Szukaj
Konto

Afera w Szpitalu Południowym. Veritas et Ius: „Kompromitujące stanowisko mec. Jacka Dubois”

Mec. Jacek Dubois przed salą sądową
Źródło: PAP | Autor: Maciej Kulczyński | Licencja: PAP | Mec. Jacek Dubois przed salą sądową
Stowarzyszenie prawnicze Veritas et Ius odniosło się do zapowiedzi mec. Jacka Dubois wytoczenia sygnaliście, dr. Emilowi Jędrzejewskiemu, procesu karnego, jeżeli ten nie odwoła „zniesławiających, oszczerczych i nieprawdziwych informacji” na temat Dawida Kacprzyka.
Co musisz wiedzieć:
  • Mec. Jacek Dubois zapowiedział wytoczenie sygnaliście ze Szpitala Południowego, dr. Emilowi Jędrzejewskiemu, procesu karnego, jeżeli ten nie odwoła „zniesławiających, oszczerczych i nieprawdziwych informacji” na temat Dawida Kacprzyka.
  • Do zapowiedzi mec. Dubois odniosło się stowarzyszenie prawnicze Veritas et Ius.
  • Wywiad udzielony przez dr Emila Jędrzejewskiego na temat praktyk w Szpitalu Południowym wywołał burzę.

Kompromitujące stanowisko mec. Jacka Dubois. Publiczne zapowiedzi procesu karnego wobec sygnalisty pokazują co najmniej pominięcie kluczowych przepisów ustawy o ochronie sygnalistów

- oceniają prawnicy w wydanym na platformie X oświadczeniu.

Właśnie na takie sytuacje ustawodawca wprowadził art. 16, aby przeciwdziałać zastraszaniu osób ujawniających naruszenia prawa i wywoływaniu tzw. efektu mrożącego. Art. 16 ustawy wyraźnie stanowi, że dokonanie zgłoszenia lub ujawnienia publicznego nie może stanowić podstawy odpowiedzialności, w tym odpowiedzialności za:

  • zniesławienie,
  • naruszenie dóbr osobistych,
  • naruszenie praw autorskich,
  • naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych,
  • naruszenie obowiązku zachowania tajemnicy, w tym tajemnicy przedsiębiorstwa, pod warunkiem, że sygnalista miał uzasadnione podstawy sądzić, iż zgłoszenie lub ujawnienie było niezbędne do ujawnienia naruszenia prawa

- wyliczają.

„Postępowanie przeciw sygnaliście może być umorzone”

Co więcej, art. 16 ust. 2 przewiduje, że jeśli mimo tej ochrony zostanie wszczęte postępowanie przeciwko sygnaliście, może on wystąpić o jego umorzenie. Tak właśnie ustawodawca zabezpieczył sygnalistów przed próbami wywierania presji i zastraszania poprzez groźby procesów

- informuje stowarzyszenie Veritas et Ius.

Celem tych przepisów jest ochrona osób działających w interesie publicznym oraz zapobieganie sytuacjom, w których inni, obawiając się odpowiedzialności, zrezygnują z ujawniania naruszeń prawa. Zanim więc publicznie zapowiada się proces karny wobec sygnalisty, warto przeczytać art. 16 ustawy o ochronie sygnalistów w całości

- konkludują.

Wywiad z lekarzem-sygnalistą wywołał burzę

We wtorek wieczorem gościem Kanału Zero był dr Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym w Warszawie. Lekarz opowiadał o nieprawidłowościach, które – jak twierdzi – miały występować w placówce, a także o swoich próbach zainteresowania sprawą władz stolicy.

W trakcie rozmowy z Krzysztofem Stanowskim padły bardzo poważne oskarżenia dotyczące funkcjonowania szpitalnego oddziału ratunkowego. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania. (…) W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie – stwierdził dr Emil Jędrzejewski na antenie Kanału Zero.

Dawid Kacprzyk odpowiada na wywiad lekarza-sygnalisty

Dawid Kacprzyk opublikował oświadczenie w związku z wywiadem, którego dr Emil Jędrzejewski udzielił 23 czerwca 2026 r. w Kanale Zero. Kacprzyk przekonuje, że podczas rozmowy padły pod jego adresem informacje nieprawdziwe i naruszające jego dobre imię.

W związku z wywiadem udzielonym przez dr. Emila Jędrzejewskiego w dniu 23 czerwca 2026 r. w „Kanale Zero"” w którym padły pod moim adresem informacje nieprawdziwe, krzywdzące i naruszające moje dobre imię, jestem zmuszony publicznie zająć stanowisko

– przekazał Dawid Kacprzyk.

Jak zaznaczył, dotychczas unikał komentowania sprawy w mediach, ponieważ uważał, że wszystkie wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte na podstawie dokumentów i dowodów zgromadzonych w odpowiednich postępowaniach.

Dotychczas starałem się unikać komentowania sprawy w przestrzeni medialnej. Uważałem, że wszelkie pytania i wątpliwości dotyczące mojej osoby powinny być wyjaśniane w oparciu o fakty, dokumenty oraz obiektywne dowody zgromadzone w toku właściwych postępowań. Wobec treści wypowiedzi dr. Jędrzejewskiego dalsze milczenie mogłoby jednak zostać odebrane jako przyzwolenie na rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji

– czytamy w oświadczeniu.

