Szukaj
Konto

Doradca prezydenta dla Tysol.pl: KE chce, aby UE zastąpiła państwa członkowskie w NATO

Dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego
Źródło: EP | Autor: Laurie DIEFFEMBACQ | Licencja: European Union 2023 | Dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego
Zdaniem doradcy prezydenta ds. europejskich dr. Jacka Saryusz-Wolskiego Komisja Europejska stopniowo rozszerza swoją rolę w obszarze obronności, a docelowym kierunkiem może być – jak ocenia – zastąpienie państw członkowskich UE w NATO wspólną reprezentacją Unii. W rozmowie z Tysol.pl polityk mówi również o programie SAFE, pomysłach europejskiej armii, ograniczeniu prawa weta i rosnących kompetencjach instytucji UE.
Co musisz wiedzieć:
  • Jacek Saryusz-Wolski uważa, że Komisja Europejska stopniowo przejmuje kompetencje w obszarze obronności i może zmierzać do zastąpienia reprezentacji państw członkowskich wspólną rolą UE w NATO. To jego ocena, a nie oficjalnie deklarowany cel Komisji.
  • Oficjalna współpraca UE–NATO opiera się obecnie na zasadzie komplementarności oraz autonomii decyzyjnej obu organizacji.
  • NATO pozostaje organizacją państw: art. 10 Traktatu Północnoatlantyckiego przewiduje możliwość członkostwa dla „państwa europejskiego”, nie dla organizacji międzynarodowej takiej jak UE.

- Z jednej strony mamy wyszarpywanie kompetencji w dziedzinie obronności przez Komisję Europejską, z drugiej mamy umowy o partnerstwie między UE a NATO. Na ile w Pana ocenie istnieje obawa, że Komisja Europejska będzie chciała zastąpić państwa członkowskie w NATO samą Unią Europejską w tym Sojuszu?

Dr Jacek Saryusz-Wolski: Po pierwsze taki jest aktualnego kierownictwa Unii plan, żeby stworzyć alternatywę. Po drugie, to się ma nijak do tych wszystkich tekstów wspólnych natowsko-unijnych, gdzie UE mówi, że będzie szanowała rolę NATO jako organizacji powołanej do zapewnienia bezpieczeństwa. Z jednej strony mamy dokumenty i stanowiska, które mówią, że UE nie będzie wkraczała w obszar dzieła NATO, a z drugiej strony mamy taki pełzający proces wkraczania. Na razie on dotyczy przemysłów obronnych, ale pod pozorem tego wpływa się również na profil polityki obronnej. Powołano komisarza ds. obrony, chociaż tak naprawdę on jest komisarzem ds. przemysłu obronnego – samo nazywanie go komisarzem ds. obrony jest pewnym wyzwaniem, żeby nie powiedzieć prowokacją wobec tego ustalonego podziału ról.
Komisja Europejska idzie w tym kierunku wbrew znakomitej części państw członkowskich, które sobie nie życzą tego dublowania. Natomiast rzeczywiście UE, co może robić, to może – a do niedawna tego nie robiła – kierować środki i działania po to, żeby drogi były przejezdne dla wojska, żeby były mosty, przeprawy przez rzeki, żeby unijne przepisy nie utrudniały transportów wojsk w sytuacjach, które będą tego wymagały.

Także po części zajmuje się tym, czym powinna, ale ukrywa pod tym ambicje, których mieć nie powinna. One nie są w żaden sposób umocowane traktatowo. Art. 4 ust. 2 Traktatu mówi o wyłącznej kompetencji państw członkowskich jeśli chodzi o obronę. Mówi także o zakazie używania środków z budżetu UE na cele wojskowe, ale pod pozorem działań dotyczących gospodarczego aspektu, infrastrukturalnego aspektu spraw dotyczących obrony Komisja się rozpycha i jednak wchodzi w to.

Na razie NATO robi dobrą minę do złej gry i nie podnosi larum, ale ogląd spraw jest taki, jak mówię. KE co innego głosi, a co innego robi. A intencje polityczne są klarowne – mówi się o unii obrony. Sam program SAFE jest programem, który ingeruje w suwerenne decyzje państw członkowskich co do rodzajów i źródeł nabywania uzbrojenia i działa przeciwko kompatybilności uzbrojenia państw członkowskich z Unii z USA, czyli w ramach NATO. W jakimś sensie ingeruje w politykę zbrojeniową, która byłaby inna, gdyby nie podjęte decyzje w ramach SAFE.

