Szukaj
Konto

Bezrobocie na mapie Polski

Bezrobocie na mapie Polski
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Krzysztof Karnkowski | Licencja: Tygodnik Solidarność | Mapa Polski w zniszczonym pomieszczeniu
Eksperci uspokajają – nie dzieje się nic nadzwyczajnego, nie ma powodów do obaw. To samo powtarzają od miesięcy politycy koalicji rządowej, w tym odpowiedzialni za Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej działacze Lewicy. W marcu, według danych GUS, poziom bezrobocia był taki sam, jak w lutym. Uznano to za sygnał optymistyczny, ponieważ po lutowym przyroście obawiano się różnych scenariuszy. „Prognozy nie są alarmujące”, można by powiedzieć, jednak co innego wynika nie tylko z cząstkowych statystyk, lecz także kolejnych informacji o zwolnieniach grupowych. I z „mapy bezrobocia” przygotowanej właśnie przez polityków PiS.
Co musisz wiedzieć:
  • Oficjalne dane i przekaz rządu wskazują na stabilną sytuację, ale rosnąca liczba bezrobotnych oraz informacje o zwolnieniach grupowych sugerują pogarszające się realia rynku pracy.
  • Na wzrost bezrobocia wpływają czynniki strukturalne, takie jak spadek inwestycji, transformacja energetyczna, polityka UE oraz rosnące koszty działalności gospodarczej.
  • Szczególnie niepokojąca jest sytuacja młodych i mieszkańców niektórych regionów, a rzeczywista skala problemu może być większa niż pokazują oficjalne statystyki.

Według danych resortu pracy na koniec lutego 2026 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 956 tys. osób bezrobotnych, o 22 tys. więcej niż miesiąc wcześniej i niemal 110 tys. więcej niż rok wcześniej. Z mównicy sejmowej posłanka niezrzeszona Paulina Matysiak alarmowała, że bezrobocie wzrosło już o 181 tys. osób od listopada 2023 r.

 

Może być źle

Kampania informacyjna dotycząca bezrobocia, którą rozpoczęło Prawo i Sprawiedliwość współgra z poświęconymi sytuacji na rynku pracy wcześniejszymi publikacjami „TS”. Podczas gdy rząd uspokaja nas stwierdzeniami, że znajdujemy się w najgorszym razie w środku unijnej stawki, zwalniani pracownicy wciąż dość łatwo znajdują zatrudnienie, a bezrobocie wśród młodych jest zjawiskiem sezonowym, pełny obraz pokazuje nam bardziej niepokojące perspektywy. Fala zwolnień grupowych nie zatrzymuje się od ponad dwóch lat, młodzi pracownicy mają coraz większe problemy z wejściem na rynek, a zmniejszenie skali inwestycji nie daje nadziei na poprawę sytuacji. Wręcz przeciwnie, problemy będą narastać, potęgowane przez bardzo w polskich warunkach kosztowny model transformacji energetycznej czy przyjmowanie przez UE wielkich umów w rodzaju tej zawartej z państwami Mercosur.

Dodatkowo w ostatnich tygodniach widzimy kolejny raz nierówne traktowanie w ramach samej UE. Potężne wsparcie trafia właśnie do niemieckiego przemysłu, co daje mu przewagę konkurencyjną nad produkcją w takich krajach, jak Polska. ETS-y i Zielony Ład uderzają w każdy rodzaj działalności gospodarczej, ponieważ podnoszą koszty energii – często powyżej progu opłacalności. Mercosur z kolei dodatkowo uderza w rolnictwo i przetwórstwo, zalewając rynek tanią i niekontrolowaną pod względem unijnych wymagań produkcją rolno-spożywczą. Wszystkie te czynniki nałożą się na nieuchronne pogorszenie warunków na rynku pracy, kolejne zwolnienia grupowe, bankructwa czy wyprowadzanie produkcji poza UE czy nawet, w przypadku dalszych preferencji ze strony Brukseli, przenoszenie jej z Polski do Niemiec. Jak więc widzimy, bezrobocie będzie raczej narastać, nie widać bowiem żadnej koncepcji, która mogłaby ten problem zatrzymać.

 

Wraca bezrobocie

Przekaz PiS dotyczący bezrobocia został przedstawiony dwutorowo. Wersja mocna to partyjne infografiki podające rozmaite niepokojące i niekorzystne dla władz dane, opatrzone mocnymi obrazami i hashtagiem „Wrócił Tusk, wraca bezrobocie”. Merytorycznym dopełnieniem kampanii jest strona przygotowana przez byłego wiceministra cyfryzacji (wcześniej również wiceministra zdrowia) Janusza Cieszyńskiego bezrobocie.januszcieszynski.pl, na której znajdziemy mapy przedstawiające zmiany skali bezrobocia zarówno na poziomie ogólnopolskim, jak i w każdym województwie, powiecie i gminie.

