Szanty krótkowłosych Piratów. Recenzja płyty "Na setkę" grupy Pirates of Rock'n'Roll

- Pirates of Rock’n’roll na albumie „Na setkę” łączy szanty, punk i rock’n’roll.
- Zespół ma silne powiązania ze sceną trójmiejską.
- Płyta zawiera zarówno autorskie kompozycje, jak i przeróbki klasyków oraz muzyczne mashupy.
Wspomnianej bitwie kapela poświęciła dwa utwory. Autorski, zatytułowany po prostu „Bitwa pod Oliwą”, to energetyczna mieszanka szanty, wiking rocka i punka. Taki jest zresztą ogólny kierunek muzyczny grupy, choć zdarzają im się skoki w bok. O dzielnym dowódcy z listopadowej potyczki sprzed czterech wieków opowiada „Dickmann”. Utwór, który przewijał się już przez rozmaite wykonania, pod tytułem „Szanta Oliwska”, grały go choćby Cztery Refy, tekst zaś napisany został w latach 80. przez Tomasza Piórskiego, rybaka ze Świnoujścia.
Zanim wsłuchamy się, co jeszcze znalazło się na płycie, kilka słów o samym zespole. Muzycy, działający jako Pirates of Rock’n’Roll, czyli gitarzysta i wokalista Marcin Nawrocki, gitarzysta Piotr Lewicki, basista Marcin Dutkiewicz i perkusista Michał Skuza, równolegle tworzą grupę Lamia Reno. Zespół ten wydał dotąd dwie płyty wypełnione muzyką punkową w jej bardziej zadziornym, rockandrollowym i imprezowym wydaniu. Z repertuaru Lamii Piraci wypożyczyli sobie zresztą jeden kawałek, dość przewrotny erotyk, zatytułowany „Szanty a’La La”, w którym sporo jest całkiem ciekawych skojarzeń i gier słownych. Nawrocki równocześnie gra też w opisywanym nie tak dawno na naszych łamach Lumpex’75, a wszyscy muzycy przewijają się przez rozmaite okazyjne projekty trójmiejskiej sceny skinowsko-punkowej. Piraci jednak projektem okazyjnym nie są, ostatnio koncertów grają nawet więcej niż macierzysta kapela muzyków.
Na płycie znajdziemy kilka autorskich kompozycji, kilka zaskakujących mieszanek – na przykład „Morskie opowieści” dostają tu autorski tekst o samym zespole, w który ni stąd, ni zowąd wkracza nagle Sabbathowy „Paranoid”, a „Eyes of the Beholder” Metalliki stają się oczami Wellermanna z nowozelandzkiej pieśni. Dostajemy tu kilka klasyków zagranych z punkowych kopem (kopa tego zdecydowanie brakuje wykonanym trochę bez emocji „Hiszpańskim dziewczynom”), a także „Victory”, utwór znany z czołówki programu „Morze” czy chyba najbardziej zaskakującego w tym zestawie „Latającego Holendra”, piosenkę, którą w „Podróżach Pana Kleksa” śpiewał Janusz Rewiński.
Na materiał składa się 12 piosenek, na różny sposób związanych z wodą i życiem ludzi morza. Połączenie szant z punkiem wypada bardzo naturalnie, gatunki te niosą przecież dość pokrewne emocje, dlatego po płytę sięgnąć mogą spokojnie słuchacze jednego i drugiego typu muzyki.
Pitates of Rock’n’Roll, „Na setkę”, wyd. Olifant 2026.
Komentarze
[Z Niemiec dla Tysol.pl] Osiński: "Obserwując bierną postawę Niemców wobec rosyjskiego agresora...". O Niemczech wg. Kästnera i nieodpartej sile analogii

[Tylko u nas] Agnieszka Żurek: "Bo we mnie jest seks" - film miły, ale...
[Tylko u nas] Agnieszka Żurek: „Nie patrz w górę” – film o nienawiści do prawdy

[Tylko u nas] Tomasz Terlikowski: „Nie patrz w górę”. Przegotowana satyra, przedobrzony katastrofizm








