Bóg w komiksie. Recenzja „Biblii” Sergia Cariella i Douga Maussa

- Popularne chrześcijańskie próby wejścia w popkulturę często kończą się wtórnymi i słabymi artystycznie realizacjami, ale komiksowa "Biblia" wyróżnia się na tym tle jako projekt twórczo ambitny i profesjonalny.
- Autorzy komiksu umiejętnie adaptują Biblię do dynamicznej formy narracyjnej, skupiając się na fabularnych fragmentach, nie infantylizując treści.
- Dzieło Sergia Cariella łączy wysoką jakość rysunku i wyraziste portrety postaci z angażującą narracją.
Za każdym razem więc, gdy trzeba podejść krytycznie do nowego dzieła z omawianej szufladki, włączają się lampki alarmowe. Dotyczyło to również komiksowej „Biblii” („The Action Bible”) z ilustracjami Brazylijczyka Sergia Cariella. Fakty, że twórcą jest uznany rysownik pracujący dla największych amerykańskich wydawców, a także sama monumentalna objętość dzieła, kazały jednak podejść do niego z nieco większym kredytem zaufania niż zwykle.
Arcytrudne zadanie
Jak komiksowo „ugryźć” Biblię, dzieło przedstawiające często historie porwane, rozrzucone po różnych księgach, a niekiedy wręcz pozbawione typowej, dającej się zilustrować fabuły? Wystarczy wspomnieć psalmy, instrukcję budowy Arki Przymierza czy nowotestamentowe listy. Widać więc, jak fundamentalna była sama koncepcja podejścia do tak nieoczywistej materii. Twórcy ustalili proporcje własnej uwagi adekwatnie do komiksowego medium: tam, gdzie pojawia się historia, intryga i zmagania postaci, autor przybliża swoje szkła powiększające, a tam, gdzie mamy do czynienia ze zbiorem abstrakcyjnych mądrości, nie pomijając ich, spogląda raczej z oddali. Jest to wybór w pełni uzasadniony z punktu widzenia dynamiki dzieła, która w komiksie pozostaje przecież kluczowa. Ciągłość stylistyczna oraz historia samego ludu Izraela zapewniają z kolei poczucie obcowania z jedną opowieścią, a nie ze zbiorem różnych historii.
Kolejne pytanie, a zarazem pułapka: czy nie doprowadzono tu do „upupienia” Biblii, kierując ją wyłącznie do najmłodszych i pomijając bardziej brutalne czy niepoprawne politycznie wątki? Odpowiedź brzmi – nie. Nie epatowano nimi, ale też nie schowano ich pod przysłowiowe "sukno”. Żydzi nie zostali upiększeni ani wyidealizowani względem oryginalnego przedstawienia biblijnego. Pozostają oni narodem imperialnym, często gnuśnym i niewdzięcznym, starotestamentowy Jahwe zaś nie patyczkuje się z tymi, którzy się mu sprzeciwiają. Jezus z kolei nie jest cukierkową postacią o aryjskiej urodzie, lecz kimś ekspresyjnym i na swój sposób radykalnym. Nie mamy tu więc do czynienia z „dziecięcymi przekłamaniami”, a sam komiks może okazać się przekonujący dla czytelników w każdym wieku.
Na szczególną uwagę zasługuje moim zdaniem Księga Samuela przedstawiająca przejście od plemiennego rządu sędziów do władzy królewskiej. Relacja odsuwającego się od Boga króla Saula z nadchodzącym nowym władcą, Dawidem, przepełniona jest psychologicznym ciężarem i bólem. Sam Saul jawi się jako postać rodem z antycznej tragedii. Z kolei Dawid to prawdziwy heros, któremu najbliżej chyba do wzoru superbohatera. Uchwycenie ich trudnej więzi to moment, w którym twórcy wznoszą się na pułap wysokiej sztuki. Drugim takim momentem jest pobyt Żydów w Babilonie i proces stopniowego powiększania ich wpływów; pod warstwą cudów i boskich ingerencji kryje się tu po prostu znakomity thriller polityczny.
Na szczęście komiks
Z początku wydaje się, że Cariello podszedł do zadania nieco zbyt zachowawczo. Nie ma tu „ryzykownej” kreski ani artystycznych odlotów. Miękka (jak na komiks), renesansowa paleta barw, wierna figuratywność, realizm. Szybko jednak zdajemy sobie sprawę, że dzieło tych rozmiarów musiało unikać stylistycznego przeładowania, a „pokora” rysownika tak naprawdę służy całości. Nie oznacza to oczywiście całkowitej rezygnacji z oryginalności. Znajdą tu coś dla siebie nawet fani psychodelii. Wizje proroków, tron Boży, serafy czy też (niestety zbyt krótko potraktowana) Apokalipsa to miejsca, w których rysownik mógł popuścić wodze artystycznej wyobraźni. No i, co najważniejsze, mamy tutaj pełnowartościowy komiks, a nie „ilustrowaną Biblię” udającą go.
Największym sukcesem jest jednak przekonujące oddanie setek, a może nawet tysięcy twarzy przewijających się przez karty Biblii. Nie mamy poczucia obcowania z kolejnymi manekinami ubranymi w starożytne szaty. Twarze oddają charaktery, posiadają własną głębię i specyfikę. Mamy złowieszczą Izebel, owładniętego profetycznym szałem Jana Chrzciciela, płomiennego Dawida, tajemniczego Szatana na pustyni i wiele innych postaci. Najważniejsi bohaterowie zapadają w pamięć i bez trudu rozróżniamy, o kim mowa, mimo kłębowiska rozmaitych osobowości.
Narzędzie ewangelizacyjne
„Biblia” Cariella oddaje to, co w Piśmie Świętym szczególnie ważne – pokazuje historię operującą Bożą logiką, nie próbując przykroić jej do wymagań współczesności. Tworzy swoiste „big picture” Pisma Świętego, którego wielu czytelników nigdy by nie posiadło, zwłaszcza jeśli chodzi o te nieco rzadziej odświeżane przez kulturę epizody. Jest to przykład dzieła, w którym nie ma jedynie „dobrych chęci”, ale realne wykorzystanie talentu oraz znajomości tworzywa do celów ewangelizacyjnych. Duch wieje przez karty tego komiksu, bez najmniejszej wątpliwości.
Z punktu widzenia „konsumenta popkultury” zaś „Biblia” po prostu pochłania uwagę: natychmiast łapie czytelnika w żelazny uścisk i nie wypuszcza go, a to jest przecież najistotniejsze. I choć osobiście nie mogę przecierpieć zbyt skrótowego potraktowania Apokalipsy, która aż prosiła się o bardziej szczegółowe komiksowe przedstawienie, w którym rysownik mógłby znaleźć ujście dla tłumionej energii, jest to zaledwie łyżka dziegciu w beczce miodu.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Grafzero: Podsumowanie czytelnicze lato 2025
Grafzero: "Atak Tytanów" - jedno z najlepszych anime!
Dziś rozpoczął się XVII Ogólnopolski Tydzień Biblijny

Ogromny wzrost sprzedaży Biblii we Francji

Kościół obchodzi dziś Niedzielę Słowa Bożego








