Szukaj
Konto

Aleksandra Jakubiak OV: Co jeśli happy endu nie będzie?

ulica, ludzie, blondynka
Źródło: wikimedia.commons | Autor: Mike Wilson - https://web.archive.org/web/20180123083935/https://unsplash.com/photos/pvhRKEjhtf8 | Licencja: CC0 | Samotna kobieta w tłumie
„Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie” (Koh 3, 11).

 

"A myśmy się spodziewali"

Każdy z nas kiedyś wyobrażał sobie swoje życie, jako dążące do spełnienia jakichś pragnień, celów, marzeń. W młodości wielu z nas nie chciało zgodzić się nawet na pojedyncze porażki, a co dopiero na pozwolenie odebrania sobie „prawa do happy endu”. Jednocześnie pewnie większość z nas ma wokół siebie przykłady osób, w których życiu nie było szczęśliwego, hollywoodzkiego zakończenia. Osób, które od dzieciństwa, aż po starość borykały się rozmaitymi problemami i nie zaznawały sprawiedliwości, ani równowagi. A potem po prostu umierały. I nie ma tu akurat znaczenia, czy ich ból  lub samotność wynikały z zewnętrznych okoliczności czy też z ich postawy, która z kolei był pokłosiem wcześniejszych doświadczeń. Chodzi o to, że nie przychodził żaden przełom, po którym choć przez trochę żyliby „długo i szczęśliwie”.

W młodości, patrząc na takie historie naszych bliskich lub znajomych, odczuwaliśmy pewnie mniej lub bardziej uświadomioną trwogę przed życiem zmarnowanym lub nieudanym, przed życiem obfitującym w ból lub poczucie klęski. Nie namawiam tu broń Boże do przyjęcia z góry postawy typu, jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz, do zaprzestania dążenia do realizacji pragnień. Zwracam tylko uwagę, że czasem, mimo starań, nie wychodzi.

 

Historia Edith

Gdy przyjrzymy się np. historii życia patronki dnia dzisiejszego, to wielu z nas mogłoby uznać, że nie chciałoby dla siebie takich doświadczeń. Edith Stein, bo o niej mowa,  poza dążeniem do prawdy, sukcesami naukowymi, wieloma inspirującymi przyjaźniami, miała w sobie - przynajmniej w moim odczuciu - pewien rys samotności, może i świadomie wybieranej, ale mimo to dotykającej mojego serca. Po latach wytrwałych i uczciwych poszukiwań znajduje sens w Chrystusie i chrześcijaństwie, a konkretnie w Kościele katolickim. Po kilku latach danych sobie na okrzepnięcie w wierze dochodzi do decyzji o wyborze drogi karmelitańskiej. Wstępuje do klasztoru, ale prawie od początku mierzyć się musi z coraz wyżej podnoszącym łeb nazizmem. W niedługim czasie kończy życie w komorze gazowej w KL Auschwitz-Birkenau. Wielu nazwałoby jej życie tragicznym, wielu innych szlachetnym, mało kto szczęśliwym. Jednak jej chwile spędzone w komorze potrafią być również interpretowane, jako doświadczenie dzielenia z Bogiem największej możliwej bliskości.

 

Pokusa poznania przyszłości

Czasem przychodzi mi do głowy, że pragnienie poznania przyszłości może być dla nas największą pokusą unieszczęśliwiającą. Pomijając tu zupełnie aspekt okultystyczny wróżb, zgubne potrafi w nich być to, że moglibyśmy poznać przyszłość, na którą nie jesteśmy jeszcze gotowi, na którą nie przygotowały nas ani przebyte doświadczenia, ani kontakt z Bogiem lub bliskimi ludźmi, ani czas, a wraz z nim dojrzałość, ani coraz bardziej zintegrowane wnętrze i kontakt z samym sobą. Coś, co jest do udźwignięcia w wieku lat czterdziestu, nie byłoby takim dwadzieścia lat wcześniej, kiedy wszystko, czego łakniemy i co uznajemy za warte starania, to peleton happy endów.

 

Brak szablonowych odpowiedzi

Kiedy stajemy w obliczu życia złamanego jakimś cierpieniem, samotnością, porażkami, przegraną, bankructwem na pewno lepiej byłoby umieć wspólnie pomilczeć, niż przychodzić w gotowymi odpowiedziami. Oczywiście, nauki takie jak psychologia i teologia mają szereg różnych wypracowanym teoretycznym argumentów i nie znaczy, że nie są one prawdziwe. Tyle że, mimo swej prawdziwości, mogą być one w pewnym sensie martwe w zetknięciu klęską, która ma twarz.

Święty Jan Paweł II sparafrazował kiedyś słowa św. Piotra z Dziejów Apostolskich. - Nie mam srebra ani złota. Nie mam gotowych odpowiedzi na trudne pytania - nie bał się powiedzieć zwierzchnik wspólnoty liczącej sobie ponad miliard osób. Czasem mniej znaczy więcej. Czasem wspólne milczenie wiąże się z większą bliskością, niż diagnozy i przepisy. Czasem jedno zdanie leczy umiejętniej, niż mądre teorie. Czasem happy endu nie będzie, w życiu naszym lub naszych bliskich, ale obecność będzie znaczyła więcej, niż sukces. Czasem w przegranej wykuwa się umiejętność rozumienia świata. Czasem to, co dla nas jest porażką, kogoś innego ma uczynić mądrym lub wrażliwym. Czasem coś, co by nas dziś załamało, za dekadę będzie do uniesienia. 

 

Gdy wszystko zawiedzie

A kiedy wszystkie inne języki świata zawiodą. Zawsze pozostaje ta jedna i pierwotna forma komunikacji. Dotyk. Objęcie. Przytrzymanie dłoni. Pogłaskanie głowy…

Komentarzy: 0
Data publikacji: 09.08.2026 19:30
Źródło: Aleksandra Jakubiak OV