Szukaj
Konto

Pytania o Medziugorie: objawienia, kontrowersje i miliony pielgrzymów

Pytania o Medziugorie: objawienia, kontrowersje i miliony pielgrzymów
Źródło: pexels.com | Autor: Ryan Thomas | Licencja: Pexels License | Figurka Matki Bożej
W wakacje temat pielgrzymek powraca jak bumerang. To nie tylko Częstochowa, Fatima, Lourdes, ale i „kontrowersyjne” Medziugorie. Po niedawnej tragedii autokaru z polskimi pielgrzymami wracającymi z Bośni i Hercegowiny oraz lipcowej profanacji dokonanej tam przez Polaka znowu słyszymy pytania: po co iść na pielgrzymkę i czy te miejsca są tego warte?
Co musisz wiedzieć:
  • Medziugorie pozostaje miejscem kontrowersyjnym, ale Watykan w 2024 r. nadał mu status „Nihil obstat”.
  • Najważniejszym argumentem za Medziugoriem są jego owoce duszpasterskie.
  • Autorka przekonuje, że sens pielgrzymowania zależy przede wszystkim od intencji.

Tradycja, moda czy coś więcej?

Co roku dostaje się pielgrzymom, którzy przemierzają setki kilometrów do Częstochowy. Z nieba leje się żar, a emeryci i rodziny z dziećmi obok nastolatków pokonują kolejne odcinki. O zgrozo, nawet śpiewają. Środowisko krytyków nie ustaje w przekonywaniu, że pomysł wędrowania w upale to średniowiecze.

Z odgrzanego artykuliku Aleksandry Michalskiej opublikowanego przez dodatek do „Wyborczej” dowiadujemy się, że pielgrzymki w zasadzie są OK, ale jednak nie jest tam tak duchowo, jak trzeba. Ludzie, zamiast się modlić, rozmawiają, a po przejściu 30 kilometrów kończą dzień libacją alkoholową. Generalnie pielgrzymie szlaki pustoszeją i po co w ogóle się pchać gdziekolwiek w taki upał?

Temperatura i emocje na portalach rosną, kiedy pada pytanie o pielgrzymkę do Medziugoria, małej wioski w Bośni i Hercegowinie, w której od ponad 40 lat trwają objawienia Matki Bożej. Tak na pewno uważają sami widzący i ponad 2 mln wiernych, którzy co roku odwiedzają to miejsce.

 

Sprawa Bartka

A przecież to nie jest nawet sanktuarium, więc co ciągnie ludzi do tego popularnego miejsca kultu religijnego? Jego atrakcyjność wzrasta latem, kiedy franciszkanie organizują tu Festiwal Młodych, a największą grupą od lat są nasi rodacy. Niestety w tym roku usłyszeliśmy o Medziugoriu chwilę wcześniej. Powodem stała się profanacja dokonana również przez Polaka Bartłomieja K., który w nocy z 27 na 28 lipca podpalił ołtarz polowy, pomalował czarną farbą twarz figury Matki Bożej na Podbrdo (wzgórzu, na którym objawia się Matka Boża), a na cokole napisał w języku angielskim: „Diabeł w spódnicy”. Zniszczona została również mniejsza figurka przy szlaku prowadzącym na Križevac. Przy figurze pojawił się transparent z imionami widzących i dopiskiem: „Oszuści” oraz „Tylko Jezus, Medziugorie to oszustwo”.

Dwa tygodnie później, 16 sierpnia, doszło do nowej tragedii z udziałem Polaków. W momencie pisania tego tekstu wiemy, że w tragicznym wypadku autokaru wracającego do Polski z Medziugoria zginęło 12 osób. Jestem przekonana, że nawet w środowiskach wierzących pojawią się pytania o sens tej podróży. Działo się tak w przypadku poprzedniej tragedii z udziałem Polaków sprzed 3 lat, kiedy w wyniku wypadku w Chorwacji również zginęło 12 osób.

Sprawa Bartka jest w toku. Wiemy, że 31-letni mężczyzna, u którego w 2017 r. zdiagnozowano depresję, do końca sierpnia będzie przebywać w areszcie w Bośni i Hercegowinie. Za to, co zrobił, grozi mu od 6 miesięcy do 5 lat więzienia. Nie jest tajemnicą, że takie miejsca przyciągają chorujących: duchowo, fizycznie i nierzadko psychicznie z całego świata. Znajomy zakonnik opowiadał mi, że w każdym autokarze zmierzającym do Medziugoria znajdzie się przynajmniej jedna osoba z problemami duchowymi (dręczona lub opętana).