 

– pisał na portalu X były premier Mateusz Morawiecki, zapraszając internautów do zapoznania się z mapą publikowaną przez Cieszyńskiego, a opartą na statystykach GUS. Na grafikach, które podają dalej politycy Prawa i Sprawiedliwości, znajdziemy proste, lecz znajdujące potwierdzenie w faktach komunikaty. Wątki, naszym czytelnikom znane bardzo dobrze, lecz wciąż nie przebijające się przez medialną bańkę, może też przez obojętność dużej części społeczeństwa, której wydaje się, że problem jej nie dotyczy. 

 

 

alarmuje PiS Małopolska.

 

– informuje ten sam profil. Z grafiki wynika, że chodzi o zapowiadane do 2027 roku zwolnienia w sieci Eurocash.

Małopolskie PiS w podawaniu grafik dotyczących bezrobocia wydaje się być najaktywniejsze. Działacze informują za ich pomocą również o zwolnieniach 161 osób po likwidacji zakładu Black Red White w Zamościu, zwolnieniach grupowych w PKP Cargo czy 1300 osób, które w pierwszym kwartale tego roku straciły pracę w Krakowie. Kraków jest zresztą dość specyficznym przypadkiem miasta, w którym zwalnia się dużo w sektorach niezwiązanych z przemysłem. W 2025 roku w stolicy Małopolski w ramach zwolnień grupowych pracę straciło cztery i pół tysiąca osób, z czego aż 40% stanowili pracownicy branży IT.

„Kraków nie jest polskim Detroit ani Łodzią z lat 90. XX wieku. Jednak zwolnienia grupowe, także w prężnie rozwijającym się zagłębiu IT, w stolicy Małopolski, są faktem. Zmiany nie spowodują katastrofy, ale już teraz odbierają klasie średniej poczucie bezpieczeństwa”

– alarmowali na portalu Spider’s Web Marek Szymaniak i Rafał Pikuła w kwietniu tego roku. W tekście znajdziemy też dość ciekawe wyjaśnienie, dlaczego same zwolnienia grupowe nie dają nam pełnego obrazu sytuacji.

„Zwolnienia grupowe zgłaszane do urzędów pracy to jedno, a drugie to «ukryte» zwolnienia, które nie są rejestrowane. Chodzi o wszelkie pomniejsze redukcje etatów, brak przedłużeń umów na czas określony, zwolnienia osób, które są zameldowane poza Krakowem, wypychanie ludzi na B2B. Dlatego oficjalne dane dotyczące zwolnień grupowych są prawdopodobnie zaniżone”

– mówił autorom ekonomista Karol Wałachowski. A jak wygląda to na mapie Cieszyńskiego?

Kraków wypada tu wyraźnie źle, choć wciąż lepiej niż kilka innych dużych ośrodków. Między marcem 2024 a marcem 2026 r. liczba bezrobotnych wzrosła tu z 10 997 do 14 236, trochę poniżej 30%. Tę wielkość przekraczają natomiast dwa powiaty na wschód od Krakowa – wielicki i bocheński ze wzrostami odpowiednio o 34,7 i 33,1%. Zamość, a dokładniej powiat miejski Zamość, to skok o 11,5%, trochę gorzej niż reszta powiatu, daleko od stanu pożądanego, ale w skali kraju wciąż nieźle. Tu trzeba wyjaśnić jednak jedną kluczową rzecz, która wpływa zarówno na same statystyki, jak i na ocenę zjawiska w zależności od politycznej afiliacji. Rządzący bagatelizują wyraźnie gorsze wyniki miast, zwracając uwagę na fakt, że po drodze zmienił się sposób rejestracji.

„Delikatne wzrosty częściowo wynikają z sezonu, mamy za sobą jedną z najcięższych zim, różne prace w budowie, takie, które wymagają pracy na zewnątrz, były wstrzymywane. Drugą taką przyczyną są zmiany administracyjne, po wprowadzeniu ustawy o rynku pracy zmieniły się zasady wypisywania się z rejestru bezrobotnych”

– tłumaczyła w lutym minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

„Szacujemy, że gdyby bezrobotni rejestrowali się na takich samych zasadach, jak przed wejściem w życie ustawy, to zarejestrowanych bezrobotnych byłoby około 100 tys. mniej”

– uspokajała kilka tygodni później polityk Lewicy, gdy ukazały się kolejne niepokojące dane.

 

Miejskie wzrosty

Zmian tych jest kilka, kluczowa jednak wydaje się rejestracja bezrobotnego w miejscu zamieszkania, a nie, jak dotąd – zameldowania. Tyle tylko że gdyby było to wyjaśnienie sytuacji, to rosnącym liczbom w przyciągających okolicznych mieszkańców większych ośrodkach towarzyszyłyby choćby symboliczne spadki w okolicznych gminach – a tego na mapie nie widzimy. Tylko w Nowym Sączu, Słupsku i Wałbrzychu obserwujemy znaczny przyrost liczby bezrobotnych kontrastujący z jej spadkiem w odpowiednich powiatach otaczających te miasta. Słupsk jako jedyny zdaje się mieścić w idealnej wizji świata ministerstwa: tu bezrobotnych przybyło, a w całym sąsiedztwie ubyło.

