Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: Ukraińska buta najbardziej szkodzi samej Ukrainie

Flaga Ukrainy powieszona przed budynkiem
Źródło: Pexels | Autor: Yunus Erdogdu | Licencja: Pexels | Flaga Ukrainy powieszona przed budynkiem
Tuż przed Świętem Wojska Polskiego, w nadwiślańskiej przestrzeni medialnej wybuchła publicystyczna burza w skali mikro, tycząca niezaproszenia pododdziału ukraińskiego do udziału w uroczystej defiladzie.

Kilku mistrzów pióra i klawiatury wygenerowało przekaz o szkodliwości takiego postępowania dla przyszłości wspólnych kontaktów pomiędzy Kijowem a Warszawą. Zwyczajowo już, wyprodukowano akapity gromiące polską krótkowzroczność i brak umiejętności długofalowego kształtowania nadwiślańskiej polityki zagranicznej. Generalnie, zza swych dębowych biurek najtęższe komentatorskie głowy znów spostponowały owo słynne kołtuństwo mentalne, od wieków zakorzenione między Tatrami a Bałtykiem. Nie padły konkretne nazwiska winnych, ale ja – jako człek wredny – podejrzewam, że chodziło o postacie premiera, a także szefów resortów obrony i spraw zagranicznych. Osobiście nie potrafię wskazać, kto z przywołanego wcześniej trio jest największym szkodnikiem polskiej sprawy, jednak – jako człek o poglądach antyliberalnych – z dużą dozą zawiści muszę przyznać, że Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz i Radosław Sikorski wykazali się wielkim politycznym cwaniactwem, wykluczając żołnierzy spod niebiesko-żółtego z parady, w dniu tak dla Polski ważnym. I nie o samych żołnierzy tutaj chodzi, a o zachowanie ich zwierzchników.

Napoleon ze sklerozą

Najwyższym umundurowanym zwierzchnikiem ukraińskich żołnierzy był do niedawna generał Wałerij Fedorowycz Załużny, niewątpliwy autor sukcesu zatrzymania rosyjskiego pancernego walca, jaki próbował przetoczyć się przez terytorium naszego południowo-wschodniego sąsiada. Obecnie ów oficer jest ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii, a 3 sierpnia 2026 roku, na jakimś wewnętrznym spędzie swych kolegów-dyplomatów w Kijowie był uprzejmy stwierdzić, że jego kraj nigdy nie stanie się członkiem NATO. Na nieszczęście dla tegoż swojego kraju generał dodał, że Ukraina nie potrzebuje sojuszu, który opiera się na doktrynach z czasów II wojny światowej.

Cóż, mocne to słowa o Pakcie Północnoatlantyckim, który dwukrotnie – w roku 1991 i 2003 – był w stanie rozetrzeć na miazgę wojska Saddama Husajna. O fakcie, że przez ponad cztery dekady NATO skutecznie powstrzymywało krasnoarmiejców przed ruszeniem w stronę Atlantyku nawet nie wspominam, bowiem jest to rzecz powszechnie znana. A tutaj na scenie pojawia się rozgoryczony żołnierz i zaczyna opowiadać, jakiż to ten Zachód i jego wojska są słabe. Szkoda, że Załużny słowem nie zająknął się o gigantycznej korupcji wśród swoich kolegów-żołnierzy i kolegów-polityków, rozkradających pomoc, jaką ułomny, ale jednak demokratyczny świat od pół dekady wysyła do jego kraju. Mówiąc brutalne, trudno się dziwić decydentom z siedziby przy Boulevard Léopold III w Brukseli, że nie chcą złodziei w swoich szeregach.

Gdybym miał możliwość zamienienia dwóch słów z dzisiejszym ambasadorem, a kiedyś żołnierzem, to poradziłbym mu, by jednak zachował więcej pokory i umiaru w swych wypowiedziach oraz wzmocnił swą mierną pamięć jakimiś ćwiczeniami, najlepiej deklamacyjnymi, bowiem jego wizerunek Napoleona mocno cierpi przez widoczna sklerozę.

Ukraiński nos w chmurach

Z nieznanych nikomu przyczyn pojawiła się ponadnarodowa narracja, że Ukraina stała się militarną potęgą Starego Kontynentu, której żołnierze winni stworzyć awangardę szkoleniową NATO. Jestem pewien, że wyszła ona z samego Kijowa, czemu trudno się dziwić. Naturalnie, nie neguję, że żołnierze ukraińscy znają obecną wojnę na wskroś, ale musimy sobie uświadomić, że ich głównym atutem jest umiejętność prowadzenie działań za pomocą dronów, a to na szczeblu operacyjno-strategicznym zdecydowanie za mało. Przypomnijmy sobie ukraińską kontrofensywę w obwodzie zaporoskim, tę z czerwca 2023 roku, zakończoną niepowodzeniem. Dodajmy, że zaplanowano i przeprowadzoną ją za czasów dowodzenia generała Załużnego, a nacierający zostali zatrzymani na rosyjskich polach minowych, tracąc przy tym masę bezcennego sprzętu i ludzi.

Owszem, możemy korzystać z ukraińskich doświadczeń na szczeblu najniższym, czyli taktyki działania żołnierzy w okopach i uderzeń z powietrza dronami w ważne obiekty przemysłowe przeciwnika, ale osobiście śmiem wątpić, czy planowanie na szczeblu międzynarodowym jest najmocniejszą stroną kijowskich sztabowców, którzy sami bardzo niedawno byli szkoleni przez Amerykanów, a cała ich armia wisi na międzynarodowej kroplówce zasilającej ją w sprzęt i środki walki. Ta buta i pycha ukraińska jest zdecydowanie na wyrost i przynosi całemu państwu więcej szkód, niż pożytku.

Wszystko to jest doskonale widziane przez nasze społeczeństwo, w którym – nie możemy tego ukrywać – narasta coraz większa niechęć do sąsiadów. Te nastroje są – niestety dla naiwnej politycznie polskiej prawicy – dobrze odczytywane przez Tuska i jego kamarylę, dlatego na defiladę nie zaproszono niebiesko-żółtych komilitonów. Dodam, że prezydent Zełenski przyjął to, jak na niego, z dużą pokorą, co uczy postępowania z Ukrainą w przyszłości. Dlatego radziłbym politykom prawicowym, aby całą sytuację przenalizowali i wyciągnęli z niej wnioski, bowiem nawet od liberałów mogą się czegoś nauczyć.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 21 sierpnia 2026 r.

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.08.2026 21:55
Źródło: Tysol.pl