Dla Bartka paradoksalnie to wydarzenie może stać się szansą na uporządkowanie bardzo zagmatwanego życia. W przypadku ofiar niedawnego wypadku wyjaśnieniem sprawy zajmie się prokuratura, ale odpowiedź na pytanie: „Dlaczego doszło do tej tragedii?”, może przyjść o wiele później.

 

Fakty i intencje

Po lipcowej profanacji Polaka w mediach społecznościowych częściej mogłam znaleźć komentarze wzywające do modlitwy za chłopaka niż hejt. I to jest jeden z owoców Medziugoria. Zamiast szukać sensacji i biegać za widzącymi, warto na chłodno i bez emocji popatrzeć na fakty, czyli „owoce duszpasterskie” w Medziugoriu: nawrócenia, głęboka odnowa sakramentalna (miliony rozdanych Komunii św. i spowiedzi), setki powołań kapłańskich i zakonnych, ale i ruchy modlitewne czy wcale niełatwe rekolekcje z postem.

Gdzie leży prawda o tym miejscu? Tam, gdzie nasze intencje. Jak pisze jeden z internautów:

„Do muzeum można wejść i kontemplować, ale można też wejść i sprawdzać, jakie błędy organizacyjne poczynili kustosze, czy panie dobrze pilnują, czy jest duszno, czy obrazy równo wiszą itp.”.

Podobnie jest z pielgrzymkami. I właśnie ta zasada jest kluczowa w zrozumieniu tego, co od 1981 roku dzieje się w małej wiosce w Bośni i Hercegowinie.

 

Kościół mówi

We wrześniu 2024 roku Watykan wydał oficjalną notę zatwierdzoną przez papieża Franciszka, nadając Medziugoriu status „Nihil obstat” (Nic nie stoi na przeszkodzie). Decyzja ta oznacza oficjalną zgodę na kult publiczny i pielgrzymki, choć nie rozstrzyga ostatecznie o nadprzyrodzonym charakterze samych objawień. Ta decyzja jest niezwykle ważna w obliczu tego, co przez ponad 40 lat zostało zbudowane wokół kościoła franciszkanów w małej wiosce w Bośni i Hercegowinie. Zaczęło się tak jak w przypadku wszystkich innych objawień, w miejscu, gdzie wrony zawracają, ale z pewnością nie tam, gdzie diabeł mówi dobranoc.

Do dziś sześć osób twierdzi, że spotyka się z Matką Bożą, od której otrzymuje przesłania dla świata. Pierwszy raz dzieci zobaczyły Maryję 25 czerwca 1981 r. Przychodziła codziennie, choć z czasem częstotliwość widzeń zmieniła się. Stanowisko hierarchów wobec wydarzeń w Medziugoriu również ewoluowało. Kościół zareagował szybko. Specjalną komisję do zbadania tego, co naprawdę dzieje się w Medziugoriu, powołał już w 1986 roku ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Joseph Ratzinger. Kolejna, której zadaniem było zbadanie prawdziwości objawień, rozpoczęła pracę w 2010 r. pod przewodnictwem kardynała Camillo Ruiniego.

Ostateczne wnioski nie zostały jeszcze skonstruowane, ponieważ według widzących spotkania z Maryją wciąż trwają, a Kościół nie może jednoznacznie określić swojego stanowiska, dopóki się nie zakończą. Całkowicie zrozumiała jest ostrożność Kościoła wobec objawień i działo się tak zawsze. Czas i posłuszeństwo hierarchom były zawsze miernikiem wartości i prawdziwości nadprzyrodzonych wydarzeń w Kościele.

 

Czy objawienia w Medziugoriu są autentyczne?

Dużo wskazuje na to, że pierwsze na pewno. Mówi o tym dokument Kongregacji Nauki Wiary, choć do dziś nieopublikowany – oceniający pierwszych 7 objawień za prawdziwe. Wiemy o tym tylko dlatego, że włoski dziennikarz śledczy David Murgia ujawnił poufne dokumenty oraz wyniki tajnych głosowań watykańskiej komisji kardynała Camillo Ruiniego. Działała ona w latach 2010–2014, a jej zadaniem było przygotowanie bez rozgłosu końcowego raportu i dokumentacji dotyczącej wydarzeń w Medziugoriu. Międzynarodowa komisja badawcza przygotowała raport dzielący wydarzenia w wiosce na dwa etapy. Kardynałowie opowiedzieli się za nadprzyrodzonym charakterem pierwszych siedmiu objawień w okresie od 24 czerwca do 3 lipca 1981 r. (13 głosów za, 1 przeciw, 1 wstrzymujący się), zgłaszając jednocześnie znaki zapytania co do zjawisk późniejszych.

