Szukaj
Konto

Aleksandra Jakubiak OV: Lękowe wizje rzeczywistości. Refleksje na kanwie wydarzeń w Medjugorje

obraz z horroru
Źródło: pixabay.com | Autor: ELG21 | Licencja: pixabay | lęk, zdjęcie poglądowe
„Nie możesz mnie, mój panie, pozbawić niczego, czego bym chętniej się nie wyrzekł: wyjąwszy życia, wyjąwszy życia, wyjąwszy życia, wyjąwszy życia” William Shakespeare „Hamlet”.

Wydarzenia w Medjugorje

W ostatnim tygodniu w mediach rozpoczął się dialog dotyczący zaburzeń zdrowia psychicznego w kontrze do rozmaitych form działania złego ducha. Wszystko to działo się na kanwie przykrych wydarzeń w Medjugorje, gdzie polski pielgrzym, a przy okazji katolicki aktywista, umieścił obrazoburcze napisy na dwóch figurach Maryi oraz podpalił ołtarz polowy przy parafii św. Jakuba.

Media rozpisywały się szeroko o aresztowaniu Polaka na terenie Bośni i Hercegowiny i publicznym zgorszeniu, do jakiego dojść miało w wyniku jego działań. Internet, jak to internet, ruszył z wydawaniem sądów. Po chwili na powierzchnię zaczęły przebijać się jednak głosy o problemach natury psychicznej, z jakimi mierzy się zatrzymany Polak. Komentatorzy tej sprawy zwracali uwagę, by zacząć odróżniać choroby i zaburzenia psychiczne od diabelskich opętań. I oczywiście jest w tym bardzo dużo prawdy. Takie nadawanie wszystkiemu wokół, wydarzeniom mającym korzenie w świecie materialnym, duchowego charakteru, jest zakłamywaniem rzeczywistości, oddalaniem się od prawdy, a więc i od możliwości uzdrawiania sytuacji.

 

Magiczne wizje rzeczywistości

Tropienie dziwów, cudów, ale i - jakże często - działań złego, potrzeby egzorcyzmów, spełniania się straszliwych przepowiedni etc. nie tylko wykrzywiają nasze postrzeganie świata, ale też redukuje faktyczną sferę duchową magicznego obrazu rzeczywistości. I niestety, nie jest wcale zjawiskiem odosobnionym spotykanie chrześcijan patrzących na religię przez pryzmat magiczny, ale chrześcijaństwo nie jest magiczne, w chrześcijańskim rozumieniu świata „łaska buduje na naturze”. Nie znaczy to, że nigdy nie możemy natknąć się na cuda, zjawiska nadprzyrodzone lub osoby będące pod wpływem złego ducha, ale takie wnioski wysnuwa się dopiero po wykluczeniu wszelkich innych możliwości - w pierwszej kolejności psychicznych.

 

Głód sensacji

Problem numer jeden można by w skrócie określić mianem „chleba i igrzysk”. Mamy, jako ludzie, tendencje do pogoni za sensacją, podniety niezrozumiałymi fenomenami, to wydaje się ciekawsze niż zwyczajność, codzienność. Będziemy doszukiwać się działań demonicznych w napisach na figurach, ale znacznie trudniej zauważyć nam je w znieczulicy wobec potrzebujących. Na manifestacje demona w kimś opętanym zbieglibyśmy się, jak tłum do oglądania wypadku, bo to coś niecodziennego, co nas nie dotyczy, bo moja chata z kraja, ale jest się czym poekscytować bez osobistych kosztów.

Znacznie trudniej dostrzec cud w drobnym akcie dobroci, na który mamy wpływ, niż w złotym pyle lecącym z nieba. To ludzkie. Problem tylko w tym, że po pierwsze, tą pogonią zubażamy własną sferę duchową, po drugie, swoimi nieupoważnionymi opiniami możemy skrzywdzić innych. Ileż to razy można w Kościele usłyszeć, nawet z ambony, że depresja jest znakiem braku zaufania do Boga, bo kto wierzy, ten się raduje. Przy takich hasłach, dosłownie ręce opadają. 

 

Strach przed utratą kontroli

Problem numer dwa jest głębszy i nie sprowadza się do kwestii religijnych, gnostyckiej wizji rzeczywistości, ani pociągu do dziwów. To zakopany w nas lęk przez chorobami psychicznymi, które postrzegamy jako rozpad rzeczywistości i utratę kontroli nad życiem. By głośno przyznać się do tego lęku, musielibyśmy sami przed sobą zadeklarować bezsilność wobec niektórych sytuacji, które nam się przydarzają, a to może budzić trwogę.

Mimo górnolotnych słów i politycznie poprawnych wypowiedzi, nie tylko choroby psychiczne, ale i wewnętrzne kryzysy są dla nas ciągle powodem do wstydu, formą tabu. Kiedy na jesieni ubiegłego roku papież Leon polecił wiernym intencję modlitewną za osoby doświadczające problemów psychicznych, było to traktowane, jak przełom. Kiedy jakiś czas temu bp Edward Dajczak powiedział wprost, że ustępuje z urzędu z uwagi na to, że zmaga się depresją, było to dla wielu zdjęciem z barków ogromnego ciężaru w możliwości powiedzenia MeToo i naprawdę duża liczba osób dziękowała biskupowi za odwagę. A wydawać by się mogło, że żyjemy w trzeciej dekadzie XXI wieku i taka wiedza jest już powszechna.

 

Głośne nazywanie strachu

Nie posiadamy żadnego medykamentu na ten problem. Taki lęk pewnie będzie ludzkości towarzyszył. To, co możemy zrobić, to uczyć się namierzać te punktu własnego światopoglądu, które noszą w sobie piętno magicznej wizji rzeczywistości. Innymi krokami są też na pewno: nauka wsłuchiwania się w to, czego inni nie mówią, męstwo własnego świadectwa, próby rozumienia siebie z pewną łagodnością i otwartością na symptomy psychicznego przeciążenia oraz głośne nazywanie własnego strachu. Wtedy łatwiej nam będzie zaniechać lękowych ucieczek w wizję świata zdominowanego strasznymi zjawiskami, będącymi pokłosiem czyichś domniemanych grzechów, a lęk wyciągnięty na światło słoneczne zwykle łatwiej daje się obłaskawić i zrozumieć.

Ważne, by w tym wszystkim nie pozostawać w sferze domysłów, tylko próbować zrozumieć zasady funkcjonowania naszego mózgu oraz ludzkiej psychiki od strony naukowej. Nie każdy musi zostać uczonym, ale podstawowe informacje warto posiadać, chociażby po to, aby mniej się bać.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 02.08.2026 18:57
Źródło: Aleksandra Jakubiak OV