Szukaj
Konto

Sławomir Jastrzębowski: Żeby tylko Sierzputowski nie został sędzią!

Sławomir Jastrzębowski: Żeby tylko Sierzputowski nie został sędzią!
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Sławomir Jastrzębowski
Mamy to! Mamy wreszcie w Polsce jak w najnikczemniej poniżających człowieka dystopiach prawdziwe sądy myśli i sędziów myśli. Mamy wreszcie Orwella smak nad Wisłą (choć akurat nad Odrą). Łańcuchowcy w togach wdzierają się już do głów oskarżonych i po rozglądnięciu się wyrokują: „Wiemy, wiemy, nicponiu, co naprawdę chciałeś powiedzieć i co pomyślałeś. Będziemy cię sądzić nie za to, co powiedziałeś, ale za to, co miałeś na myśli, a co miałeś, to sobie sami wymyślimy i ogłosimy, albowiem możemy, a poza tym bezkarni jesteśmy. I co nam zrobisz?”.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przekonuje, że prawomocne skazanie mężczyzny za okrzyk „Nie bać Tuska!” oznacza, iż sąd przypisał mu intencje i znaczenie, których nie wyraził wprost.
  • Zdaniem autora wyrok jest przykładem upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości.
  • Autor ostrzega, że akceptacja takiego sposobu orzekania prowadzi do „sądów myśli”.

Ale po kolei. Otóż pan Krzysztof z Wrocławia w roku 2024 protestował (bo niby w demokracji człowiek może, ale w demokracji Donalda Tuska to już niekoniecznie) przed powodziowym sztabem kryzysowym między innymi z powodu niewpuszczenia na obrady sztabu telewizji Republika. No, bo ci z Republiki to nie chcą uprawiać prorządowej propagandy, więc zawsze z nimi problemy. Oczywiście prawo zabrania niewpuszczania jednych mediów, kiedy się wpuszcza inne, ale mówimy tu o kraju rządzonym jeszcze przez Tuska, więc nie rozwinę wątku. No i pan Krzysztof krzyczał w formie protestu odważnie: „Nie bać Tuska!”.

Okrzyk jak okrzyk, zachęcający do odwagi właśnie, do sprzeciwu przeciw premierowi łamiącemu prawo, kłamiącemu patologicznie i tak dalej. Żadnego znieważenia ani wulgaryzmu tu nie ma, bo nie ma, gdyż nie ma. Ale, ale! O tym, czy jest znieważenie z wulgaryzmem, decydują policja, prokuratura, a wreszcie sąd myśli, który przedostanie się niczym w Orwellu przez czaszkę delikwenta i się tam będzie rozglądał. Pochwycili więc policjanty pana Krzysztofa i w myśl starego bezczelnego numeru próbowali przypisać mu także napaść na funkcjonariuszy. Na cząstkowe szczęście obywatela z interwencji nagrano filmik, na którym widać, jak na Bogu ducha winnego pana Krzysztofa rzuca się funkcjonariuszy sfora i obala go.

Napaść tym razem nie przeszła, ale łańcuchowcy w togach zaczęli kombinować i wykombinowali. Otóż ludzie, którzy są zatrudnieni jako sędziowie, stwierdzili, że co prawda pan Krzysztof krzyczał: „Nie bać Tuska!”, ale oni wymyślili, że chciał krzyczeć: „Je**ć Tuska!”, a to już zniewaga, oj, jaka to jest zniewaga… Jaka? Jeśli „Nie bać Tuska” jest zniewagą, to jest to zniewaga powszechna, wykrzykiwana na marszach, w mediach, skandowana i śpiewana powszechnie na opozycyjnych zgromadzeniach. Skazać trzeba by miliony, ale, ale… Po takiej sądowej protezie rozumowania łańcuchowcy w togach ustalili w totalnej opozycji do wolności słowa, gwarantowanej przez art. 54 Konstytucji: 

„1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich opinii oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”,

że jak się nie boisz, to zniewaga.

 

Z czym ci się ta chusteczka kojarzy?