Raport wskazał „wyraźną granicę między początkowymi spotkaniami a masowym i skomercjalizowanym rozwojem zjawiska w kolejnych latach”.

Komisja zwróciła też uwagę, że są to objawienia prywatne, a to oznacza, że nawet kiedy zostaną uznane oficjalnie przez Kościół, wierzący nie muszą w nie wierzyć.

 

Lokalne kontrowersje

Nie uwierzyli również lokalni hierarchowie. Chociaż już 25 lipca 1981 r. podczas homilii z okazji bierzmowania w tamtejszym kościele miejscowy biskup Pavao Žanić stwierdził, że dzieci nie kłamią, już miesiąc później zdanie zmienił. Wydarzenie zaniepokoiło również, a może przede wszystkim, jugosłowiańskich komunistów, dla których każde większe zgromadzenie kościelne stawało się zagrożeniem. Mówiło się nawet o kontrrewolucji w Medziugoriu. Zastraszanie i więzienie dotknęło nie tylko proboszcza miejsca o. Jozo Zovko, ale także dzieci. Franciszkanin sam zresztą nie wiedział, jak to się skończy. Bał się prowokacji, do których w tamtym czasie często dochodziło, za pomocą których tajne służby mogłyby go oskarżyć o próbę obalenia reżimu.

Sytuację zaognił konflikt między franciszkanami i diecezją zaniepokojoną wzrastającą pozycją franciszkanów. To nieugaszony do dziś tzw. hercegowiński przypadek, czyli ciągnący się od końca XIX w. konflikt o podział parafii między diecezję a franciszkanów. Zdaje się jednak, że nowy biskup mostarsko-duvnijski Petar Palić pokazuje zupełnie inną postawę i rozdzielając spór o autentyczność objawień od pracy duszpasterskiej, skupia się na tej drugiej, m.in. co roku biorąc udział w spotkaniu młodych Mladifest w Medziugoriu.

 

Widzący

Zarzutów wobec widzących są setki. Większość to niepotwierdzone w dokumentach informacje przekazywane przez samych pielgrzymów z ust do ust w stylu: „A widziała pani, że…”. Najwytrwalsi krytycy objawień w Medziugoriu chętnie używają argumentu wobec widzących, że żadne z nich nie wstąpiło do zakonu. Zapomnieli, że dwójka widzących z La Salette – Maksymin i Melania – po objawieniach wiodła dość burzliwe życie. Na naszym polskim podwórku również mamy podobny przypadek, kiedy jedna z widzących z Gietrzwałdu Justyna Szafryńska wystąpiła ze zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo (mogła to uczynić, ponieważ śluby są tam odnawiane co roku) i założyła rodzinę. Nie są zbadane jej losy. Wiadomo tylko, że zmarła bezdzietnie.

Jak tłumaczy franciszkanin o. Tomislav Pervan, znawca kwestii Medziugoria, życie tych, którzy są w centrum uwagi, nie jest łatwe i znajduje się pod ciągłą obserwacją. Z szóstki widzących wszyscy założyli rodziny. Czy przez to ich życie jest łatwiejsze niż zakonne? Siostra Łucja z Fatimy pisała, że dzisiejsza walka toczy się o rodzinę i małżeństwo. Wybór widzących możemy odebrać jako świadectwo na dziś dla świata.

 

Jak Polak z Chorwatem

Nie mogę powiedzieć, że nie jest mi przyjemnie pisać o związkach Polski z Chorwacją. Nie tylko ze względów osobistych. W przypadku Medziugoria arcybiskup Henryk Hoser odegrał kluczową rolę w oficjalnym rozeznawaniu sytuacji w tym miejscu. Chodziło o zbadanie sytuacji duszpasterskiej pielgrzymów przybywających masowo do tego miejsca. W lutym 2017 roku papież Franciszek mianował go specjalnym wysłannikiem Stolicy Apostolskiej, a od 2018 roku Polak pełnił tam funkcję wizytatora apostolskiego o charakterze specjalnym. Abp Hoser określał to miejsce jako „duchowe płuca Europy” oraz żywy znak Kościoła, w którym

„panuje niezwykła atmosfera modlitwy i masowych nawróceń”.