Owszem, zdarzają się natomiast sytuacje, gdy wzrost w dużych miastach jest znacznie większy niż w okolicy. Tak jest w Olsztynie (32,7%), Poznaniu (35,2%), Wrocławiu (48,6%) czy rekordowym w tej dziedzinie Gorzowie Wielkopolskim (71,8% wzrostu). Są jednak też przypadki odwrotne. W Kaliszu bezrobocie wzrosło mniej niż w powiecie kaliskim, choć i tu, i tu są to spore wartości powyżej 25 i 30%, również w Piotrkowie Trybunalskim mniej osób straciło pracę niż w powiecie piotrkowskim, a Skierniewice i Płock są wyjątkami na mapie kraju: tu bezrobocie spadło, rosnąc w sąsiednich gminach. Gorzów i Kołobrzeg to przykłady miejsc, gdzie bezrobocie rośnie, zaczynając z niskiego pułapu. Na mapie Cieszyńskiego najgorzej wypadają bowiem ci, którzy spadają z wysokiego poziomu. Jest jednak ryzyko, że szybko będą równać do, też niestety wzrastającej, średniej krajowej. Według GUS w marcu bezrobocie wyniosło 6,1%, co jest najgorszym wynikiem od czerwca 2021 r., gdy spadło ono poniżej 6%.  Oczywiście wciąż daleko jesteśmy od dramatycznych statystyk z czasów Leszka Millera i przed otwarciem unijnego rynku pracy, gdy zdarzało mu się przebijać nawet pułap 20%. Skoro jednak najgorzej było za Millera, skąd, poza potrzebami walki partyjnej, Tusk w hashtagu PiS?

Bezrobocie przechodziło w III RP różne fazy, warunkowane gwałtownymi zmianami politycznymi. Pojawiło się wraz z upadkiem RPL, rosło w miarę postępów reform Leszka Balcerowicza i skoków inflacji, w tym (jak widać, nie odrobiliśmy tej lekcji) wzrostu cen energii, który wykańczał zwłaszcza wielkie państwowe zakłady mniej więcej do 1995 roku, gdy osiągnąwszy poziom ok. 16%, zaczęło spadać. Jednak po całkiem niezłym roku 1998, gdy pierwszy raz od siedmiu lat liczba Polaków bez pracy była znów jednocyfrowa, wszystko wróciło na złą drogę. Dopiero wejście do UE i będąca jego konsekwencją emigracja zarobkowa rozładowała sytuację.

Jednak druga kadencja Tuska to znów więcej bezrobotnych z rekordem 14,4% w lutym 2013 r. Czy historia się powtórzy? Czujność usypiana jest wciąż niezgorszym poziomem na tle Europy, a pracownicy, jeśli wierzyć badaniom, w przyszłość patrzą ze spokojem. Chyba że pracują w Poczcie Polskiej, w PKP Cargo lub w jednym z dziesiątek zakładów zapowiadających zwolnienia grupowe. Lub są osobami młodymi, dopiero wchodzącymi na rynek pracy. Sytuacja tej grupy jest bowiem najgorsza, bezrobocie wśród młodych do 30 r.ż. jest czterokrotnie wyższe niż w całej populacji i szybko wzrasta.

 

Poza radarem Lewicy

– Prezydent powinien mieć odwagę przeciwstawić się swojemu prezesowi, swojemu środowisku politycznemu. Prezydent powinien dzisiaj mieć odwagę nie klękać przed biskupami. Powinien za to klęknąć przed Wami i przeprosić za to, że w trudnym okresie, kiedy rosną ceny i rośnie bezrobocie, on zostawił Was samych sobie

– mówił w kampanii prezydenckiej w 2020 roku Robert Biedroń. Po 13 grudnia 2023 r. temat nie zajmował już ani szefa Lewicy Włodzimierza Czarzastego, ani kandydującej z ramienia ugrupowania na prezydenta Magdaleny Biejat. Trudno się temu dziwić – gdy lewica weszła do rządu, nie straszyła już bezrobociem, zapowiadając co najwyżej aktywizację potencjalnych pracowników jako remedium na brak nie pracy, a rąk do pracy. Temu służyć miała między innymi ustawa, którą dziś obwinia się za pogorszenie statystyk. Tyle że i tu rząd nie jest konsekwentny. Finansowanie z Funduszu Pracy programów aktywizacyjnych zostało wiosną tego roku drastycznie ograniczone, na co zwracała uwagę cytowana już Paulina Matysiak.

Problem dostrzegła również Solidarność. Region Elbląski Związku alarmował, że w powiatach będących w jego zainteresowaniu redukcja algorytmu Funduszu Pracy na 2026 rok wynosi od ponad 60 do prawie 83%. Gdy pojawia się temat zwolnień grupowych, ministerstwo deklaruje wsparcie dla zagrożonych powiatów, ogólnie jednak wciąż dominuje przekaz o sytuacji „dobrej, stabilnej, najlepszej w Unii Europejskiej”. Retoryka zachodzenia PiS z lewej strony, stosowana przez lewicę w latach 2019–2023 ustąpić musiała biurokratycznym sloganom i liberalnej praktyce działania.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.05.2026 18:55
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 18/2026, oprac. Ludwik Pęzioł