Szukaj
Konto

Kiedy koniec wokeizmu na uczelniach w USA?

Kiedy koniec wokeizmu na uczelniach w USA?
Źródło: Wikimedia Commons | Autor: Daderot | Licencja: Wikipedia | Uniwersytet Harvarda w Stanach Zjednoczonych
– Czas odebrać nasze niegdyś wspaniałe instytucje edukacyjne radykalnej lewicy i zrobimy to – mówił Donald Trump podczas kampanii wyborczej.
Co musisz wiedzieć:
  • „Kiedy koniec wokeizmu na uczelniach w USA?” – zastanawia się w swoim tekście Agnieszka Żurek.
  • Autorka wskazuje, że amerykańskie uczelnie wyższe mierzą się nie tylko z tradycyjnymi podziałami ideologicznymi na Demokratów i Republikanów, ale także z wyzwaniami związanymi z wojną na Bliskim Wschodzie oraz sztuczną inteligencją.


– Czas odebrać nasze niegdyś wspaniałe instytucje edukacyjne radykalnej lewicy i zrobimy to – mówił Donald Trump podczas kampanii wyborczej. Amerykański prezydent faktycznie wdrożył szereg zmian w krajowym systemie edukacji, jednak zaangażowanie USA w konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie oraz zabójstwo Charliego Kirka na Utah Valley University stały się nowymi, poważnymi zmiennymi w debacie publicznej na temat roli szkolnictwa wyższego w USA, z którymi Trump musi sobie poradzić.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

Co się udało?

Do tradycyjnych linii podziałów ideologicznych na Republikanów i Demokratów doszły w ostatnich dwóch latach linie „poprzeczne” określające stosunek studentów do wojny w Iranie oraz do kwestii sposobu prowadzenia śledztwa w sprawie zabójstwa Kirka, jak również kierunku, w jakim zmierza założona przez niego organizacja Turning Point USA.

I choć część wdrożonych przez Trumpa zmian w szkolnictwie wyższym jeszcze kilka lat temu byłaby zapewne przyjmowana przez Republikanów z entuzjazmem, wobec wyzwań obecnych czasów stają się one dalece niewystarczające.

Prześledźmy jednak, co udało się amerykańskiemu prezydentowi dotychczas zrobić.

Zwolnię radykalnie lewicowych akredytatorów, którzy pozwolili, aby nasze uczelnie zostały zdominowane przez marksistowskich maniaków i szaleńców. W ich miejsce przyjmiemy wnioski od nowych akredytatorów, którzy raz na zawsze narzucą uczelniom prawdziwe standardy

– zapowiadał Trump.

Amerykański system akredytacyjny to (w teorii) niezależny, zdecentralizowany proces oceny jakości, w którym pozarządowe organizacje i komisje ekspertów sprawdzają, czy instytucje edukacyjne, szkoleniowe lub badawcze spełniają określone standardy. Dbać o to ma samo środowisko akademickie, a zadaniem rządu federalnego jest jedynie nadzorowanie rzetelności funkcjonowania agencji akredytacyjnych. 

Trump wprowadził w tym systemie istotne zmiany. Za sprawą podpisanego przez amerykańskiego prezydenta dekretu władze federalne zyskały prawo do zawieszania lub odbierania akredytacji uczelniom wyższym, które wykazują „ideologiczne zaangażowanie” lub ograniczają wolność słowa konserwatywnych studentów i wykładowców.

Wprowadzone zostały także przepisy obligujące uczelnie do pełnej jawności w procesach rekrutacyjnych oraz raportowania m.in. darowizn z zagranicy. Trump zatwierdził także przepisy ograniczające ważność wiz studenckich i uczestników wymian uczelnianych do maksymalnie czterech lat, chcąc w ten sposób ukrócić nielegalną imigrację odbywającą się pod przykrywką przedłużających się w nieskończoność studiów. 

