Ekspert: Układy zbiorowe warunkiem przy zamówieniach publicznych

- Wypowiedzenie układu zbiorowego oznacza ryzyko utraty świadczeń przez tysiące pracowników zbrojeniówki.
- „Solidarność” chce uzależnienia unijnych pieniędzy na zbrojenia od przestrzegania praw pracowniczych.
- Związkowiec ostrzega przed chińskimi autami i krytykuje polski projekt elektryka oraz Zielony Ład.
Marcin Krzeszowiec (Tygodnik Solidarność): Trzy miesiące temu pracodawcy wypowiedzieli Ponadzakładowy Układ Zbiorowy Pracy dla sektora przemysłu obronnego i lotniczego. Co to oznacza dla pracowników, którzy na co dzień zajmują się produkcją amunicji, materiałów wybuchowych, wyrzutni rakiet czy armatohaubic dla polskiej armii?
Grzegorz Pietrzykowski: Układ przestanie obowiązywać w listopadzie, bo teraz trwa półroczny okres wypowiedzenia. Jakie będą tego konsekwencje dla pracowników? Znikną na przykład przepisy mówiące o nagrodach jubileuszowych, odprawach emerytalnych czy dodatkowych dniach urlopu wynikających z charakteru produkcji. Znikną też dodatki do wynagrodzenia i świadczenia związane z pracą, ochroną warunków pracy i wiele innych. Warto dodać, że postanowienia układu, które stały się warunkami umów o pracę, obowiązują nadal po rozwiązaniu układu. Aby obniżyć pensje lub pogorszyć warunki pracy po wygaśnięciu układu, pracodawca musi wręczyć pracownikom indywidualne wypowiedzenia zmieniające. To skomplikowany proces, który będzie dotyczył tysięcy pracowników. Dlatego też wysłaliśmy pismo do Głównego Inspektoratu Pracy, żeby przyjrzał się temu tematowi i przejął nadzór nad całym tym przedsięwzięciem.
– Kontaktowaliście się z pracodawcami, by nakłonić ich do zmiany decyzji? Może dostaliście jakąś odpowiedź od Polskiej Grupy Zbrojeniowej?
– Napisaliśmy do pracodawców niedługo po wypowiedzeniu PUZP, ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Niebawem wyślemy jeszcze jedno pismo, w którym poinformujemy o wsparciu, jakie w tej sprawie otrzymaliśmy zza granicy. Naszym celem nie jest eskalacja, ale jeżeli przedsiębiorcy nadal nie będą chcieli rozmawiać, to niestety będziemy do tego zmuszeni. Teraz nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa Związku Pracodawców Przedsiębiorstw Przemysłu Obronnego i Lotniczego. Mamy więc do czynienia z zupełnie nową osobą i liczymy na to, że nowy prezes podejmie z nami dialog.
Skutki interwencji
– A zwracaliście się zarówno o pomoc, jak i wyjaśnienia do Ministerstwa Aktywów Państwowych czy resortu pracy? Spółki objęte układem należą również do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
– Tak, ale ministerstwa umywają ręce. Ministerstwo Aktywów Państwowych odpisało nam, że nie jest stroną układu i że w zasadzie nie widzi problemu. Natomiast Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej życzy nam jak najlepiej, ale też nam nie pomoże.
– Przeciwko wypowiedzeniu PUZP zaprotestowała europejska federacja związkowa industriAll Europe, która zwróciła się w tej sprawie do Komisji Europejskiej, a także wysłała pisma do europosłów. Są już jakieś efekty tej interwencji – czy to ze strony rządu, czy ze strony przedsiębiorców?
– Te interwencje zostały podjęte przez industriAll Europe na naszą prośbę. Federacja wyraziła stanowisko, z którym się w pełni zgadzamy, że pieniądze publiczne powinny być wydawane pod rygorem prowadzenia przez przedsiębiorców negocjacji zbiorowych i szczególnego traktowania praw pracowniczych. Na zbrojenia idą pieniądze publiczne, a część z nich pochodzi z unijnego programu SAFE, dlatego tym bardziej powinny one być obwarowane takimi wymogami. Na ten moment czekamy na efekty międzynarodowego wsparcia. Posiedzenie Komitetu ds. sektora obronnego zaplanowane jest na jesień, więc musimy poczekać do tego czasu.
Polska na szarym końcu
– Rząd przyjął ustawę, która ma wspierać rozwój układów zbiorowych w Polsce – nowe przepisy obowiązują od grudnia. Widzicie, żeby od tego czasu coś zmieniło się na lepsze?
– Moim zdaniem zmieniło się na gorsze, bo układy zbiorowe w Polsce są wypowiadane. Ten Ponadzakładowy Układ Zbiorowy Pracy w przemyśle obronnym i lotniczym był w ogóle jednym z nielicznych w naszym kraju, dlatego jesteśmy zwolennikami takich rozwiązań, które zastosowano w przypadku reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Powinien być ustalony kamień milowy i jeżeli Polska chciałby otrzymać unijne pieniądze z programu SAFE, to powinna spełnić warunki dotyczące układów zbiorowych pracy. Jeżeli ich nie spełnia, to powinna być blokada i tyle.
