Jan Wróbel: Zbrodnie folwarcznego zarządzania

- Raport NIK opisuje poważne nieprawidłowości w zarządzaniu Instytutem Badań Edukacyjnych.
- W tekście wskazano na „folwarczny” model zarządzania instytucją publiczną, niezależnie od władzy.
- Autor podkreśla, że tego typu diagnoza nie pasuje do dominujących narracji politycznych.
Wittenberg i Mikołajczyk śledzą kłopoty Instytutu już od dłuższego czasu i na dodatek są dziennikarzami, a nie funkcjonariuszami ministerstwa polaryzacji i hejtu, artykuł czyta się zatem bardzo dobrze. Pomaga też w przyswajaniu treści, że instytutowe „zbrodnie” nie były, powiedzmy, praniem brudnych pieniędzy czy innego rodzaju przestępstwem. Chodzi o sposób zarządzania przez środowisko polityków dużą i bogatą instytucją publiczną. Jakoś przywykliśmy do tego, że państwowe instytucje stanowią przechodni prezent. Wchodząc do podarowanej „firmy”, politycy powtarzają za Barackiem Obamą: „Yes, we can”. I robią, co chcą. Bo mogą.
Podczas lektury pomyślałem sobie, że autorzy napisali artykuł nikomu do niczego niepotrzebny. Cóż, wynika z niego, że „zbrodnie” folwarcznego zarządzania popełniano w czasach PiS... i także w czasach PO (KO). No i kto ma to niby czytać? Tzw. normalny polski czytelnik treści politycznych szuka w mediach potwierdzenia swojej wizji świata. Całe PiS kradnie. A bardzo proszę. Donald Tusk – agent Niemiec. A, świetnie. Jednak ktoś, kto problem widzi w zbiorowym, nawykowym i bezceremonialnym lekceważeniu dobrych zasad, jest nikomu niepotrzebnym reliktem z epoki Ludzi Przyzwoitych.
Za Przemysława Czarnka konkursy na stanowiska w IBE „prowadzono nierzetelnie” (no, kto by pomyślał?). Flagowy projekt ministra „Laboratoria Przyszłości” pozyskał ponad 30 mln złotych z naruszeniem prawa („ówczesny dyrektor instytutu dr hab. Robert Ptaszek złożył wniosek o środki, zanim w ogóle weszły w życie przepisy pozwalające IBE na ich otrzymanie”). Rachunkowość prowadzono bez poszanowania procedur. Etc.
I kiedy czytelnik, przecież już przedtem wiedzący, jakim potworem jest PiS, umocnił się w przekonaniu, że rozumie świat, natrafia na opis działań Instytutu za nowej władzy:
„Dwa tygodnie po tym, jak stery w rządzie przejęła nowa koalicja [...] rozwiązano umowę na projekt Portal edukacja.gov.pl. – Nie ma tu nic, co moglibyśmy przejąć, czym moglibyśmy się pochwalić – mówiła w lutym 2024 r. podczas konferencji prasowej wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer [...]. Jednak decyzja o jego zamknięciu była pochopna, bo najpierw odebrano pieniądze i doprowadzono do zwolnienia programistów, a dopiero później zlecono audyt prac. Kiedy więc przyszło do kontroli, nie było już kogo zapytać. Zdaniem NIK zmarnowano w ten sposób co najmniej 18,7 mln zł”.
Programiści nie byli jedynymi zwolnionymi. Z 445 pracowników instytutu w ciągu dwóch lat zwolniono ponad sto osób. Następnie ponad 100 zatrudniono.
I tam oto mamy analizę zjawiska, a nie potępienie PiS albo KO. Przepraszam, ale komu to potrzebne?
[Sekcja "co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
Komentarze
Kanał Zero TV nie nadaje. Czy KRRiT może cofnąć koncesję?

Jakub Wojewódzki i samobój medialnej potęgi