Big Beautiful Bill

Amerykański prezydent zmienił także zasady dotyczące finansowania pożyczek studenckich. Ustawa One Big Beautiful Bill Act ograniczyła możliwość zapożyczania się studentów studiów magisterskich i doktoranckich oraz zniosła niektóre programy umarzania długów studenckich (Student Loan Forgiveness).

Odebrano również tzw. status profesjonalny (oznaczający studia wyższe przygotowujące do wykonywania zawodów zaufania publicznego) niektórym kierunkom (takim jak pielęgniarstwo, praca socjalna czy architektura), co zmniejszyło limity pożyczek federalnych dostępnych dla studentów wybierających te profesje. 

Administracja amerykańska przeprowadziła także rewizję wydatków Narodowego Instytutu Zdrowia oraz Narodowej Fundacji Nauki. Działania te miały na celu identyfikację obszarów, w których dochodziło do duplikowania projektów badawczych, i zaoszczędzenie w ten sposób pieniędzy.

Administracja Trumpa cofnęła również przepisy chroniące osoby LGBTQ+ w ramach tzw. Artykułu Dziewiątego, tj. ustawy zakazującej dyskryminacji ze względu na płeć we wszystkich programach edukacyjnych i działaniach instytucji otrzymujących fundusze federalne. Republikański prezydent podpisał też rozporządzenia wykonawcze zakazujące udziału zawodników transpłciowych (mężczyzn identyfikujących się jako kobiety) w żeńskich dyscyplinach sportowych, także akademickich.

Trump określił również nowe przepisy umożliwiające odbieranie prywatnym uczelniom możliwości zwolnienia z podatków w zamian za udzielanie pomocy finansowej studentom ze względu na ich rasę, w ramach realizacji tzw. programów różnorodnościowych. Celem tej reformy jest położenie kresu poprawności politycznej na uczelniach wyższych i zapewnienie równego dostępu do edukacji dla wszystkich obywateli.

Urzędnicy administracji Trumpa wskazują, że preferencyjne warunki dla studentów ras innych niż biała są niezgodne z federalną ustawą o prawach obywatelskich z 1964 r. zakazującą dyskryminacji w edukacji.

Samo przemianowanie preferencji rasowych na sprawiedliwe, inkluzywne czy wspierające różnorodność nie zmienia ich dyskryminującego charakteru

– napisał na platformie X minister finansów Scott Bessent, ogłaszając projekt ustawy.

Amerykański Departament Skarbu szacuje, że proponowane zmiany mogą dotyczyć nawet 18 tysięcy prywatnych placówek edukacyjnych. Jeśli nowe rozporządzenie zostanie przyjęte, wejdzie w życie po zakończeniu bieżącego roku akademickiego, czyli w połowie roku 2027.

Zmiany dotyczące promocji ideologii LGBTQ+ na uczelniach i w świecie sportu akademickiego zostały przez część studentów przyjęte jako przejaw zdrowego rozsądku, u wielu wywołały jednak ostry sprzeciw. Kolejnym zarzewiem konfliktów toczących świat akademicki stała się polityka imigracyjna Trumpa, a także wojna na Bliskim Wschodzie.

Protesty antywojenne, jakie wybuchły na amerykańskich uczelniach po tym, kiedy Stany Zjednoczone zaangażowały się militarnie po stronie Izraela, były porównywane do tych prowadzonych przez studentów przeciwko wojnie w Wietnamie w roku 1968. W antywojenne strajki, często przeradzające się w okupację uczelnianych kampusów i tworzenie tam miasteczek studenckich, włączyły się najbardziej znane amerykańskie uczelnie wyższe, takie jak Columbia, Princeton czy Harvard.

Kilka tysięcy studentów zostało wówczas aresztowanych, a trzy rektorki uczelni wyższych (w tym jedna Żydówka) zostały wezwane na przesłuchania przed kongresową Komisję Edukacji i Zatrudnienia w sprawie rzekomego zezwalania na rozprzestrzenianie się antysemityzmu.