Czyli uporządkujmy, sędziowie wzięli i uznali sobie, że ten okrzyk, chociaż sam w sobie wulgarny oczywiście nie jest, to jednak sędziom wziął i się skojarzył wulgarnie. I tu jest pewien problem: bo czy wykrzykujący hasło jest odpowiedzialny za to, jak to hasło się komuś skojarzy? No nie, nie jesteśmy panami cudzych skojarzeń, jesteśmy panami wypowiadanych przez nas słów. Nie ma żadnej możliwości udowodnienia, że pan Krzysztof chciał znieważyć i poniżyć, chociaż może chciał, a może nie chciał. Korzystał z wolności słowa, ale w dyktaturach wolność słowa nie istnieje. To znaczy istnieje, owszem, ale nie dla wszystkich.

Teraz wróćmy do skojarzeń naszych łańcuchowców. Bo – czysto teoretycznie – jeśli na przykład rzeknę: „Deszcz pada już kilka godzin”, albo „Mam za ciasne buty”, a sędzia się temu przypatrzy wnikliwie i powie w prawomocnym wyroku, bo nadmieńmy, że za „Nie bać Tuska”, choć cuchnie to białoruskim i ruskim standardem, pan Krzysztof został prawomocnie skazany, więc sędzia powie: „Ty, Jastrzębowski, niby tu o deszczu i butach, ale my wiemy dokładnie, że chciałeś ubliżyć naszemu słońcu Donaldowi Tuskowi. Nam się tu jednoznacznie skojarzyło, że ty wulgarnie naprawdę myślałeś o naszym skarbie europejskim”. 

Niemożliwe? A były takie przypadki opisane choćby w literaturze polskiej – z „Pięknych dwudziestoletnich” Marka Hłaski dowiedzieliśmy się nazbyt wiele o skojarzeniach. Pozwolą Państwo, że posłużę się przykładem:

„Szkoła. Nauczyciel bada stopień inteligencji swoich uczniów. Wyjmuje z kieszeni białą chusteczkę.

Nauczyciel: – Kowalski – z czym ci się ta chusteczka kojarzy?

Kowalski: – Z dymem ognisk i mgłami.

Nauczyciel: – Dlaczego?

Kowalski: – Bo jesienią mam zawsze katar, a mgły i dymy z pastuszych ognisk widzimy najczęściej jesienią.

Nauczyciel: – Doskonale, Kowalski. Masz przed sobą przyszłość. Siadaj.

(do następnego) – Rappaport. Z czym ci się ta chusteczka kojarzy?

Rappaport: – Z wakacjami.

Nauczyciel: – Dlaczego?

Rappaport: – Bo kiedy wyjeżdżam na obóz młodzieży katolickiej, to mama zawsze stoi na peronie i powiewa mi chusteczką.

Nauczyciel: – Doskonale, Rappaport. Masz przed sobą przyszłość. (do następnego) – Sierzputowski – z czym ci się ta chusteczka kojarzy?

Z ostatniej ławki podnosi się ponury olbrzym. Pryszczaty. Widać, że mimo najszczerszych wysiłków woli nie udaje mu się przerobić jednej klasy w terminie krótszym jak trzy lata. Kamera najeżdża na twarz Sierzputowskiego.

Close up. Widać olbrzymi wysiłek myśli malujący się na twarzy nieszczęsnego olbrzyma.

Sierzputowski: (bełkoce ku ogólnemu zadowoleniu) – Z dupą, panie profesorze.

Close up to the teacher.

Nauczyciel: – Z dupą? Chusteczka? Dlaczego?

Close up to Sierzputowski.

Sierzputowski: (zwycięsko) – Bo mnie się wszystko z dupą kojarzy”.

– Sądy przestały być już władzą wymierzającą sprawiedliwość, a stały się władzą polityczną zabezpieczającą określony kierunek ideowo-polityczny. Takim „zbrojnym ramieniem” liberalno-lewicowych sił politycznych

– powiedział niedawno mecenas Bartosz Lewandowski.

[

Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.07.2026 19:42
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 28/2026, oprac. Ludwik Pęzioł