Historie Z Podwórek. Michał Grosiak O Radomskim Czerwcu 1976

- „Historie z podwórek” pokazują Radomski Czerwiec 1976 przez pryzmat osobistych doświadczeń mieszkańców.
- Jednym z najważniejszych wątków projektu jest przypomnienie niemal zapomnianej historii Dariusza Tomaszewskiego.
- Zdaniem Michała Grosiaka pamięć o Radomskim Czerwcu wymaga zaangażowania instytucji, nauczycieli i społeczników.
Krzysztof Karnkowski: Jesteś realizatorem czterech filmów pod wspólnym tytułem „Historie z podwórek”. Z różnych perspektyw przypominają wydarzenia Radomskiego Czerwca 1976 roku. Mamy rok rocznicowy, więc nie będę pytał, skąd sam temat. Skąd natomiast wybór właśnie tych bohaterów i historii?
Michał Grosiak: Od początku projektu wiedzieliśmy, że jako Miejski Ośrodek Kultury „Amfiteatr” w Radomiu nie chcemy tworzyć kolejnej opowieści stricte historycznej. Chcieliśmy wejść w obyczajowość, codzienne życie ludzi i zobaczyć ten jeden dzień ich oczami. Punktem wyjścia było oczywiście 50-lecie Radomskiego Czerwca. Szukaliśmy zwykłych mieszkańców i ich osobistych historii. Uruchomiliśmy coś w rodzaju „konkursu bez konkursu”: rozesłaliśmy informacje do szkół i innych środowisk, umieściliśmy ideę projektu na stronie i czekaliśmy, co do nas przyjdzie.
Materiały były bardzo różne. Część osób, choć przekazała ciekawe historie, nie chciała później wystąpić przed kamerą. Czasem uczniowie po prostu przynosili opowieści swoich dziadków jako pracę domową. Z tego, co do nas trafiło, wybrałem historie, które wydawały mi się najbardziej obiecujące. Idea „Historii z podwórek” nie od razu została zrozumiana tak, jak zakładaliśmy. Dostawaliśmy sporo prac, które po prostu streszczały wydarzenia z czerwca 1976 roku, a nam chodziło o osobiste doświadczenie, o historię człowieka. Szczególnie utkwiła mi w pamięci praca uczennicy, która spotkała się z panią Mirosławą (Mirosława Hetman, uczestniczka wydarzeń i narratorka filmu o Dariuszu Tomaszewskim – KK) i przeprowadziła z nią wywiad.
Większość materiału dotyczyła ogólnej historii PRL-u i wydarzeń czerwcowych, ale pod koniec pojawił się jeden krótki akapit o Dariuszu Tomaszewskim. To mnie poruszyło i dało punkt wyjścia pogłębienia tematu i dalszej rozmowy z panią Mirosławą. Ta historia formalnie trochę różni się od pozostałych, bo nie mamy głównego bohatera, z którym możemy porozmawiać, mniej jest aspektu społeczno-obyczajowowego. Ale znając historię Ryszarda Siwca, od razu pomyślałem, że to niezwykłe: Warszawa ma swojego bohatera tego typu i Radom również.
Kim był Dariusz Tomaszewski?
- Powiedzmy więcej o Tomaszewskim. Podejrzewam, że dla wielu czytelników będzie postacią zupełnie nieznaną.
- Mimo że był radomianinem, wiemy o nim niewiele. Dariusz Tomaszewski wychował się w centrum Radomia, w okolicach ulicy Żeromskiego, w świecie podwórek, które wtedy tętniły życiem. Pani Mirosława znała lepiej jego starszego brata, z którym chodziła do równoległej klasy; Dariusz był młodszy, spotykali się więc po prostu na podwórku. Jak mówi w filmie, był zwyczajnym, niewyróżniającym się chłopakiem. Najważniejsza część tej historii zaczyna się właściwie wraz z wydarzeniami czerwca 1976 roku. Wiadomo, że Dariusz był pod Komitetem Wojewódzkim i że później zaangażował się w działalność antykomunistyczną. Pracował w drukarni, miał więc dostęp do zaplecza, które wykorzystywał do drukowania i kolportowania ulotek i plakatów. Musiał je ukrywać, był kontrolowany i nachodzony. Można sobie wyobrazić, pod jaką żył presją.
