O co, tak naprawdę, chodzi w polsko-niemieckiej umowie dot. obronności

- Polsko-niemiecka umowa obronna wielokrotnie odwołuje się do wschodniej flanki NATO, obejmując m.in. infrastrukturę, logistykę, dostawy paliwa, inżynierię wojskową i działania air policing.
- Autor uważa, że rzeczywistą stawką dokumentu może być nie tylko współpraca Polski i Niemiec, ale również przyszły układ sił na wschodniej flance NATO i rola Berlina w regionalnej architekturze bezpieczeństwa.
- Zdaniem autora umowę należy analizować w kontekście amerykańskiego przeglądu obecności wojskowej w Europie oraz możliwej rywalizacji Polski i Niemiec o znaczenie w systemie bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej.
Ale co, jeśli w tej umowie w ogóle nie o to chodzi? I co, jeśli osoby piszące jej tekst celowo wpisały tam tę deklarację, aby odwrócić uwagę od czegoś o wiele bardziej istotnego i jednocześnie o wiele bardziej niebezpiecznego z perspektywy polskiej racji stanu?
Arthur Schopenhauer, urodzony pod koniec XVIII wieku w Gdańsku niemiecki filozof, w wydanym po raz pierwszy już po jego śmierci dziele „Eristische Dialektik” opisuje cały katalog chwytów erystycznych służących uzyskaniu przewagi w sporze. Szczególną uwagę proponuję zwrócić na chwyt, który można określić łacińskim mutatio controversiae, czyli zmianą przedmiotu sporu. Mechanizm ten jest zbliżony do znanego również w socjotechnice red herring, czyli po polsku fałszywego tropu. Do konwersacji celowo wprowadza się argument – najlepiej budzący emocje – który ma przyciągnąć uwagę i jednocześnie odciągnąć ją od tego, co naprawdę ważne.
Strona przygotowująca pierwszą wersję ma przewagę
Treść polsko-niemieckiej umowy w dziedzinie obronności, zgodnie z deklaracją podsumowującą 17. polsko-niemieckie konsultacje międzyrządowe, które odbyły się pod koniec 2025 roku w Berlinie, uzgadniał specjalny zespół złożony z przedstawicieli polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej i niemieckiego Bundesministerium der Verteidigung. Składu tego zespołu nigdy nie poznaliśmy – podobnie zresztą jak zapewne nie poznalibyśmy pełnej treści samej umowy, gdyby nie niemieckie przywiązanie do formalizmu i biurokracji.
Nie jest tajemnicą, że w obrocie prawnym, biznesowym czy dyplomatycznym, strona przygotowująca pierwszą wersję dokumentu uzyskuje naturalną przewagę. Zapisy, które proponuje, są oczywiście przedmiotem negocjacji i rozmów, jednak stanowią naturalny punkt odniesienia w dyskusjach. Przy kolejnej lekturze omawianej umowy mam nieodparte wrażenie, że jej pierwsza wersja powstała raczej przy ul. Clausa hrabiego Schenka von Stauffenberga w Berlinie niż przy Alejach Niepodległości w Warszawie.
Kilka śladów
Skąd takie przypuszczenie? Śladów jest kilka, ale moją uwagę zwróciły przede wszystkim dwa. Pierwszy to przywołana wcześniej kwestia zaplecza logistycznego dla 45. Brygady Pancernej Bundeswehry formowanej na Litwie. Drugi jest jednak o wiele ciekawszy – są to bowiem zapisy dotyczące wschodniej flanki NATO, obecne w różnych miejscach omawianej umowy. I właśnie na tej drugiej kwestii chciałbym skupić uwagę szanownych Czytelników.
- Otóż przy ponownej i bardzo uważnej lekturze umowy zauważyłem ciekawą rzecz. O ile niemiecka brygada na Litwie pojawia się w niej raz, to wschodnia flanka NATO pojawia się w niej wprost aż siedem razy, w sześciu różnych przepisach i obszarach współpracy.
