Polska liderem deportacji Ukraińców

- W latach 2022–2026 z Polski przymusowo zawrócono 2885 obywateli Ukrainy – to dwa razy więcej niż we wszystkich pozostałych krajach Europy razem wziętych.
- Według komunikatów Straży Granicznej głównymi powodami wydaleń są powtarzające się kradzieże, jazda pod wpływem alkoholu oraz fałszowanie dokumentów.
- Po napaści obywatela Ukrainy na duchownego w Jarosławiu odbył się milczący protest mieszkańców, który niebawem ma przerodzić się w otwarty apel o zmianę polityki migracyjnej.
Polska egzekwuje procedury
Statystyki europejskiego urzędu statystycznego nie pozostawiają wątpliwości – dynamicznie rośnie liczba przymusowych nakazów opuszczenia terytorium państw UE wydawanych obywatelom Ukrainy, którzy naruszyli prawo. O ile w 2022 roku z krajów europejskich przymusowo zawrócono 680 osób, w 2023 – 430, a w 2024 – 465, o tyle w 2025 roku liczba ta skoczyła do 1345. W niepełnym 2026 roku licznik wskazuje już 1235 osób.
Prym w deportacjach Ukraiców wiedzie Polska. Wynika to wprost z faktu, że nasz kraj przyjął ogromną falę uchodźców wojennych – według Eurostatu nad Wisłą przebywa obecnie 953 tysiące obywateli Ukrainy, choć polskie raporty rządowe (m.in. Polish Aid to Ukraine) szacują tę liczbę nawet na 1,73 miliona.
Dla porównania, druga w zestawieniu Czechy w ciągu czterech lat nakazały przymusowy powrót 430 osobom, Szwecja – 220, a Słowacja – 100. Absurdalnie niska statystyka dotyczy Niemiec, gdzie mimo obecności ponad 1,29 miliona ukraińskich uchodźców, decyzje o przymusowym powrocie zastosowano zaledwie wobec 25 osób.
Jak podkreślają funkcjonariusze Straży Granicznej, decyzje o deportacji nie są uznaniowe, lecz wynikają z rażącego łamania polskiego porządku prawnego – najczęściej jazdy pod wpływem alkoholu, wielokrotnych kradzieży czy posługiwania się sfałszowanymi dokumentami. Polska pokazuje, że status uchodźcy nie daje taryfy ulgowej na łamanie prawa.
Od ciszy do głośnego sprzeciwu. Lekcja z Jarosławia
Zaostrzenie kursu przez służby idzie w parze ze zmianą nastrojów w społeczeństwie, które oczekuje realnego bezpieczeństwa i ochrony polskich pracowników oraz rodzin. Przykładem narastającego niezadowolenia stały się wydarzenia w Jarosławiu, gdzie doszło do wstrząsającej napaści obywatela Ukrainy na miejscowego kapłana.
W reakcji na ten akt przemocy mieszkańcy wyszli na ulice w ramach „Marszu Ciszy”, przechodząc z Rynku do Opactwa Jarosławskiego.
Cisza jest symboliczna dla żałoby
– tłumaczył Marcin Kowalski, działacz Ruchu Narodowego na Podkarpaciu i jeden z organizatorów przemarszu. Zarazem zapowiedział, że to dopiero początek społecznej mobilizacji, a kolejna akcja zaplanowana na 10 października nie będzie już milcząca.
Wielu z was chciałoby dziś wykrzyczeć pewne słowa. I na to jeszcze przyjdzie czas. Następna manifestacja będzie krzyskiem, apelem i jasnym żądaniem odpowiedzialnej polityki migracyjnej oraz zadbania o bezpieczeństwo Polaków.
– mówił były prezes Młodzieży Wszechpolskiej.
Przejście od milczącej żałoby do otwartych żądań politycznych w miastach takich jak Jarosław wyraźnie wskazuje, że Polacy odrzucają naiwną politykę otwartych drzwi. Polskie społeczeństwo wymaga od władz bezkompromisowego stawiania bezpieczeństwa własnych obywateli na pierwszym miejscu.
Komentarze
Bosak po tragedii w Jarosławiu: "Wpuszcza się każdego, kto chce wjechać"

USA uruchamiają 400 mln dolarów dla Ukrainy. Bez rakiet do systemu Patriot

Atak Ukraińca w Opactwie Benedyktynek. Nie żyje jedna osoba

Atak nożownika w klasztorze w Jarosławiu. Są ranni. Sprawcą obywatel Ukrainy
Zmasowany rosyjski atak na Ukrainę. Co najmniej dziewięć osób nie żyje