- Czy należy się spodziewać, że Unia Europejska zastąpi państwa członkowskie w NATO?

Tak jak powiedziałem, taka jest intencja znaczących sił politycznych. Na razie to są podchody i próby ominięcia działań pośrednich. Należy się tego może nie tyle spodziewać, co obawiać i należy temu przeciwdziałać. A najnowsze działania, które się w tym tygodniu toczą, polegające po pierwsze na inicjatywie 11 państw członkowskich, w tym Francji, Niemiec, żeby zrezygnować z weta w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, i drugie – żeby zlikwidować względnie autonomiczną dyplomację europejską, Europejską Służbę Działań Zewnętrznych, to było przedmiotem wczorajszych rozmów w Dublinie na nieformalnym posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych. Także dzieją się rzeczy, które ilustrują tę tezę o rosnących apetytach i zamiarach Komisji Europejskiej, żeby stawać się organizacją obronną, a nie tylko tym, co przewidują traktaty i na co nie pozwalają, także drogami okrężnymi i metodą faktów dokonanych próbują zająć jak największe terytorium w tej materii.

- Co w Pana ocenie świadczy najbardziej o ukrytych intencjach KE w tym obszarze?

Elementem dowodzącym tych ukrywanych intencji jest marzenie o armii europejskiej, które się przewija w wielu pozycjach unijnych, w tym w projekcie traktatu, w przypisach jest propozycja Helmuta Scholza, żeby zastąpić armią europejską NATO. I to jest dokument przegłosowany przez parlament, więc to nie jest pomysł z sufitu. I Legion Europejski – to jest ta koncepcja, którą promuje już w trzech podejściach minister Sikorski, która nie jest jego własną. On promuje ideę wyposażenia Unii Europejskiej we własne siły zbrojne, które miałyby być embrionem czy początkiem armii europejskiej i można sądzić, że ci, którzy mają właśnie takie pomysły w UE – Niemcy i Francja, krótko mówiąc – chcą UE jako państwa, superpaństwa, czy quasi państwa, mającego ten atrybut, jakim są siły zbrojne, co jest sprzeczne z traktatami.

Tym niemniej próby przeprowadzenia tego trwają. One się komponują z tym, o czym mówiłem, czyli likwidacja służby dyplomatycznej, likwidacja weta i docelowo używanie siły zbrojnej, nie tylko instrumentów, które w polityce zagranicznej może stosować – mam na myśli pomoc rozwojową oraz handel – natomiast dysponować siłą zbrojną, która mogłaby być używana na zewnętrznych teatrach wojennych oraz – jeśli sięgnąć do Manifestu z Ventotene Spinellego, tam jest wprost mowa o tym, że powinno nie być armii narodowych, powinna być wspólna europejska armia. Można się tylko domyślać, że ona mogłaby dyscyplinować niepokorne byłe państwa członkowskie przekształcone w landy czy w regiony. Także to są kolejne klocki tej układanki i trwa proces pełzającego staczania w ten obszar, przyzwyczajania opinii publicznej do myśli, że Unia w tej materii coś może, chce i powinna móc robić, tak żeby nie było większych oporów, kiedy nadejdzie moment, w którym wszystko miałoby się ex lege materializować. Te wątki były wyraźne również w obradach niesławnej pamięci Konferencji na temat przyszłości Europy i przełożyły się one na to, co znalazło się w projekcie nowego traktatu, póki co zawieszonego nad państwami członkowskimi jak miecz Damoklesa. Natomiast elementy tego pomysłu są konsekwentnie, otwarcie wdrażane i mamy do czynienia właśnie z tym przypadkiem. Legion Europejski jest próbą na mniejszą skalę, projektem pilotażowym wyposażenia UE w armię europejską, na co nie ma zgody państw członkowskich i co jest niedozwolone przez traktaty.

Kontekst

Oficjalne dokumenty UE i NATO określają rozwój europejskich zdolności obronnych jako komplementarny wobec NATO. UE rozwija jednocześnie wspólne instrumenty dotyczące przemysłu obronnego, zakupów uzbrojenia i mobilności wojskowej. Część przywoływanych przez Saryusz-Wolskiego koncepcji, takich jak głębsza unia obronna czy ograniczenie jednomyślności, ma charakter projektów politycznych lub propozycji zmian, a nie obowiązującego obecnie modelu.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.09.2026 18:04
Źródło: Tysol.pl