Rafał Woś: W Polsce powiatowej bezrobocie ma zębiska i gryzie

- Autor pokazuje pokazuje, że w ostatniej dekadzie sytuacja pracowników w Polsce wyraźnie się poprawiła (spadek bezrobocia, wzrost płac), ale obecnie ponownie się pogarsza.
- Powrót rządów Donalda Tuska według autora wiąże się ze wzrostem bezrobocia, szczególnie dotkliwym w Polsce powiatowej.
- Rosnące bezrobocie prowadzi do szerszych negatywnych skutków społecznych i ekonomicznych, takich jak presja na obniżki płac, spadek konsumpcji i pogorszenie sytuacji całych gospodarstw domowych.
W ciągu następnych dziesięciu lat tamten obraz bardzo się zmienił. Bezrobocie spadło, płace zaczęły szybko rosnąć, płaca minimalna nadgoniła do poziomu połowy średniej krajowej, poziom aktywności zawodowej wzrósł do nienotowanych w III RP poziomów, a takie patologie jak syndrom pierwszej dniówki czy brak stawki godzinowej zostały zlikwidowane. Nigdy dość przypominania, jak ważną rolę odegrała w tym procesie Solidarność konsekwentnie naciskająca na rząd Zjednoczonej Prawicy, by się z propracowicznych zobowiązań składanych w kampaniach wyborczych w praktyce rządzenia bez gadania wywiązywał.
Ale nic nie trwa wiecznie. Dziś sytuacja znowu się zmienia. Na gorsze. Od ponad dwóch lat znów rządzą nami liberałowie, a wraz z Donaldem Tuskiem wróciły stare problemy. Bezrobocie rośnie od 9 miesięcy. W marcu oficjalnie zarejestrowanych było 950 tysięcy ludzi bez pracy. To o prawie 200 tysięcy więcej niż w grudniu 2023 roku, gdy liberałowie wracali do władzy w Polsce.
W największych metropoliach może tego nie widać. Ale na poziomie Polski powiatowej bezrobocie ma zębiska i gryzie. W powiecie słubickim nastąpił wzrost bezrobocia o 45 procent w ciągu dwóch lat. We wrocławskim (czyli poza miastem) plus 48 procent. Rybnik plus 48 procent. Żory plus 53 procent. Gorzów Wielkopolski plus 71 procent. Powiat kołobrzeski plus 79 procent. Kalisz, Pleszew, Bochnia, Wieliczka, Leszno, Sochaczew czy Lubin – wzrost bezrobocia o „zaledwie” 30–35 procent.
A przecież bezrobocie nigdy nie przychodzi samo. Wraz z nim idzie presja na stagnację lub nawet obniżki płac – im więcej bezrobotnych w regionie, tym łatwiej pracodawcom pacyfikować postulaty załogi groźbą, że jak się komuś nie podoba, to na jego albo jej miejsce jest kilku takich, co wezmą tę robotę z pocałowaniem ręki. Nie ma więc co się stawiać. Im więcej bezrobotnych, tym większa presja na finanse publiczne, bo zarejestrowanym w pośredniaku trzeba opłacać składki i wypłacać (nawet jeśli niewysoki) zasiłek. Im mniej pracujących w gospodarce, tym mniej wpływów podatkowych. Im więcej bezrobotnych, tym słabiej z konsumpcją prywatną, bo ludzie bez pracy raczej oszczędzają, niż wydają. Utrata pracy przez jednego członka rodziny to zazwyczaj też oszczędności całej rodziny, czyli całego gospodarstwa domowego. Przedłużające się bezrobocie to (za jakiś czas) lawina problemów z obsługiwaniem zaciągniętych kredytów hipotecznych albo konsumenckich. Brak pracy i spadek realnych dochodów to wzrost zapotrzebowania na wysoko oprocentowane mikropożyczki i chwilówki.
Właśnie dlatego praca jest tak ważna. Nie chodzi o to, żeby się zgadzały słupki czy statystyki. Ale dlatego, że ważny jest człowiek. Bo człowiek, który chce, ale nie może pracować, to największa tragedia każdego narodu. A władza, która tę prawdę ignoruje, jest władzą albo złą i głupią, albo głupią i złą.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Prawie milion bezrobotnych! „Tygodnik Solidarność” o fali zwolnień i polityce bierności rządu

RDS. Mocny głos pracowników i pracodawców przeciw ograniczeniu środków na Fundusz Pracy i brakowi rzetelnych konsultacji społecznych
Sprzeciw wobec ograniczenia nakładów na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu. Wielkopolska oraz Dolnośląska "S" przyjęły stanowiska

Bezrobocie. Jeszcze go nie widać, a już jest

Magdalena Okraska: Jak zatrzymać młodych w małych miastach