Mam wrażenie, że był człowiekiem bardzo samotnym. Nie założył rodziny, nie miał więc też tego rodzaju oparcia, jakie daje wspólne przeżywanie strachu i napięcia. W 1984 roku, już po stanie wojennym, najwyraźniej nie wytrzymał. Wybrał jedno z najważniejszych i najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Radomiu, ówczesnych ulic 1 Maja (dziś 25 Czerwca) i Żeromskiego, i dokonał tam aktu samospalenia. Wcześniej spotkał go mąż pani Mirosławy. Dariusz niósł reklamówkę z brzęczącymi butelkami, więc można było pomyśleć, że jest w nich alkohol. Okazało się, że zawierały płyn łatwopalny. Po samospaleniu bardzo szybko zabrano go do szpitala. Z relacji pani Mirosławy wynika też, że władze bardzo pilnowały, aby sprawa nie przedostała się do opinii publicznej. I zrobiły to skutecznie, bo do dziś naprawdę niewielu radomian wie, kim był Dariusz Tomaszewski.
Trzy historie
- O historii Dariusza Tomaszewskiego powiedzieliśmy już sporo. O czym są pozostałe trzy filmy?
- Wszystkie pokazują jeden dzień i te same wydarzenia z perspektywy ludzi znajdujących się w zupełnie różnych sytuacjach życiowych. Pierwsza historia to perspektywa dziecka, które właśnie skończyło przedszkole. Jest 25 czerwca, właściwie pierwszy dzień wakacji. Jego starszy brat bawi się u któregoś z kolegów i nagle okazuje się, że nie wraca do domu. Matka wychodzi z młodszym dzieckiem, by szukać starszego. Z dzisiejszej perspektywy może to dziwić, ale pojawia się przypuszczenie, że miało być dla niej swoistą ochroną — liczyła, że przy dziecku nikt jej nie zaatakuje.
Drugi bohater jest świeżo po maturze. Razem z kolegami jedzie kąpać się pod Radom, a potem widzi, że główną trasą do miasta jedzie niezwykle dużo nysek milicji. Wracają i trafiają w sam środek wydarzeń. Młodzieńcza ciekawość sprawia, że bohater zamiast zostać w domu, postanawia jeszcze odwiedzić dziewczynę. Kończy się to całonocnym ukrywaniem w mieszkaniu obcej rodziny, bo powrotu nie ma, a na ulicach działają oddziały ZOMO.
Trzecia historia może początkowo wydawać się najbardziej kontrowersyjna, bo jej bohaterem jest żołnierz. Łatwo pomyśleć: wojsko w PRL-u, więc człowiek po tamtej stronie. Tymczasem był to ktoś, kto wcześniej służył w misjach międzynarodowych i dzięki temu zobaczył, jak bardzo rzeczywistość różni się od propagandy Ludowego Wojska Polskiego. Podczas wydarzeń radomskich przebywał u babci i żył w strachu, że przyjdą po niego i każą mu wystąpić przeciwko protestującym. Nie chciał stanąć przed wyborem, czy ma strzelać do ludzi w Radomiu lub innym mieście. Dodam, że nie chcemy, by „Historie z podwórek” były projektem zamkniętym. Okrągła rocznica Radomskiego Czerwca dała nam impuls, ale interesują nas również inne ważne chwile z życia miasta — wydarzenia, które zmieniały życie mieszkańców i pokazują, jak dawniej wyglądał Radom. Czerwiec 1976 roku jest po prostu wyjątkowo ciekawym punktem wyjścia i, mimo upływu pół wieku, wciąż pozostaje w wielu miejscach nieodkryty.
Trwały ślad
- Z kim robiłeś te filmy i jakie miałeś wsparcie instytucjonalne?
