Pałac Prezydencki domaga się dymisji w MON

- Marcin Przydacz ostro skrytykował Pawła Zalewskiego i zasugerował, że jego dalsza rola w rządzie powinna zostać przemyślana.
- Zalewski powiedział, że Polska nie chce składowania głowic nuklearnych na swoim terytorium, choć chce uczestniczyć w nuklearnym odstraszaniu NATO.
- Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił, że Polska pozostaje zainteresowana Nuclear Sharing.
Myślę, że pan Zalewski rzeczywiście poczynił na tyle duże szkody w polskiej polityce międzynarodowej, w polskiej polityce bezpieczeństwa, że premier Tusk, pan Kosiniak-Kamysz powinni przemyśleć rolę pana ministra Zalewskiego w dalszym funkcjonowaniu w tym rządzie
— powiedział Przydacz.
Minister zauważył również, że słowa przedstawiciela rządu stoją w sprzeczności z dotychczasową polityką państwa polskiego w zakresie bezpieczeństwa. Wyjaśnił, że zarówno prezydent RP, jak i Sejm oraz rząd do dziś opowiadają się za przystąpieniem Polski do programu Nuclear Sharing w ramach polityki odstraszania.
Zdaje się, że pan Zalewski po prostu albo nie zna polityki własnego państwa, albo próbuje rozgrywać jakąś własną politykę w kontrze nawet do swojego szefa, czyli ministra obrony narodowej. Wczoraj minister Kosiniak–Kamysz musiał trochę „naprostować” pana Zalewskiego
– mówił.
Przydacz: Polska chce głowic nuklearnych na swoim terytorium
W ocenie Marcina Przydacza ta szkodliwa wypowiedź wywołała niepotrzebną dyskusję na świecie o tym, że Polska rzekomo nie chce brać udziału w tym programie. Podkreślił, że obecność sił amerykańskich w naszym państwie oraz zdolności jądrowych stanowi ważny element odstraszania w obliczu rosyjskich zapędów imperialnych.
Polska chce mieć głowice [nuklearne] na swoim terytorium. Oczywiście dzisiaj nie ma takiej infrastruktury, ale jeśli dołączymy do programu, to taką infrastrukturę będzie trzeba zbudować
– podkreślił.
Szef BPM wyjaśnił, że jest to dla nas korzystne z dwóch powodów: Rosja nie będzie atakowała państwa, na którego terytorium będą amerykańskie głowice, a z drugiej strony zwiększy to zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę państwa sojuszniczego.
O co chodzi w sporze?
Spór dotyczy nie tylko tego, czy Polska powinna uczestniczyć w nuklearnym odstraszaniu NATO, ale również tego, czy udział ten powinien docelowo wiązać się z rozmieszczeniem amerykańskiej broni jądrowej na terytorium Polski. Zalewski takie rozwiązanie wykluczył. Przydacz twierdzi natomiast, że Polska powinna dążyć także do obecności głowic.
Co powiedział Paweł Zalewski?
27 sierpnia w Brukseli wiceminister obrony Paweł Zalewski zapytany, czy przyszła stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce mogłaby obejmować zdolności nuklearne, odpowiedział:
Nie. Chciałbym to powiedzieć bardzo jasno i otwarcie. Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium.
Zalewski poinformował, że Polska uzyskała możliwość udziału w programie DCA (Dual-Capable Aircraft), związanym z nuklearną misją NATO. Zastrzegł jednocześnie, że nie oznacza to rozmieszczenia broni jądrowej w Polsce.
NATO podkreśla, że odstraszanie nuklearne Sojuszu opiera się m.in. na amerykańskiej broni rozmieszczonej w Europie, samolotach DCA zapewnianych przez część państw oraz szerszym udziale sojuszników w konsultacjach i planowaniu nuklearnym.
Kosiniak-Kamysz: Polska nadal zainteresowana Nuclear Sharing
Co więcej, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zareagował na wypowiedź Zalewskiego, podkreślając: „Polska jest niezmiennie zainteresowana udziałem w programie NATO Nuclear Sharing”. Dodał również, że prowadzone są rozmowy o uczestnictwie Polski w europejskim parasolu nuklearnym.
Co to jest Nuclear Sharing?
Nuclear Sharing to mechanizm NATO, w ramach którego część państw Sojuszu, które nie posiadają własnej broni jądrowej, uczestniczy w systemie odstraszania nuklearnego NATO.
W praktyce amerykańskie bomby jądrowe są rozmieszczone w wybranych państwach europejskich. Broń pozostaje własnością i pod kontrolą USA, natomiast państwa uczestniczące przygotowują własne samoloty, załogi i infrastrukturę do jej ewentualnego użycia. Według NATO amerykańska broń jądrowa jest obecnie rozmieszczona w Europie w ramach tych porozumień, a państwa sojusznicze zapewniają m.in. samoloty zdolne do jej przenoszenia.
W czasie pokoju bomby pozostają pod amerykańską kontrolą. W czasie pokoju amerykańska broń jądrowa pozostaje pod pełną kontrolą i pieczą Stanów Zjednoczonych. NATO podkreśla, że decyzje dotyczące odstraszania nuklearnego są objęte ścisłą kontrolą polityczną. NATO podkreśla, że celem systemu jest odstraszanie potencjalnego przeciwnika, a nie przygotowywanie się do prowadzenia wojny nuklearnej.
W kontekście Polski kluczowe jest rozróżnienie między szerszym udziałem w nuklearnym odstraszaniu NATO a konkretnymi zadaniami w ramach nuclear sharing. Państwa Sojuszu uczestniczą w konsultacjach, planowaniu, ćwiczeniach i zapewnianiu wsparcia konwencjonalnego.
Część sojuszników dodatkowo udostępnia samoloty DCA przygotowane do wykonywania misji nuklearnych. Sam udział Polski w szerszych mechanizmach odstraszania nie oznacza automatycznie rozmieszczenia amerykańskiej broni jądrowej na jej terytorium.
Komentarze
Zamieszanie wokół broni jądrowej w Polsce. Gen. Wroński: „Dlaczego mówimy to Rosji?”

Beata Szydło krytykuje MON: „Nuclear Sharing jest Polsce niezbędne”

„Polska nie chce głowic nuklearnych”. Wypowiedź wiceszefa MON obiegła światowe media

Rząd Tuska mówi „nie” broni jądrowej. „Nie chcemy głowic nuklearnych na naszym terytorium”

Gen. Wroński ostrzega ws. polskich śmigłowców. „Fabryk nie buduje się w godzinie W”