Ze stanowisk rektorskich zrezygnowały wówczas Claudine Gay z Uniwersytetu Harvarda i Elizabeth Magill z Uniwersytetu Pensylwanii, a rząd federalny zamroził lub odebrał wielomilionowe granty Uniwersytetowi Columbia (400 mln USD) oraz Uniwersytetowi Harvarda (w tym kolejne cięcia rzędu 450 mln USD oraz zamrożenie kwot sięgających 2,2 mld USD) za domniemaną bierność wobec nękania studentów żydowskich. 

Departament Edukacji USA wszczął także śledztwa w pięciu instytucjach szkolnictwa wyższego, w których zgłoszono powszechne nękanie na tle antysemickim. Śledztwem objęto nowojorski Columbia University, Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley, Uniwersytet Northwestern, Uniwersytet Stanowy w Portland oraz Uniwersytet Minnesoty w Twin Cities.

Erika zaorała TPUSA

Widać wyraźnie, że bieżące kwestie polityczne stanowią istotny czynnik determinujący sposób prowadzenia polityki w obszarze szkolnictwa wyższego w USA i można przypuszczać, że nieprędko się to zmieni. Pokazała to także debata polityczna, która przetoczyła się przez amerykańskie uczelnie i media po zabójstwie chrześcijańskiego aktywisty Charliego Kirka 10 września 2025 roku.

Kirk przez lata tworzył organizację pozarządową Turning Point USA (Punkt Zwrotny USA), stawiając sobie za cel przywrócenie na amerykańskich uniwersytetach uczciwej debaty akademickiej. I udawało mu się to. Objazd uczelni, na których kampusach Kirk siadał za stolikiem z napisem „Prove me wrong” (Udowodnij, że się mylę) i zapraszał do rozmowy każdego, kto był otwarty na dyskusję, cieszył się dużym zainteresowaniem.

Publiczne zabójstwo Kirka podczas jednej z takich debat wywołało ogromny szok i odebrało „niewinność” uczelnianemu życiu, kojarzącemu się tradycyjnie raczej ze zdobywaniem wiedzy i nawiązywaniem kontaktów towarzyskich niż z przemocą fizyczną, i to w jej ostatecznej formie. Zastrzelenie Charliego zabiło także de facto kierowaną przez niego organizację.

Turning Point USA pod rządami wdowy po Kirku, Eriki, zamieniło się w swoją karykaturę, nie tylko pod względem ideowym, ale także organizacyjnym i ludzkim. Obecnie jest to de facto kolejna maszynka do zarabiania pieniędzy podporządkowana doraźnym agendom politycznym i organizująca sztywniackie wydarzenia, podczas których wiedzę, charyzmę, kulturę osobistą i naturalność Charliego zastępuje sztuczny, wyreżyserowany szoł aroganckiej „wesołej wdówki”.

Erika, według relacji odchodzących z kierowanej przez nią organizacji dawnych pracowników, wprowadziła w TPUSA zamordystyczne rządy i system donosicielstwa, który de facto pogrzebał dzieło Kirka. 

Nakarmić smoka

Kwestie politycznego zaangażowania uczelni wyższych i możliwości prowadzenia otwartych dysput akademickich będą z pewnością nadal przedmiotami debaty publicznej, jednak – jak wskazywałam na początku tekstu – nie jedynymi i być może wkrótce nawet nie najważniejszymi.

W obszar edukacji wchodzi bowiem coraz śmielej sztuczna inteligencja, która może zmienić szkolnictwo wyższe na niewyobrażalną dziś jeszcze skalę. Zaczyna się nieciekawie – choć trudno w to uwierzyć, to w Stanach Zjednoczonych odbywa się obecnie, i to na ogromną skalę… niszczenie książek. Skojarzenia nasuwają się same i choćby nie wiem, jak sobie to zjawisko racjonalizować, nie da się uciec od jego ponurej symboliki. 