- Najważniejsze wsparcie polegało na tym, że mogłem realizować projekt w ramach swojej pracy. Oczywiście całość była szersza niż same filmy: powstała wystawa plenerowa, grafiki, teksty i strona internetowa, więc przy tych elementach pracowali również inni pracownicy instytucji. Natomiast koncepcję filmów, rozmowy, zdjęcia i montaż robiłem sam. Te filmy powstawały trochę jak dokument autorski: miałem określoną wizję i trudno byłoby znaleźć kogoś, kto przez cały czas mógłby pracować ze mną i wejść w nią dokładnie w ten sam sposób.
- Gdzie można znaleźć filmy i materiały związane z projektem?
- Na stronie historiezpodworek.pl. Same filmy są również na YouTube, na profilu „Pracownia Nowych Mediów”.
- Dużo pracujesz z młodzieżą, jesteś też dla wielu młodych ludzi w Radomiu przewodnikiem po filmie. Jak oceniasz ich świadomość wydarzeń z czerwca 1976 roku? Czy to wciąż jest dla nich ważny temat?
- Użyłeś słowa „wciąż”, a ono zakłada, że im bliżej tych wydarzeń, tym świadomość była większa, a potem stopniowo malała. Nie jestem pewien, czy tak było. Mam wrażenie, że przez wiele lat Czerwiec wcale nie był w życiu miasta szczególnie mocno obecny. Z czasów swej młodości nie pamiętam wielkich obchodów czy wydarzeń, które budowałyby wokół tej rocznicy powszechną świadomość. Zmieniało się to stopniowo, między innymi wraz z działalnością Stowarzyszenia Czerwiec ’76 i wydarzeniami organizowanymi przy Dniach Radomia. Warto dodać, że o Czerwcu przypominają też kibice.
Dzisiaj bardzo wiele zależy od konkretnych ludzi. Ja zajmuję się filmem, ale ogromną rolę odgrywają nauczyciele historii. Gdyby nie nauczyciele, którzy naprawdę interesują się PRL-em, zachęcają uczniów do udziału w konkursach i małych projektach, część historii, do których dotarliśmy, prawdopodobnie w ogóle by do nas nie trafiła. Bez takich ludzi pamięć o tych wydarzeniach ma małe szanse utrwalić się sama. Pięćdziesiąta rocznica jest obchodzona bardzo mocno i to dobrze, ale prawdziwa próba przyjdzie w kolejnych latach. Pięćdziesiąt lat to okrągła data. Zobaczymy, co wydarzy się przy 51., 52., 53. czy 54. rocznicy. Czy wrócimy do sytuacji sprzed kilkunastu lat, czy pozostanie trwały ślad i grupa ludzi, która będzie o tę pamięć walczyć.
Bio:
Michał Grosiak – animator kultury filmowej. Organizator Festiwali filmowych, od 2008r współtwórca i koordynator festiwalu Międzynarodowe Spotkania Filmowe Kameralne Lato. Organizator produkcji i obsługi studenckich planów filmowych oraz zajęć w Warszawskiej Szkole Filmowej, wieloletni członek Stowarzyszenia FilmForum. Specjalista ds. edukacji medialnej w Pracowni Nowych Mediów. Koordynator wielu projektów filmowych realizowanych wspólnie z młodzieżą. Założyciel młodzieżowej Grupy Filmowej Radom Movie: Akcja!, wraz z którą realizuje filmy krótkometrażowe nagradzane na festiwalach filmowych. W 2024 roku uhonorowany nagrodą Mazowieckiego Instytutu Kultury „ALTERGRANT” oraz Nagrodą Specjalną im. Jana Machulskiego za działalność na rzecz edukacji kulturalnej. W 2025 roku laureat Nagrody Kulturalnej Radomia.
[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Prezydent Radomia zostanie odwołany? Ruszyła zbiórka podpisów
Nie żyje legendarny aktor
Komunikat dla mieszkańców Radomia
Jak giganci streamingu uczą nas kochać inwigilację. Recenzja nowej „Wojny światów"