- Najpierw mamy deklarację wspólnej odpowiedzialności i wspólnych działań na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO (art. 3 ust. 3), następnie deklarację wspólnych inwestycji w infrastrukturę o szerokim przeznaczeniu w celu jej wzmocnienia (art. 3 ust. 8) i potwierdzenie znaczenia łańcuchów dostaw paliwa NATO na jej potrzeby (art. 3 ust. 9). Potem mamy intencję zacieśnienia współpracy w zakresie inżynierii wojskowej (art. 4 ust. 2 pkt 4) i działania typu air policing na wschodniej flance NATO (art. 4 ust. 2 pkt 11). I wreszcie na koniec deklarację współpracy w zakresie logistyki i wsparcia logistycznego nie tylko dla Wojska Polskiego czy Bundeswehry, ale szerzej dla sił sojuszniczych działających na wschodniej flance NATO (art. 6 ust. 10).
- Sześć różnych zapisów, dotyczących sześciu różnych elementów – wszystkie jednak powielające bezpośrednie odniesienie do jednej kwestii: wschodniej flanki NATO.
- Dodatkowo dokument zawiera bardzo ogólną deklarację, że współpraca polsko-niemiecka w dziedzinie zdolności obronnych ma potencjał, aby stać się filarem bezpieczeństwa regionalnego oraz współpracy przemysłowej w Europie Środkowej i Wschodniej (art. 6 ust. 1).
O co, tak naprawdę, chodzi w umowie?
Parafrazując stare powiedzenie – jeśli coś chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka, to jest kaczką – można odnieść wrażenie, że jeśli umowa zawiera bezpośrednie odniesienia do wschodniej flanki NATO w aż sześciu przepisach, a dodatkowo deklarację tworzenia filaru bezpieczeństwa regionalnego w Europie Środkowej i Wschodniej, może wcale nie chodzi w niej wyłącznie o polsko-niemiecką współpracę obronną? A przynajmniej – może nie tylko o to?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba odłożyć na bok samą umowę i spojrzeć szerzej na kwestię zmieniającej się architektury bezpieczeństwa, przede wszystkim w Europie. Z tego punktu widzenia – przyjmując tezę, że rzeczywistą stawką tej umowy jest również przyszły układ sił na wschodniej flance NATO – nie sposób analizować jej w oderwaniu od państwa, które od ponad siedemdziesięciu lat pozostaje najważniejszym zewnętrznym gwarantem bezpieczeństwa Europy – Stanów Zjednoczonych.
Niemcy - Stany Zjednoczone
Wielu ekspertów i analityków, w tym również niżej podpisany, od dłuższego czasu zwraca uwagę, że świat w trzeciej dekadzie XXI wieku znacząco odbiega od świata zimnowojennego. Ten oczywisty truizm stanowi jednak punkt wyjścia do argumentu, że o ile w czasach zimnej wojny istniało logiczne uzasadnienie zwiększonej obecności wojsk Stanów Zjednoczonych w Niemczech, które przecinała Żelazna Kurtyna, to obecnie ta linia podziału przesunęła się daleko na wschód i przebiega na wschodniej granicy Polski, a szerzej – wzdłuż wschodniej granicy NATO. Logicznym zatem byłoby, aby ta zmiana znalazła odzwierciedlenie w decyzjach Amerykanów o przesunięciu środka ciężkości swojej stałej obecności w Europie bardziej na wschód.
Powyższe jest jednym z kluczowych argumentów przywoływanych przez ekspertów patrzących na bezpieczeństwo Polski przez pryzmat silnych relacji transatlantyckich, ale również polskiego obozu konserwatywnego, ze szczególnym uwzględnieniem Pałacu Prezydenckiego prezydenta Karola Nawrockiego. Jest on o tyle istotny, że aktualnie Amerykanie prowadzą przegląd swojej europejskiej obecności wojskowej (force posture review in Europe) i właśnie teraz waży się przyszły kształt tej obecności. A jest to również obszar, w którym interesy Polski i Niemiec bynajmniej nie są tożsame.
Deklaratywne dystansowanie się Niemiec od aktualnej administracji amerykańskiej i budowa narracji o „europejskiej autonomii strategicznej” to jedno. Praktyka działania rządu kanclerza Merza, bliskie i intensywne relacje w Waszyngtonie oraz rozbudowana sieć niemieckich wpływów i kontaktów w Waszyngtonie, służąca zachowaniu szczególnej roli Niemiec w amerykańskiej architekturze bezpieczeństwa to drugie. Nie miejmy złudzeń – przesunięcie politycznego i wojskowego środka ciężkości amerykańskiej obecności z Niemiec do Polski nie jest neutralne z punktu widzenia Berlina.
Niemcy działają metodycznie
A w jaki sposób najlepiej – a przede wszystkim najmądrzej – się temu przeciwstawić? Tutaj dochodzimy do fundamentów niemieckiej polityki, która – w odróżnieniu od polityki polskiej – nie tylko jest do bólu pragmatyczna, ale przede wszystkim przemyślana, konsekwentna i prowadzona równolegle na wielu płaszczyznach.
Tam, gdzie Polska zwyczajowo podnosi larum, głośno ostrzegając przed ryzykiem, Niemcy działają spokojnie, metodycznie, a przede wszystkim z dala od blasku fleszy. Nie muszą mówić głośno, że ich celem jest odgrywanie większej – czy nawet wiodącej – roli na wschodniej flance NATO.
Wystarczy, że budują swoją fizyczną obecność, formując brygadę pancerną na Litwie, że angażują się coraz bardziej w budowę regionalnej infrastruktury i logistyki, że rozwijają współpracę wojskową we wszystkich domenach. A następnie podpisują z Polską umowę, która nie tylko sankcjonuje to wszystko w duchu dobrosąsiedzkiej współpracy, ale jeszcze mówi wprost o budowaniu „filaru bezpieczeństwa regionalnego” wspólnie przez Polskę i Niemcy.
Kto będzie dominującą siłą na wschodniej flance NATO?
Ktoś z Państwa może w tym miejscu powiedzieć, że to nadinterpretacja, doszukiwanie się niemieckiego planu tam, gdzie jest tylko opis dobrej współpracy dwóch sojuszników czy rzekome szukanie dziury w całym. Jednak nim Państwo to zrobią, mam prośbę. Zróbcie krok wstecz, oceńcie krytycznie to, co dzieje się aktualnie na świecie, a zwłaszcza wokół nas, i sprawdźcie, czy deklaracja premiera Tuska o tym, że nikt go w Europie nie ogra, była wyrazem faktycznej siły politycznej, czy raczej pobożnym życzeniem.
A wracając do Arthura Schopenhauera – być może faktycznie ten słynny niemiecki filozof pozwala nam głębiej zerknąć w niemiecką duszę i lepiej zrozumieć tę umowę? Podczas gdy my, a przede wszystkim media, koncentrujemy się na kwestiach kosztów, logistyki, a przede wszystkim wspierania Bundeswehry – podążając za czerwonym śledziem – właściwy spór dotyczy czegoś zupełnie innego? Może wcale nie chodzi o to, kto komu będzie wystawiał fakturę, ale o to, kto będzie dominującą siłą i głównym rozgrywającym na wschodniej flance NATO?
[Sebastian Meitz - ekspert Instytutu Sobieskiego. Menedżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorach regulowanych - w tym obronnym i lotniczym. Jako członek zarządów spółek Skarbu Państwa odpowiadał m.in. za obszary strategii, bezpieczeństwa i innowacji. Wcześniej zdobywał doświadczenie w międzynarodowych firmach doradczych, łącząc je z pracą akademicką w Polsce i Niemczech]
[Lead, sekcje "Co musisz wiedzieć" i FAQ, a także śródtytuły od Redakcji]
Pamiętacie Państwo podpisaną 17 czerwca polsko-niemiecką umowę o współpracy w zakresie obronności, której tekstu próżno szukać na polskich stronach rządowych? 😎
— Sebastian Meitz (@MeitzPL) August 3, 2026
Otóż klasycznie. Aby dowiedzieć się, co robi koalicja 13 grudnia, trzeba czytać… niemieckie źródła.
Trudno… pic.twitter.com/QrGlrEz5eZ