Firmy rozwijające modele AI coraz częściej sięgają po tradycyjne papierowe książki. Co więcej, wiele z nich jest po zeskanowaniu bezpowrotnie niszczonych. To zjawisko zaczyna wywoływać kontrowersje zarówno wśród księgarzy, jak i miłośników książek

– podaje serwis portaltechnologiczny.pl.

Rosnąca liczba firm rozwijających modele językowe poszukuje publikacji wydanych przed 2022 rokiem. Powód jest prosty – zawierają one wyłącznie treści stworzone przez ludzi, bez domieszki tekstów generowanych przez sztuczną inteligencję. To ważne, ponieważ eksperci od dawna ostrzegają przed zjawiskiem określanym jako model collapse. Polega ono na stopniowym pogarszaniu jakości modeli AI, gdy są one trenowane na treściach wygenerowanych przez inne modele sztucznej inteligencji. Dlatego starsze książki uznawane są dziś za wyjątkowo wartościowe źródło wiedzy. Są redagowane, sprawdzane przez wydawców i ekspertów oraz zawierają uporządkowane informacje, których trudno szukać w chaotycznych zasobach internetu

– czytamy w serwisie.

Problem w tym, że książki – także te rzadkie i dostępne w niewielu egzemplarzach – są po „nakarmieniu” smoka sztucznej inteligencji, nieodwracalnie niszczone.

Na rosnącym popycie korzystają wyspecjalizowane firmy. Jedną z nich jest ISBNdb, która utrzymuje jedną z największych baz danych książek na świecie. Firma oferuje klientom możliwość zakupu od tysiąca do nawet miliona papierowych książek, pozyskiwanych z rynku wtórnego – od bibliotek, antykwariatów, księgarni i prywatnych sprzedawców. Na razie nie wiadomo, jaka skala tego zjawiska dotyczy unikatowych wydań, jednak wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na wysokiej jakości dane treningowe problem może stawać się coraz bardziej widoczny

– wskazują dziennikarze portalu. 

Amerykański sąd uznał jednak te działania za zgodne z prawem, argumentując decyzję przekonaniem, że skoro autorzy dzieł otrzymali już kiedyś za nie odpowiednie wynagrodzenie, nikt nie ponosi tutaj szkody. Ten kierunek orzecznictwa sądowego nie uwzględnia jednak szkody społecznej, co stanowi niebezpieczny prognostyk.

Jeśli miara wartości danego dzieła będzie miała wymiar jedynie materialny, być może wkrótce ludzka wiedza, doświadczenie i twórczość również przestaną być cenione. A stąd już tylko krok do realizacji – do niedawna uważanych za utopijne – wizji promotorów „ciemnego oświecenia” postulujących likwidację uniwersytetów jako instytucji przestarzałych i hamujących realny postęp społeczny.

Główny ideolog tej myśli, Curtis Yarvin, uważa, że uczelnie wyższe (nazywane przez niego zbiorczo: „Katedrą”) to „wroga infrastruktura ideologiczna”, którą należy zdemontować, aby umożliwić wprowadzenie nowego, technokratyczno-monarchicznego porządku politycznego. Co ciekawe, proponował on w swoich pismach dokładnie to, co realizuje obecnie Trump, czyli odebranie uczelniom systemu zwolnień podatkowych oraz dotacji państwowych i finansowe „zagłodzenie” ich.

Do zainteresowania dziełami Yarvina przyznaje się publicznie amerykański wiceprezydent J.D. Vance, a także guru Doliny Krzemowej, Palantirowy Wielki Brat – Peter Thiel. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Yarvin uznaje demokrację za „nieudany eksperyment” i proponuje zastąpienie jej autorytarną monarchią „korporacyjną” (w której władzę absolutną sprawowałby ktoś w rodzaju „prezesa firmy”), pozostaje mieć nadzieję, że zainteresowanie to pozostanie w sferze – nomen omen – czysto akademickiej.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność