NATO 3.0. Niemcy pierwsi w wyścigu do Waszyngtonu. Polska traci swoją szansę

- Artykuł opisuje tezę o zmianie układu sił w NATO, w której Niemcy – m.in. dzięki działaniom rządu i strategii wojskowej – mają przejmować rolę głównego partnera USA w Europie kosztem innych państw, w tym Polski.
- Kluczowym wątkiem jest polityka zagraniczna i bezpieczeństwa – tekst wskazuje na działania Niemiec (rozbudowa Bundeswehry, współpraca z USA) oraz równoległe działania Francji i Polski jako element rywalizacji o wpływy w relacjach transatlantyckich.
- Autor stawia tezę, że decyzje i komunikacja polskiego rządu mogą osłabiać pozycję Polski w relacjach z USA, co w jego ocenie prowadzi do utraty szansy na wzmocnienie roli kraju w NATO i Europie.
Dwa wpisy
Warto zwrócić uwagę na dwa wpisy na X z tego samego dnia, 25 kwietnia. Jeden polskiego polityka, drugi urzędnika z USA. Ale oba o tym samym: Niemcy stają się priorytetowym sojusznikiem Waszyngtonu w Europie. Ktoś może powiedzieć, że przecież Trump ich nie lubi i często krytykuje. Cóż, retoryka prezydenta to jedno, konkretne działania Berlina, tradycyjnie ogromna siła niemieckiego lobby w USA (zwłaszcza Departamencie Stanu i Pentagonie) i dekady zbudowanego zaufania do sojusznika w amerykańskich kręgach – drugie.
Co zauważył Tomasz Szatkowski:
„Gotowość do rozmowy i znalezienia wspólnej płaszczyzny z rozsądnymi siłami w Europie jest dzisiaj zaskakująco większa niż pewnie rok temu. Jest więcej pokory i chęci wyjścia z konstruktywną ofertą. Niestety Polska nie wydaje się być beneficjentem tego trendu. Dzisiejszy wywiad Donalda Tuska w FT to tylko jeden z mocno odnotowywanych elementów tego zjawiska. Tymczasem, w Departamencie Wojny, dzięki pragmatycznej polityce Merza, miejsce modelowego sojusznika zajmują już Niemcy.”
I co potwierdza wpis wiceszefa Pentagonu.
„Po latach rozbrojenia Berlin mobilizuje się. Ministerstwo wojny już blisko współpracuje z europejskimi sojusznikami, zwłaszcza z Niemcami, by przyspieszyć to przekształcenie w NATO 3.0” - napisał Elbridge Colby. „Nowa strategia wojskowa Berlina pokazuje wyraźną ścieżkę naprzód i liczymy na bliską współpracę z Niemcami nad jej implementacją” - kontynuował wiceszef Pentagonu.
Niemiecka oferta dla Waszyngtonu
W Berlinie wiedzą, jak przekonać do siebie administrację Trumpa. W przedstawionej trzy dni przed tymi wpisami Colby’ego pierwszej w historii strategii wojskowej Bundeswehry napisano, że Niemcy muszą „stać się jeszcze silniejszym sojusznikiem wojskowym Stanów Zjednoczonych, jednocześnie współpracując z innymi sojusznikami, aby wziąć na siebie większą odpowiedzialność za wspólne bezpieczeństwo euroatlantyckie”. „Zdolność projekcji krajowej i europejskiej wzmocniłaby odstraszanie i obronę zbiorową, zmniejszyłaby obciążenie Stanów Zjednoczonych i zwiększyła zdolność Europy do podejmowania działań” - głosi strategia. Czyli dokładnie to, na czym zależy – takim jak Colby – zwolennikom skupienia się USA na Azji i Pacyfiku (Chiny!) przy zmniejszeniu zaangażowania w Europie.
Niemcy oferują, że zastąpią Amerykanów w roli lidera NATO na Starym Kontynencie. Jak pisze we wstępie do wspomnianej strategii generał Carsten Breuer:
„Strategia wojskowa odzwierciedla ideę, według której jako największa gospodarka w Europie (...) Niemcy muszą objąć wiodącą rolę w NATO i zrobią to, również na szczeblu wojskowym (...)”.
Aby tak się stało, muszą posiadać odpowiednio potężne siły zbrojne. Wspomniana strategia wojskowa zakłada rozwój i zwiększenie liczebności Bundeswehry do co najmniej 460 tys. żołnierzy w ciągu 16 lat. I to ma być najsilniejsza konwencjonalna armia w Europie nie tylko pod względem liczebności, ale i uzbrojenia. W tym kontekście zwraca uwagę informacja z 18 kwietnia, że Departament Stanu USA zatwierdził potencjalną sprzedaż Niemcom zintegrowanego systemu zarządzania walką (ICS) do fregat F127 za 11,9 mld dolarów. To już kolejna sprzedaż uzbrojenia dla niemieckich okrętów. W ubiegłym roku zgodę wydano na zakup przez Berlin ponad 600 pocisków obrony powietrznej SM-6 i SM-2.
Pragmatyczny Merz, usłużny Tusk
Zresztą stosunek Trumpa do Niemiec nie jest już tak krytyczny, jak podczas pierwszej kadencji. Gdy niedawno portal Politico napisał, że w Białym Domu powstała lista „grzecznych i niegrzecznych” krajów NATO, Niemcy znalazły się w tej pierwszej grupie. Okazuje się, że w przeciwieństwie do Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii czy Włoch, Trump nie zaliczył Berlina do grupy wiarołomnych sojuszników sabotujących jego wysiłki w Zatoce Perskiej. Zresztą, jeszcze w grudniu ub.r. szef Pentagonu Pete Hegseth mówił, że „modelowi sojusznicy, którzy się mobilizują, tacy jak Izrael, Korea Południowa, Polska, w coraz większym stopniu Niemcy, kraje bałtyckie i inne będą cieszyły się naszymi specjalnymi względami”. Tak, również Niemcy.
Merz działa bardzo pragmatycznie w swej polityce wobec Trumpa – sam za mocno nie uderza, wypuszcza harcowników. Zarówno w sprawie NATO (Tusk), jak i wojny z Iranem (Macron, Sanchez). Gdy zaś okazało się, że USA wcale starcia z ajatollahami nie przegrywają, wręcz przeciwnie, kanclerz Niemiec szybko zapisał się do obozu zwycięzców. Powiedział, że jego kraj jest gotowy wnieść wkład w misję zapewniającą swobodę żeglugi w cieśninie Ormuz. Dodał, że pożądany byłby w niej także udział Stanów Zjednoczonych. Ciekawe, że zwykle krytyczna wobec USA prasa niemiecka tutaj – przynajmniej w części – zmieniła ton. Choćby „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który wzywa do jak najszybszego wysłania okrętów do Zatoki niezależnie od stanowiska Bundestagu.
Polska traci swoją szansę
Widać więc jasno, że Niemcy chcą przejąć kuratelę bezpieczeństwa nad Europą, niejako scedowaną na nich przez USA. Ale co z konkurentami? Cóż, Francja wyraźnie już dąży do swoistej autonomii w ramach euroatlantyckiego układu (Macron pójdzie drogą de Gaulle’a?). Wielka Brytania jest słaba. A Polska? Mogłoby się wydawać, że tak dobrej okazji do zdobycia statusu europejskiego mocarstwa i kluczowego sojusznika USA na kontynencie jeszcze nie było. Jeszcze jakiś czas temu mówiliśmy o rywalizacji z Rumunią, dziś rywalem są Niemcy. Zresztą w sferze gospodarczej też już w pewnym momencie deptaliśmy po piętach sąsiadowi zza Odry. Dziś widać, jak ważny dla Berlina był wynik wyborów w Polsce w 2023 roku. Gdy otwiera się możliwość uzyskania pozycji, jakiej jeszcze nie mieliśmy w relacjach z USA (co automatycznie przekłada się na status w samej Europie, w NATO, w UE i generalnie, nawet globalnie) dzięki tarciom między Trumpem a „starą Europą” i dyskusjom o zobowiązaniach sojuszniczych, premier rządu RP w czołowym światowym tytule prasowym atakuje Amerykę i, pośrednio, samo NATO. Chwilę wcześniej do Gdańska przylatuje Emmanuel Macron i rozmawia tylko z Donaldem Tuskiem. Co też punktów w oczach Amerykanów obecnie Polsce nie przysparza.
W momencie, gdy Niemcy zyskują zaufanie administracji Trumpa my – na własne (tzn. rządu) życzenie – rezygnujemy z wyścigu z Berlinem. Oddajemy walkowerem starcie, które może decydować o kształcie Europy nawet na kilka dekad. Tym bardziej tego szkoda, że odpadło nam właśnie dwoje konkurentów w staraniach o uprzywilejowane relacje z administracją Trumpa: Viktor Orban i Giorgia Meloni. Okno możliwości było dopiero co jeszcze szeroko otwarte. Szkoda, że Niemcy zamykają je – i to polskimi rękami.
Co to oznacza dla Polski
- Ryzyko marginalizacji w relacjach z USA. Jeśli Niemcy faktycznie umocnią swoją pozycję jako główny partner Waszyngtonu w Europie, Polska może stracić część swojej dotychczasowej roli kluczowego sojusznika na wschodniej flance NATO, zwłaszcza w obszarze politycznym i strategicznym.
- Zmiana układu sił w Europie i dominacja Niemiec. Wzmocnienie Niemiec jako lidera bezpieczeństwa w Europie może oznaczać przesunięcie ciężaru decyzyjnego z Europy Środkowo-Wschodniej na Zachód, co potencjalnie ograniczy wpływ Polski na kształt polityki obronnej i bezpieczeństwa regionu.
- Presja na redefinicję polityki zagranicznej. Polska może być zmuszona do bardziej aktywnego zabiegania o relacje z USA oraz budowania własnych koalicji regionalnych (np. w ramach NATO lub inicjatyw regionalnych), aby utrzymać swoją pozycję i znaczenie w nowym układzie geopolitycznym.
Komentarze
Ważne doniesienia z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat
Karol Nawrocki: Wyrażam solidarność z prezydentem USA

Ewakuacja w dwóch regionach Niemiec. Saperzy rozbroili bomby
Trump: niedoszły zamachowiec zostawił manifest, nienawidził chrześcijan

Atak w Waszyngtonie. Pojawiły się nowe informacje o sprawcy