Nasz kraj jest na szarym końcu, jeśli chodzi o pokrycie układami zbiorowymi pracy, i państwo nie robi absolutnie nic, aby to zmienić. Wszystkie kraje Unii Europejskiej nas pod tym względem wyprzedziły. Rząd powinien wspierać negocjacje zbiorowe, a tymczasem – jak mówiłem wcześniej – ministerstwa umywają ręce i mówią nam: „Dogadajcie się sami z pracodawcami”. Tak być nie może.
Elektromobilność to przyszłość?
– Z racji tego, że jest Pan także przewodniczącym Sekcji Motoryzacji NSZZ „S”, chciałbym zapytać również o ten sektor. Coraz częściej widujemy na polskich drogach chińskie marki samochodów. To znak, że niedługo czekają nas masowe zwolnienia w zakładach motoryzacyjnych na terenie Polski?
– Na terenie naszego kraju mamy przede wszystkim fabryki samochodów dostawczych. Osobówek produkujemy mniej. Czy czekają nas zwolnienia? Tak nagle do tego nie dojdzie, ale statystyki nie wróżą nic dobrego. Jeszcze dwa lata temu chińskie samochody stanowiły jakieś 2–3 procent sprzedawanych w Polsce aut. W zeszłym roku było to 8 procent, a w tym roku wszystko wskazuje na to, że będzie to aż 16 procent. Rynek jest dynamiczny, a jakość tych chińskich samochodów wydaje się dla konsumentów wystarczająca.
Z tego powodu na poziomie unijnym powstają regulacje, które mają temu zaradzić. Mówię tu o zaprezentowanym w tym roku przez Komisję Europejską akcie w sprawie przyspieszenia rozwoju przemysłu (Industrial Accelerator Act), który ma sprawić, że więcej produktów będzie „made in Europe”. W przypadku samochodów, szczególnie tych kupowanych przez instytucje publiczne bądź też przy wsparciu środków publicznych, Komisja zaproponowała, żeby takie auta były produkowane w większości z komponentów pochodzących z UE. Mowa jest o progu wynoszącym co najmniej 70 procent. Ale to może nie wystarczyć, bo nie zapominajmy, że Chiny otwierają fabryki również w Europie – na Węgrzech czy w Hiszpanii. W dłuższej perspektywie faktycznie jest się czym martwić.
– A czy Pana zdaniem elektromobilność to przyszłość? Polska planuje niedługo zbudować własnego elektryka we współpracy z Tajwańczykami. Trzyma Pan kciuki za ten projekt?
– Gdy kilka lat temu przechodziłem przez korytarze ministerstwa i pytałem o „polskie electromobility”, to wszyscy pukali się w głowę. Życzę oczywiście temu projektowi jak najlepiej, ale jeśli to ma się udać, to przecież nie wystarczy, że auto będzie miało polską markę. Liczy się przede wszystkim sprzedaż, a na rynku jest obecnie duża konkurencja, jest nadproduktywność, fabryki mają dużo wolnych mocy przerobowych. Jestem więc sceptyczny.
Moim zdaniem koncepcja polskiego samochodu elektrycznego to bardziej polityczny PR, a nie realne działanie. Electromobility najpierw ogłosił rząd Mateusza Morawieckiego, ale nic się z tym nie działo przez wiele lat. Teraz to samo zrobił Donald Tusk i też nie widać żadnych efektów. Ten temat wałkowany jest od co najmniej 10–15 lat, jak nie dłużej, i dzisiaj nie mamy nic poza wyciętym lasem pod fabrykę w Jaworznie.
Referendum
– Skoro mowa o bezemisyjnym transporcie, to Senat po raz kolejny odrzucił prezydencki wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Uważa Pan, że gdyby kiedyś doszło do takiego głosowania, to Polacy byliby „za” Zielonym Ładem czy „przeciw” niemu?
– Polacy byliby „przeciw”, bo obostrzenia wynikające z polityki Zielonego Ładu biją bezpośrednio po kieszeniach obywateli. System ETS2 spowoduje wzrost cen paliw, a w budownictwie wzrost kosztów ogrzewania – praktycznie w każdej dziedzinie życia ceny pójdą w górę. W referendum ludzie na pewno opowiedzieliby się jednoznacznie za odrzuceniem tego rodzaju rozwiązań i dlatego rząd robi, co może, aby do tego nie dopuścić i nie narazić się rządom tych krajów, które lansowały ten projekt, a dziś wspierają rządy Tuska. One doskonale wiedzą, jaki byłby wynik głosowania.
BIO:
Grzegorz Pietrzykowski – przewodniczący Krajowego Sekretariatu Metalowców NSZZ „Solidarność”, szef Krajowej Sekcji Przemysłu Motoryzacyjnego NSZZ „S”, członek Komitetu Wykonawczego industriAll Europe.
Komentarze
Piotr Duda: Tak wygląda strach ludzi władzy przed głosem obywateli

Senat odrzucił prezydencki wniosek o przeprowadzenie referendum ws. polityki klimatycznej UE

Polski przemysł obronny i lotniczy bez PUZP? Szefowa industriAll Europe napisała do europosłów

22 państwa UE wydały wspólny apel ws. imigracji. Pod listem podpisał się Tusk

Śledztwo w TSUE. Prywatne interesy sędziów pod lupą