Młody lekarz odrzuca zarzuty

Kacprzyk kategorycznie zaprzeczył, by miał związek ze zdarzeniami opisanymi przez dra Jędrzejewskiego. Chodzi między innymi o śmierć pacjenta w łazience Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz rzekome wykonanie tomografii komputerowej pacjenta już po jego śmierci.

Dlatego kategorycznie oświadczam: dr Emil Jędrzejewski bezpodstawnie łączy mnie ze zdarzeniami, z którymi nie miałem nic wspólnego

– napisał.

Według autora oświadczenia w sprawie śmierci pacjenta toczy się postępowanie karne, jednak Kacprzyk nie jest jego stroną. Z kolei drugie ze zdarzeń, o ile rzeczywiście miało miejsce, ma nie dotyczyć okresu jego zatrudnienia w Szpitalu Południowym.

Dotyczy to w szczególności dwóch spraw przywołanych w wywiadzie: śmierci pacjenta w łazience Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz rzekomego wykonania tomografii komputerowej pacjenta po jego śmierci. W pierwszej sprawie toczy się postępowanie karne, którego nie jestem stroną. Druga sprawa – o ile w ogóle miała miejsce – nie dotyczy okresu mojego zatrudnienia w Szpitalu Południowym

– oświadczył.

Kacprzyk ocenił, że twierdzenia lekarza-sygnalisty nie znajdują potwierdzenia w faktach, a ich skutkiem jest próba zdyskredytowania go w przestrzeni publicznej.

Spór o skargę z lipca 2025 roku

Dawid Kacprzyk odniósł się również do skargi, którą dr Emil Jędrzejewski miał złożyć na niego w lipcu 2025 r. Jak twierdzi, w piśmie nie opisano żadnego konkretnego przypadku zaniedbania medycznego, który można byłoby jednoznacznie zidentyfikować.

W udzielonym wywiadzie dr Emil Jędrzejewski sam przyznaje, że w lipcu 2025 r. złożył na mnie skargę. Pomija jednak istotną okoliczność: w treści tego pisma nie wskazał żadnego konkretnego, możliwego do zidentyfikowania przypadku medycznego zaniedbania z mojej strony. Skarga opierała się wyłącznie na ogólnych twierdzeniach

– napisał.

Kacprzyk przekazał, że odniósł się do zarzutów 15 sierpnia 2025 r. Jego zdaniem nie jest więc prawdą, że skarga lekarza została pozostawiona bez reakcji.

Mimo to odniosłem się do stawianych mi zarzutów w dniu 15 sierpnia 2025 r. Nie jest zatem prawdą, że skarga dr. Jędrzejewskiego została pozostawiona bez odpowiedniej reakcji

– poinformował.

Dawid Kacprzyk zapowiada działania prawne

Na zakończenie oświadczenia Dawid Kacprzyk poinformował, że podjął już działania prawne. Publiczne zarzuty kierowane pod jego adresem określił jako nieprawdziwe, bezpodstawne i noszące cechy zniesławienia.

Wskazane wyżej publiczne zarzuty kierowane pod moim adresem są nieprawdziwe, bezpodstawne i noszą cechy zniesławienia. W związku z tym informuję, że podjąłem już działania prawne, a sprawa zostanie skierowana na drogę właściwego postępowania sądowego

– przekazał.

Szybka ścieżka do badań i salonik dla VIP-ów

W środę 17 czerwca 2026 r. ukazał się artykuł dziennikarza serwisu zero.pl Patryka Słowika, który na łamach portalu ujawnił podejrzenie funkcjonowania w Warszawskim Szpitalu Południowym nieformalnej, uprzywilejowanej ścieżki obsługi polityków Koalicji Obywatelskiej oraz członków ich rodzin.

Centralną postacią artykułu jest lekarz i radny dzielnicy Ursus Dawid Kacprzyk, wybrany z listy Koalicji Obywatelskiej, który 15 czerwca zrezygnował z członkostwa w partii. Kacprzyk był bohaterem poprzedniego artykułu Patryka Słowika, którego Zero.pl przedstawia jako osobę faktycznie zarządzającą pracą SOR-u.

Według ustaleń Zero.pl osoby związane z Koalicją Obywatelską miały:

  • być przyjmowane na SOR niemal natychmiast, podczas gdy inni pacjenci czekali po 4–5 godzin,
  • otrzymywać szerokie pakiety badań, niekiedy niewspółmierne do zgłaszanych dolegliwości,
  • oczekiwać na wyniki w oddzielnym, komfortowym pokoju zamiast we wspólnej poczekalni,
  • korzystać z SOR również w przypadkach, które — zdaniem cytowanych pracowników — powinny być diagnozowane w przychodni lub lecznictwie ambulatoryjnym.

„Polityczni VIP-owie”

Polityczni VIP-owie nie musieli czekać na przyjęcie, mieli wykonywany ogrom badań, których przeprowadzenie nie jest standardem w medycynie ratunkowej, a oczekiwanie na wynik mogli sobie umilić w specjalnie wydzielonym dla nich pomieszczeniu. Zamiast siedzieć w poczekalni ze wszystkimi, mogli bowiem korzystać z wygodnego pokoju formalnie należącego do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chorób Kręgosłupa

– czytamy w artykule portalu zero.pl.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 25.06.2026 18:28
Źródło: X, Tysol.pl