Szukaj
Konto

Pierwsi w Auschwitz byli Polacy. Historie więźniów, którzy przeżyli piekło

Adam Cyra i Adam Jurkiewicz
Źródło: zbiory Adama Cyry | Autor: Nieznany | Licencja: zbiory Adama Cyry | Adam Cyra (autor artykułu) i Adam Jurkiewicz
14 czerwca 1940 roku do nowo utworzonego niemieckiego obozu Auschwitz przywieziono pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych. Wśród nich był Adam Jurkiewicz, który przeżył obóz, był świadkiem heroicznego wystąpienia św. Maksymiliana Kolbego i po wojnie opowiedział o tym, co działo się za drutami Auschwitz. Innym więźniem pierwszego transportu był Eugeniusz Nosal.
Co musisz wiedzieć:
  • 14 czerwca 1940 roku do Auschwitz trafił pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych z więzienia w Tarnowie.
  • Jednym z nich był Adam Jurkiewicz, który przeżył obóz, uciekł i walczył później w Armii Krajowej.
  • Jurkiewicz był świadkiem wystąpienia św. Maksymiliana Kolbego oraz wielu zbrodni popełnianych przez niemieckich esesmanów w Auschwitz.

 

Jednym z symboli zagłady Polaków w obozie koncentracyjnym Auschwitz jest pierwszy transport polskich więźniów politycznych, kiedy to 14 czerwca 1940 r. z więzienia  w Tarnowie przywieziono do tego obozu 728 więźniów. Decyzją Sejmu RP 14 czerwca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.

Wśród więźniów pierwszego transportu byli m.in. żołnierze Września 1939 r., członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, przedstawiciele polskiej inteligencji, gimnazjaliści i studenci. Otrzymali numery od 31 do 758. Numerami od 1 do 30 oznaczono przywiezionych z KL Sachsenhausen do Auschwitz 20 maja 1940 r. trzydziestu niemieckich więźniów kryminalnych, którzy w obozie pełnili różne funkcje, m.in. kapo i blokowych.

 

Adam Jurkiewicz, świadek śmierci

Spośród 728 osób przywiezionych 14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz, ponad 300 więźniów przeżyło wojnę. Do nich należał Adam Jurkiewicz, który urodził się w 1920 r. w Nowym Sączu i tam mieszkał. Był absolwentem gimnazjum i żołnierzem wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 r. Aresztowano go wiosną następnego roku w ramach zarządzonej przez generalnego gubernatora Hansa Franka akcji A-B.

Osadzony został w więzieniu w Tarnowie, skąd przywieziono go do KL Auschwitz, gdzie stał się numerem 476. Jego osiemnastoletni kuzyn Józef Brudziana, pochodzący również z Nowego Sącza, oznaczony numerem 479, zginął w obozie 26 kwietnia 1941 r. Adam Jurkiewicz pracował m.in. w komandzie rolnym na zewnątrz KL Auschwitz. Był także zatrudniony w stajni przy obsłudze koni, w tym należących do komendanta obozu, Rudolfa Hössa. Przeżył wiele tragicznych wydarzeń w obozie, które tak wspominał:

"Byłem w obozie dostatecznie długo, widziałem na własne oczy tyle scen znęcania się esesmanów nad więźniami, którzy niejednokrotnie podczas pracy potrafili w najbardziej wyrafinowany sposób pastwić się i zabijać, więc jeszcze jedna zbrodnia więcej nie robiły już na mnie specjalnego wrażenia,"

Odwaga o. Maksymiliana Kolbego

Był także świadkiem wystąpienia Ojca Maksymiliana Kolbego, który oddał życie za Franciszka Gajowniczka pod koniec lipca 1941 r.: 

„Wszyscy więźniowie stali nadal na baczność w szeregach poszczególnych bloków. Nagle zauważyłem, że z tylnych szeregów naszego bloku wyszedł jakiś nieznany mi więzień i wolnym krokiem podążył w kierunku grupy SS. Nikt nie zareagował na jego wystąpienie. Blokowy odpowiedzialny za dyscyplinę podległego mu bloku, inni Blockführerzy nie usiłowali przeszkadzać więźniowi. Złamanie żelaznej dyscypliny porządku obowiązującego w obozie było dla wszystkich tak olbrzymim zaskoczeniem, że zarówno więźniowie, jak i esesmani patrzyli na to, co się dzieje, nie wierząc własnym oczom, śledząc powolny marsz więźnia. Podszedł do komendanta, stanął w przepisowej odległości przed nim, zdjął czapkę i coś do niego mówił. Imponowało nam to, że w obecności tylu esesmanów i więźniów funkcyjnych złamał dyscyplinę, że odważył się wystąpić.”

 

Ucieczka i Armia Krajowa

Przeniesiony w marcu 1943 r. do KL Neuengamme, a następnie więziony był w jego podobozie Hannover-Stöcken, skąd zbiegł z 16 na 17 grudnia tegoż roku. Tej samej nocy w porozumieniu z nim podjął także ucieczkę jego obozowy kolega, jeszcze z więzienia w Tarnowie i z obozu Auschwitz, Kazimierz Stramek (nr 294), któremu szczęście jednak nie dopisało i podczas pościgu został zastrzelony przez esesmanów, pochodził z Krakowa, miał trzydzieści lat. 

Adam Jurkiewicz w dramatycznych okolicznościach przedostał się do okupowanej Polski, biorąc w 1944 r. udział w akcjach bojowych Armii Krajowej na terenie województwa krakowskiego i tarnowskiego aż do czasu nadejścia żołnierzy Armii Czerwonej. 

 

Po wojnie

Po wojnie studiował na Politechnice Gliwickiej, otrzymując dyplom inżyniera chemika. Skierowano go do pracy w oświęcimskich Zakładach Chemicznych, powstałych na bazie poniemieckiego kombinatu chemicznego Buna-Werke, zatrudniającego kiedyś więźniów KL Auschwitz III-Monowitz, gdzie pracował do emerytury.

Adam Jurkiewicz odszedł na wieczną wartę 11 października 1997 r. i  spoczął na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu. 

 

Eugeniusz Nosal uratował napis "Arbeit macht frei"

W Oświęcimiu mieszkał po wojnie także z pierwszego transportu tarnowskiego Eugeniusz Nosal, urodzony w 1911 r. w Nowym Sączu, technik budowlany, zarejestrowany w obozowej ewidencji jako numer 693. Pracował w komandzie budowlanym. Po zwolnieniu  z obozu 20 września 1944 r. otrzymał nakaz pracy w firmie niemieckiej na terenie Oświęcimia, gdzie po wojnie zamieszkał i pracował aż do emerytury. Zmarł 25 lipca 1999 r. i pochowany został na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu. 

Eugeniusz Nosal stał się bohaterem wydarzenia, mającego miejsce zaraz po wyzwoleniu KL Auschwitz w styczniu 1945 r., kiedy to żołnierze sowieccy postanowili zrabować napis „Arbeit macht frei”. Załadowali go na wagon kolejowy, który miał jechać do Związku Sowieckiego. Przypadkowo zauważył to Nosal i jego znajomy. Kiedy zorientowali się, co Sowieci zamierzają zrobić, przekupili strażnika pilnującego pociągu, a następnie napis ukryli. W dniu 14 czerwca 1947 r, w siódmą rocznicę przywiezienia do obozu pierwszych Polaków, gdy powstało Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, napis wrócił na swoje miejsce.

Losy Adama Jurkiewicza i Eugeniusza Nosala przypominają, że za numerami obozowymi kryły się konkretne osoby i ich historie. Pierwszy transport Polaków do Auschwitz stał się symbolem niemieckiego terroru wobec narodu polskiego, a wspomnienia ocalałych pozostają jednym z najważniejszych świadectw prawdy o funkcjonowaniu obozu.

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Dlaczego pierwszy transport do Auschwitz jest tak ważny?", "Pierwszy transport do Auschwitz w liczbach", FAQ i śródtytuły od redakcji]

 

Dlaczego pierwszy transport do Auschwitz jest tak ważny?

Pierwszy transport z Tarnowa zapoczątkował funkcjonowanie Auschwitz jako miejsca masowych represji wobec Polaków. W początkowym okresie istnienia obozu większość więźniów stanowili właśnie Polacy – żołnierze, członkowie podziemia, inteligencja oraz młodzież podejrzewana o działalność niepodległościową.

 

Pierwszy transport do Auschwitz w liczbach

  • 728 Polaków przywieziono w pierwszym transporcie.
  • Ponad 300 z nich przeżyło wojnę.
  • Adam Jurkiewicz otrzymał numer 476.
  • Eugeniusz Nosal otrzymał numer 693.
  • 14 czerwca jest Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

  1. Kiedy do Auschwitz trafił pierwszy transport Polaków? 14 czerwca 1940 roku z więzienia w Tarnowie przywieziono 728 polskich więźniów politycznych.
  2. Ilu więźniów przeżyło pierwszy transport? Szacuje się, że ponad 300 osób z pierwszego transportu przeżyło wojnę.
  3. Kim był Adam Jurkiewicz? Żołnierzem kampanii wrześniowej i więźniem pierwszego transportu do Auschwitz oznaczonym numerem 476.
  4. Dlaczego 14 czerwca jest dniem pamięci? Ponieważ upamiętnia pierwszych polskich więźniów deportowanych do niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.06.2026 22:48
Źródło: Tysol.pl