Szukaj
Konto

"Mistyczka". Objawienia pośród szarości

"Mistyczka". Objawienia pośród szarości
Źródło: Screenshot z YT | Autor: Rafael Films | Licencja: Rafael Films | Hostia, kropla krwi
Często piszemy na naszych łamach o Gietrzwałdzie. Historia wizjonerki Alicji Lenczewskiej, której w połowie lat 80. ubiegłego wieku wielokrotnie objawiał się Jezus Chrystus, jest na swój sposób podobna do gietrzwałdzkiej opowieści, choć też bardzo od niej różna. Polska, choć formalnie niepodległa, przeżywa dość ponury fragment swoich czasów. A polityka znów jest na kursie kolizyjnym z duchowością. Co ciekawe, poświęcony Lenczewskiej film „Mistyczka” swoją premierę kinową ma w 49. rocznicę uznania przez polski Kościół objawienia z Gietrzwałdzie, 11 września. Przypadek?
Co musisz wiedzieć:
  • Film „Mistyczka” Jana Sobierajskiego opowiada historię Alicji Lenczewskiej na tle warunków PRL-u.
  • Duchowość bohaterki stawała się alternatywą wobec niewiarygodnego i opresyjnego systemu.

W 1877 r. Gietrzwałd, jak cała Warmia, znajdował się pod panowaniem pruskim. Cud przydarzył się świeżo po zjednoczeniu Niemiec. Co więcej, stało się to w apogeum Kulturkampfu, czyli ostrego konfliktu państwa z Kościołem katolickim, połączonego na tych terenach polskich z presją germanizacyjną. Katolicyzm i polskość w dużej mierze nakładały się tym samym na siebie jako dwa elementy tożsamości zagrożone przez nowoczesne, silne państwo. Choć przesłanie Matki Bożej nie dotyczyło polityki, sam fakt, że do polskich dziewczynek z Warmii przemówiła po polsku, miał swoją polityczną i kulturową, bardzo niewygodną dla niemieckiego żywiołu, wymowę.

Objawienia stały się więc nie tylko wydarzeniem religijnym, ale także impulsem wspólnotowym, przywracając poczucie jedności, godności i zakorzenienia ludziom, którzy politycznie są słabsi od państwa, lecz pielgrzymując do miejsca cudu z bardzo rożnych kierunków, odkrywają, że z innymi pielgrzymami łączy ich język i tożsamość. Nawet jeśli ich istnienie nie przekłada się w tym momencie na funkcjonowanie państwa. U Lenczewskiej tło jest inne, ale strukturalnie podobne. To schyłkowy PRL, szara „stabilizacja” po stanie wojennym. Państwo komunistyczne jest coraz mniej wiarygodne, społeczeństwo zmęczone, gospodarka w kryzysie, a Kościół pozostaje jedyną wielką instytucją posiadającą względną autonomię od systemu. Po wyborze Jana Pawła II i po doświadczeniu Solidarności religia staje się jeszcze mocniej językiem nie tylko prywatnej wiary, ale także alternatywnego porządku moralnego wobec państwa.

Lenczewska zaczyna swoją drogę właśnie wtedy, kiedy oficjalna ideologia traci i tak już osłabioną po 1981 roku siłę przekonywania. Jej prywatna historia pozornie nie powinna państwa w ogóle obchodzić, dotyka jednej osoby, jej rodziny i niewielkiej grupy, z którą wizjonerka spotyka się w ramach Odnowy w Duchu Świętym. I tu, nim wrócimy do kwestii zderzenia systemu z duchowością, cofniemy się na chwilę w czasie.

Drogi czytelniku

Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność 37/2026, oprac. Ludwik Pęzioł