Gen. Dariusz Wroński: Dowództwo operacyjne NATO w Polsce to nie kwestia prestiżu, tylko wojny

- MON informuje, że Polska nie zabiegała dotąd o przeniesienie istniejącego dowództwa NATO szczebla strategicznego lub operacyjnego na swoje terytorium.
- Gen. Dariusz Wroński wskazuje, że po wejściu Finlandii i Szwecji do NATO oraz rozbudowie obecności wojsk USA znaczenie Polski dla dowodzenia i logistyki północno-wschodniej flanki wyraźnie rośnie.
- Nie ma publicznego potwierdzenia, że NATO planuje utworzyć w Polsce nowe dowództwo operacyjne; autor przedstawia to jako pytanie wynikające z wojskowej logiki rozwoju sił i infrastruktury.
„Polska nie podejmowała dotąd działań na rzecz przeniesienia na swoje terytorium istniejącego dowództwa NATO szczebla strategicznego lub operacyjnego” - wynika z odpowiedzi MON na interpelację poselską. I bardzo dobrze. Bo takie zdanie można odczytać zupełnie inaczej, niż sugeruje jego literalne brzmienie.
Polska nie musiała dotąd zabiegać o przeniesienie istniejącego dowództwa NATO. Struktura dowodzenia Sojuszu nie powstaje przecież po to, żeby zaspokajać ambicje poszczególnych stolic. Ma odpowiadać planom obronnym, geografii przyszłego teatru działań, rozmieszczeniu sił, systemowi wzmocnienia oraz zdolności do utrzymania ciągłości dowodzenia i zabezpieczenia logistycznego. I właśnie tutaj zaczyna się rzecz naprawdę interesująca.
Czytaj również: MON: Polska nie zabiegała o przeniesienie do kraju dowództwa operacyjnego NATO
Zmienia się geografia wojskowa NATO
Po wejściu Finlandii i Szwecji do NATO północno-wschodnia flanka przestała być tym samym obszarem operacyjnym, którym była jeszcze kilka lat temu. Bałtyk, państwa bałtyckie, Polska, Finlandia, Skandynawia, szlaki wzmocnienia przez Atlantyk i Morze Północne oraz kierunek północno-wschodni tworzą coraz bardziej skomplikowany system operacyjny. A Polska znajduje się w jego kluczowym miejscu. Nie jako „państwo tranzytowe”. Jako jeden z głównych hubów przyjęcia, rozwinięcia, zabezpieczenia i użycia wojsk Sojuszu. Dlatego trzeba połączyć kilka faktów:
- 10 września polskie media, powołując się na informacje strony rządowej, informowały, że w Polsce przebywa amerykańska delegacja, w której znaleźli się m.in. Thomas DiNanno oraz William Cappelletti. Strona polska przedstawiła Amerykanom potencjalne miejsca stałego stacjonowania wojsk USA. Publicznie potwierdzono, że rozmowy dotyczą już konkretnych rozwiązań i są zaawansowane.
- Minister obrony Kosiniak-Kamysz mówi jednocześnie o 15–17 mld zł polskich inwestycji związanych ze stworzeniem infrastruktury dla stałej obecności amerykańskiej.
- To nie są już rozmowy o symbolicznym „Fort Trump”. To zaczyna wyglądać jak rozmowa o trwałej infrastrukturze wojskowej państwa-gospodarza dla długoterminowej obecności USA.
I właśnie dlatego pojawia się następne pytanie.
Czy za bazami pójdzie dowodzenie?
Nie twierdzę, że zapadła decyzja o ulokowaniu w Polsce nowego dowództwa NATO szczebla operacyjnego. Nie ma publicznego potwierdzenia takiej decyzji. Ale jako wojskowy patrzę na proces nie przez pojedyncze komunikaty prasowe, lecz przez logikę systemu. Jeżeli w Polsce mają znajdować się na stałe większe siły amerykańskie, infrastruktura logistyczna, magazyny, zaplecze techniczne, system przyjęcia kolejnych wojsk oraz elementy zabezpieczenia operacji na północno-wschodniej flance, to naturalnie pojawia się pytanie o C2 (Command and Control).
- Kto tym wszystkim będzie dowodził w sytuacji kryzysu?
- Skąd?
- Jak szybko?
- Jak będzie wyglądało dowodzenie połączone?
- Jak zostaną spięte siły polskie, amerykańskie i pozostałych państw NATO?
- Jak zapewnić ciągłość dowodzenia przy uderzeniach rakietowych, cyberatakach, zakłócaniu łączności i próbach odcięcia infrastruktury?
To są właściwe pytania. Nie: „czy dostaniemy prestiżowe dowództwo NATO?”. Tylko: „jaki system dowodzenia jest potrzebny do prowadzenia realnej operacji obronnej północno-wschodniej flanki?”. Polska już posiada niezwykle istotne elementy natowskiej architektury dowodzenia przede wszystkim Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni w Szczecinie oraz Wielonarodową Dywizję Północny-Wschód w Elblągu. Ale szczebel operacyjny prowadzący dużą operację połączoną to zupełnie inna skala odpowiedzialności.
Polska zmienia funkcję
Przez wiele lat byliśmy przede wszystkim państwem, do którego NATO miało przyjść z pomocą. Teraz powinniśmy patrzeć na Polskę jako państwo, z którego może być prowadzona znaczna część operacji obronnej północno-wschodniej flanki. To fundamentalna różnica.