Przygotowany i przedłożony przez niego raport papieżowi Franciszkowi rekomendował przede wszystkim uwzględnienie potrzeb duszpasterskich rosnącej liczby pątników oraz zdjęcie restrykcji z oficjalnych pielgrzymek organizowanych przez diecezje. I właśnie ta ocena utorowała drogę do decyzji o oficjalnym zezwoleniu przez Watykan na organizowanie pielgrzymek (ogłoszonym w 2019 roku). Oddzielono jednocześnie duszpasterstwo od weryfikacji prawdziwości samych wizji. To prawda, ich treść to nie jest głęboka teologia, tylko powrót do ustawień fabrycznych każdego chrześcijanina, który nie zamierza po śmierci skończyć w piekle.

 

O co prosi Matka Boża?

Zawsze o to samo, co zresztą również jest powodem zarzutów krytyków Medziugoria. O modlitwę, post, nawrócenie, codzienne czytanie Biblii, regularną spowiedź i przystępowanie do Komunii św. Wizjonerzy nazywają te zalecenia „pięcioma kamieniami”, czyli „duchowymi narzędziami, które mają pomóc wiernym pokonać zło i osiągnąć zbawienie”. Do znudzenia, można pomyśleć. Ale takie są mamy. A wszystko dla naszego dobra. Co więc przeszkadza krytykom w tych przesłaniach? Ano właśnie powtarzalność, dlaczego tak długo i to samo? Oni (krytycy) są inteligentni i zrozumieli za pierwszy razem. I niech Bogu za to dziękują. Tyle że Bóg chce odnaleźć jak najwięcej tych zabłąkanych, którym być może trzeba powtórzyć zachętę kilka razy, żeby zechcieli wrócić.

Sceptycy powołują się często na wypowiedź papieża Franciszka, który podczas jednego ze spotkań z dziennikarzami miał powiedzieć, że woli Matkę Bożą jako prawdziwą Matkę, a nie

„kierowniczkę urzędu telegraficznego, wysyłającą komunikaty każdego dnia o określonej godzinie. Takie codzienne widzenia – stwierdził papież – nie mają wiele wartości”.

Jestem mamą i bardzo często czuję się jak urzędniczka poczty. Jeden komunikat dociera po setnym powtórzeniu. Sto razy tracę przy tym cierpliwość, a Maryja nigdy. Świat wciąż trwa, a widzący twierdzą, że Matka Boża do nich przychodzi. Dla mnie to pocieszające, a nie powód do bicia piany i szukania argumentów, że Medziugorie to oszustwo.

 

Oddzielić miejsce od widzących

Myśląc o tym miejscu, nigdy nie łączyłam obu rzeczywistości. Nigdy jadąc do Medziugoria, nie miałam ochoty na spotkanie z widzącymi (ani nawet o tym nie pomyślałam). Wiem, są organizowane, ale znowu wszystko zależy od intencji. Ja miałam to szczęście/łaskę, że nie przyciągnęły mnie do Medziugoria tylko zwykła ciekawość, sensacja i nadzieja na spotkanie z Vicką czy Ivanem. Chociaż i takie intencje Bóg potrafi wykorzystać, żeby dotrzeć do naszego zabetonowanego serca. To miejsce fascynowało mnie zawsze jako największy konfesjonał Europy, miejsce setek pielgrzymek tu organizowanych i ostatnia szansa dla udręczonych ludzi.

Nie mogę nie wspomnieć o Cenacolo, ważnej wspólnocie, która działa tu od 1991 roku. Zanim udało się zbudować pierwszy murowany budynek, siostra Elwira mieszkała tu przez rok z grupą narkomanów w namiotach. Dziś żyją z Bożej Opatrzności. Procesem odwykowym nie kierują ani lekarze, ani psycholodzy. Przyjęta zasada działania jest także bardzo prosta: praca, dużo pracy, modlitwa i budowanie zdrowych relacji. Narkomanowi może najbardziej pomóc ten, kto sam przeszedł przez to piekło. Maryja tylko nadzoruje proces leczenia. Działa, bo podobnych wspólnot na świecie jest 20. Jeśli będziecie się kiedyś wspinać na Križevac i spotkacie po drodze chłopaków, którzy na krzesełku znoszą z góry kontuzjowanego pielgrzyma, to na pewno ekipa z Cenacolo.

Takie są fakty. O widzeniach niech wypowie się Kościół. Mnie nie przeszkadzają zbudowane wokół kościoła hotele. Ludzie muszą gdzieś spać. Chcesz płacić mniej, weź namiot, konserwy, ale zanim ocenisz, zobacz sam to miejsce, w którym tyle ludzi znajduje ratunek.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 30.08.2026 21:35
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 34/2026, oprac. Ludwik Pęzioł