania się nie jest bezsensowny. Prokreacja przestała być kwestią natury i została podporządkowana kulturze. Biblia najwyraźniej wiedziała o takim zagrożeniu już ponad 3 tysiące lat temu, skoro odnotowała ten nakaz. Od czasu dostępności środków antykoncepcyjnych i powszechności aborcji, posiadanie potomstwa stało się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej kwestią wyboru. Kultura śmierci zbiera więc żniwo. Argumenty przeciwko posiadaniu dzieci nabierają mocy razem z dobrobytem, wygodnictwem i egoizmem. Atrakcyjność seksu w powiązaniu z prokreacją zbliża się do zera, a nawet bez tego powiązania radykalnie maleje, lub całkowicie zanika pod presją powszechności pornografii oraz atrakcyjności innych sfer życia.

 

Bez dzieci wszystko traci sens

Dlatego Bóg zdecydowanie nakazuje człowiekowi stwarzanie nowych ludzi - kreowanie kolejnych pokoleń, bo wie, że kiedyś trzeba będzie go do tego zdecydowanie przymuszać. Posiadanie dzieci jest nakazem religijnym. Antykoncepcja i aborcja są religijnie zakazane. Życie jest największą wartością, więc trzeba je kontynuować w następnych pokoleniach. Przecież bez tego wszystko traci sens.

Zarazem w tym nakazie jest ukryta groźba samozagłady tych, którzy go nie będą przestrzegać. Ich los jest przesądzony. Muszą zniknąć. Według biblijnej reguły: "Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo" (Ks. Powt.Prawa 30:19).

 

Samobójstwo ateizmu musi nadejść

Mechanizm eliminacji ateistów i agnostyków jest fascynujący, bo mądry i humanitarny. Jednocześnie - przebiegły i stanowczy. Dokonuje się to w najbardziej łagodny choć bezwzględny sposób. Nie dosięgnie ich pomór, potop czy los Hioba. Będą kończyli swoje indywidualne życia tak jak wszyscy. Jednak - z własnej woli, z własnego wyboru - nie zostawią następców. A jeśli nawet zostawią, to zbyt nielicznych, żeby przetrwali przez następne dwa pokolenia. Czyli - w ostatecznym rozrachunku - jako formacja ideowa - popełnią zbiorowe samobójstwo. Ateizm zostanie starty z powierzchni Ziemi. Precyzyjniej: sam się zetrze.

 

Życie zwycięży

Statystyczny europejski agnostyk zmaga się z dylematem, czy stać go na jedno dziecko i czy sprowadzenie tego dziecka na „zniszczony zmianami klimatycznymi świat” jest usprawiedliwione etycznie, skoro każdy nowy obywatel świata zwiększa ilość CO². W tym samym czasie jego religijny sąsiad nie zadaje głupich pytań, tylko odpowiada konkretnym działaniem na polecenie Boga "rozmnażajcie się" i podnosi wskaźnik dzietności ponad magiczną liczbę 2,1. I to on da zwycięstwo życiu.

Bo Bóg jest mądry, a matematyka nie ma litości ani nie uznaje ideowych preferencji.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 13.07.2026 21:23
Źródło: tysol.pl