Jakubiak krytykuje rząd: Oni chcą nas wprowadzić do wojny

- Poseł Marek Jakubiak skrytykował sposób, w jaki rząd komunikuje zagrożenia związane z bezpieczeństwem wschodniej granicy. Ocenił, że działania władz mogą zwiększać niepokój społeczny.
- Jakubiak zaproponował utworzenie 50-kilometrowej strefy przy granicy, w której obowiązywałyby ograniczenia lotów i funkcjonowałby system wykrywania nisko lecących obiektów. Jest to propozycja posła, a nie projekt przedstawiony przez MON.
- Polityk stwierdził, że ma wrażenie, iż rząd chce „wprowadzić nas do wojny”. Nie przedstawił dowodów, że władze mają taki zamiar.
- Rząd uzasadnia zwiększoną gotowość możliwością eskalacji rosyjskich działań i zagrożeniami związanymi m.in. z wykorzystaniem dronów.
Dlaczego rząd podnosi poziom gotowości?
Rząd tłumaczy zwiększoną gotowość sytuacją militarną za wschodnią granicą. Premier Donald Tusk, przedstawiając 17 września w Sejmie informację dotyczącą bezpieczeństwa Polski, wskazywał na rosnącą częstotliwość rosyjskich ataków na zachodnią Ukrainę oraz wykorzystanie nowych dronów odrzutowych.
Według premiera ostatnie ataki z użyciem takich bezzałogowców miały miejsce około 2,5–3,5 km od polskiej granicy. Tusk przekazał również, że według ocen wywiadowczych możliwe są hybrydowe uderzenia dronami i rakietami w państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę.
Są to informacje przedstawione przez szefa rządu na podstawie ocen służb. Nie oznaczają, że taki atak na Polskę jest przesądzony.
Jakubiak proponuje 50-kilometrową strefę
Jakubiak przedstawił swoje stanowisko na antenie Radia Wnet. Poseł zakwestionował sposób, w jaki w ostatnim czasie władze komunikują informacje o bezzałogowcach pojawiających się w pobliżu polskiej przestrzeni powietrznej. Przypomniał, że podobne incydenty zdarzały się już wcześniej, m.in. w związku z rosyjskimi atakami na cele na zachodzie Ukrainy.
Zdaniem posła odpowiedzią na potencjalne zagrożenie powinno być wzmocnienie systemu obserwacji i obrony bezpośrednio przy wschodniej granicy.
Jakubiak zaproponował utworzenie pasa o szerokości 50 kilometrów, w którym obowiązywałyby szczególne ograniczenia dotyczące lotów. Według jego koncepcji powinny tam również funkcjonować stałe punkty obserwacyjne i stanowiska umożliwiające zwalczanie nisko lecących celów.
Poseł przedstawił ponadto pomysł wykorzystania obywateli w systemie wczesnego ostrzegania. Miałby powstać specjalny numer alarmowy, za pośrednictwem którego świadkowie mogliby zgłaszać zauważone nisko lecące obiekty. Informacja trafiałaby następnie do służb odpowiedzialnych za kontrolę przestrzeni powietrznej. Jakubiak oszacował koszt stworzenia takiego rozwiązania na 5–10 mln zł. Jest to propozycja polityka, a nie przedstawiony przez MON projekt.
Jakubiak krytykuje rząd. „Oni chcą nas wprowadzić do wojny”
Poseł ocenił, że alarmy, syreny i ewakuacje w rejonach zagrożonych mogą powodować narastanie strachu wśród mieszkańców. Polityk wyraził również niepokój działaniami rządu w obszarze bezpieczeństwa.
Oni chcą nas wprowadzić do wojny, takie jest moje wrażenie
– powiedział.
Jakubiak nie przedstawił jednak dowodów, że rząd zamierza doprowadzić do udziału Polski w wojnie z Rosją. Jego wypowiedź – co zaznaczył również sam poseł – była oceną działań władz.
Spór o komunikowanie zagrożenia
Spór nie dotyczy wyłącznie tego, czy należy wzmacniać ochronę wschodniej granicy. Jakubiak sam proponuje utworzenie specjalnej strefy oraz rozbudowę systemu wykrywania nisko lecących obiektów. Kwestionuje natomiast sposób, w jaki władze komunikują ryzyko i reagują na poszczególne incydenty.
Czym jest „efekt flagi”?
W politologii dobrze znane jest zjawisko określane jako „efekt flagi” (ang. rally ’round the flag effect). Polega ono na tym, że w obliczu poważnego zagrożenia zewnętrznego – wojny, ataku terrorystycznego czy kryzysu międzynarodowego – społeczeństwo może na pewien czas zjednoczyć się wokół władz, a poparcie dla przywódcy państwa rośnie. Jednym z najbardziej znanych przykładów były Stany Zjednoczone. Po zamachach z 11 września poparcie dla George’a W. Busha w badaniu Gallupa wzrosło z 51 proc. 10 września do 86 proc. 15 września, a następnie osiągnęło 90 proc. . Badania wskazują, że efekt flagi nie występuje przy każdym kryzysie, a jego skala i trwałość zależą od okoliczności.
Piotr Matczuk, ekspert marketingu politycznego, przedstawił w Radiu Wnet inną interpretację działań rządu. Jego zdaniem częstsze komunikowanie zagrożenia może prowadzić do tzw. efektu flagi, czyli wzrostu konsolidacji społecznej wokół władz w sytuacji zewnętrznego zagrożenia.
Matczuk ocenił, że taki mechanizm mógłby być politycznie korzystny dla rządzących. Nie przedstawił jednak dowodów, że działania władz związane z bezpieczeństwem są podejmowane w takim celu.
Komentarze
Piotr Skwieciński: Tusk nie wie co to "dobro Polski"

Wrzesień zaczyna się we wrześniu

Rafał Woś: Spodziewam się najgorszego
Władza KO idzie na rympał

Tak władza gardzi obywatelami. Dwa przykłady