Host Nation Support (cywilna i wojskowa pomoc udzielana przez państwo gospodarza w czasie pokoju, kryzysu i w czasie wojny sojuszniczym siłom zbrojnym i organizacjom, które są rozmieszczane, wykonują zadanie lub przemieszczają się przez terytorium państwa gospodarza - przyp. red.), porty, lotniska, kolej, magazyny, paliwa, amunicja, obrona powietrzna, zabezpieczenie medyczne, przeprawy, transport ciężki, sieci teleinformatyczne i stanowiska dowodzenia tworzą jeden organizm. Bez sprawnego dowodzenia nawet najlepsze brygady, samoloty i baterie Patriot pozostają tylko zbiorem bardzo drogich systemów uzbrojenia.
Dlatego stała obecność USA + infrastruktura logistyczna + system wzmocnienia NATO + reforma polskiego systemu dowodzenia powinny być analizowane razem. Nie twierdzę, że oznacza to automatycznie powstanie w Polsce JFC czy innego nowego dowództwa operacyjnego. Twierdzę natomiast, że logika wojskowa prowadzi dokładnie do pytania o taki szczebel dowodzenia. I jeżeli rzeczywiście prowadzone są w tym zakresie jakiekolwiek prace, to zdecydowana większość szczegółów powinna pozostać niejawna. I TU POSTAWIĘ KROPKĘ. Nie wszystko, co dotyczy obrony państwa, należy się opinii publicznej.
Cicho, profesjonalnie, z pełnym zabezpieczeniem
Parlament ma konstytucyjne funkcje kontrolne. Uprawnione organy państwa muszą mieć dostęp do informacji niezbędnych do wykonywania swoich obowiązków. Ale czym innym jest kontrola państwa, a czym innym publiczne ujawnianie szczegółów operacyjnych. Nie potrzebujemy publicznej debaty o tym, gdzie znajdą się zapasowe stanowiska dowodzenia, jakie będą węzły łączności, którędy przebiegać będą konkretne ciągi logistyczne, jakie są czasy rozwinięcia, gdzie znajdują się punkty krytyczne systemu i jakie procedury uruchamiane będą w godzinie „W”. Tego nie powinni wiedzieć dziennikarze. Nie powinno tego być na konferencjach prasowych. Nie powinno być na mapkach publikowanych w mediach społecznościowych. A parlamentarzyści powinni otrzymywać informacje zgodnie ze swoimi uprawnieniami i klauzulami bezpieczeństwa nie jako materiał do politycznej konferencji prasowej następnego dnia.
Bo potencjalny przeciwnik nie potrzebuje od nas całego planu. Wystarczy, że damy mu jego fragmenty. A on sam je poskłada.
Dowództwo operacyjne NATO w Polsce nie powinno być politycznym trofeum ani medialnym tematem do licytacji. Jeżeli wymaga go nowa architektura obrony północno-wschodniej flanki, należy je przygotować. Cicho, profesjonalnie i z pełnym zabezpieczeniem kontrwywiadowczym. Bo w czasie pokoju dyskutujemy o strukturach. W godzinie „W” liczy się już tylko jedno: kto dowodzi, czym dowodzi i czy jego rozkaz dotrze na czas. Tylko tyle i aż tyle.
[Gen. Dariusz Wroński - polski pilot wojskowy; generał brygady Wojska Polskiego; dowódca 49 pułku śmigłowców bojowych (1999–2006); dowódca 25 Brygady Kawalerii Powietrznej (2008–2010); dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych (2014–2015)]
[Lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Co wiadomo publicznie, a czego nadal nie wiadomo?" i niektóre śródtytuły od Redakcji]
Co wiadomo publicznie, a czego nie wiadomo?
Wiadomo publicznie:
- USA i Polska rozmawiają o wzmacnianiu stałej obecności wojsk amerykańskich.
- William Cappelletti rzeczywiście był wskazywany przez MON jako uczestnik rozmów o przeglądzie obecności USA i planowanej dalszej wizycie dotyczącej jej rozbudowy; MON pisał o tym już 27 sierpnia.
- Thomas DiNanno odbywał we wrześniu rozmowy w Warszawie dotyczące bezpieczeństwa, infrastruktury krytycznej i zdolności obronnych.
- Polska posiada już ważne elementy natowskiej struktury dowodzenia, m.in. MNC NE w Szczecinie i MND NE w Elblągu.
Nie wiadomo publicznie:
- Czy NATO analizuje utworzenie nowego JFC lub równoważnego dowództwa operacyjnego w Polsce.
- Czy jakiekolwiek decyzje lokalizacyjne zostały podjęte.
- Jaki szczebel dowodzenia byłby ewentualnie rozważany.
- Czy rozmowy polsko-amerykańskie dotyczą wprost natowskiego C2.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
- Czy NATO ma dziś dowództwo operacyjne w Polsce? Nie. W Polsce działają ważne struktury NATO, m.in. Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni w Szczecinie i Wielonarodowa Dywizja Północny-Wschód w Elblągu, ale nie są one odpowiednikiem Joint Force Command.
- Czy zapadła decyzja o utworzeniu JFC w Polsce? Nie ma publicznego potwierdzenia takiej decyzji.
- Dlaczego Polska może mieć coraz większe znaczenie dla dowodzenia NATO? Ze względu na położenie, rozwój infrastruktury, obecność wojsk USA oraz rozszerzenie NATO o Finlandię i Szwecję.
- Co oznacza C2? Command and Control, czyli system dowodzenia, kierowania, łączności i koordynacji działań wojsk.
Tagi
Komentarze
Trump rozmawiał przez telefon z Putinem. Padła deklaracja w sprawie Europy

Piotr Zaremba: Jak Truman obronił zachodnią cywilizację

USA szykują „zimowy” plan dla Ukrainy. Zełenski zdradza szczegóły

Pałac Elizejski ujawnia kulisy rozmów w Moskwie. Rosja chce wrócić do negocjacji po wyborach

Wysłannicy Trumpa bez przełomu w Moskwie. Bloomberg ujawnia plan Putina
