Szukaj
Konto

Jan Wróbel: Ręce lekarzy i polityków

Jan Wróbel: Ręce lekarzy i polityków
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Jan Wróbel
Ogłoszenie z triumfem przez Rafała Trzaskowskiego, że zmienił się skład Rady Nadzorczej stołecznego Szpitala Południowego, budzi szereg refleksji i złośliwości. Skupmy się na refleksjach.
Co musisz wiedzieć:
  • Tekst argumentuje, że zastępowanie działaczy partyjnych osobami formalnie bezpartyjnymi nie eliminuje wpływu polityki.
  • Autor przekonuje, że problemem nie jest samo członkostwo w partiach politycznych, lecz nadużycia i brak kontroli, również medialnej.

Nie jest bardzo logiczne publiczne wyrażanie radości, że w nowej Radzie nie będzie „osób powiązanych z ugrupowaniem politycznym”. Przecież tym ugrupowaniem nie jest wrogi Trzaskowskiemu PiS, ale KO... Wiceprzewodniczący KO triumfuje, że usunął z Rady przedstawicieli własnej partii (w tym wiceprezydenta Warszawy). I teraz dopiero „ma to dać gwarancje bezstronności i uważności” etc. Komunikat zatem do narodu poszedł taki: nasi nie są gwarancją uczciwości, a dopiero ich brak.

Gdyby tak jeszcze PO szła po władzę z hasłem: „Obsadzimy, co się da, swoimi ludźmi, by było jak za PiS albo gorzej”, dałoby się machnąć ręką na – jak mawia się uczenie – zgrzyt w komunikacji. Pamiętamy wszelako, że było w 2023 roku inaczej. Głos oddany na partię Donalda Tuska miał być oddany na Polskę uczciwą, transparentną, ceniącą profesjonalizm, gardzącą kolesiostwem. Podobnie było w wyborach prezydenckich. W tym przypadku gwarantem jasnego oblicza nowej Polski był Rafał Trzaskowski. Co dzisiaj brzmi już bardziej jak złośliwość niż refleksja.

 

Drążąc jednak dalej, czy w ogóle sama zasada mianowania „osób bezstronnych” zamiast osób związanych z partiami jest warta zachwytu? Opakowanie prezentu jest piękne, ale w środku pudełka znajdziemy pustkę. Nowych, bezstronnych i profesjonalnych członków Rady Nadzorczej po staremu mianuje układ partyjny. Jak pewnie mogą się czuć specjaliści nieumocowani w partii, wiedzący, że w gruncie rzeczy ich los nie jest uzależniony od kompetencji, lecz – po dawnemu – od układu politycznego. W niczym nie wzmacnia członka Rady Nadzorczej fakt, że nie ma do tego układu wejścia. Przeciwnie.

Nawiasem mówiąc, napuszczanie opinii publicznej na partie polityczne samo w sobie jest błędem. Nie istnieje żadna reguła wskazująca, że jak partyjny, to zależny, a jak bezpartyjny, to niezależny. Nie istnieje też inna reguła: jak ktoś należy do partii, to jest mało kompetentny, a jak nie należy, to bardzo. W ogóle powinniśmy zachęcać do obywatelskiego uczestniczenia w życiu politycznym, a już szczególnie do zapisywania się do partii. Bo są one podwaliną demokracji parlamentarnej. Jeżeli usychają albo cieszą się powszechnym... brakiem szacunku, demokracja długo nie pociągnie.

Pod wpływem fali emocji wywołanej wykryciem nadużyć z udziałem radnego KO i jego partyjnych wspólników uważamy partie za klub wyznający zasadę „ręka rękę myje” (notabene u lekarzy to akurat zasada fundamentalna, zwłaszcza przed operacją). Otóż jest z tym rękami różnie w różnych środowiskach, bo chyba żadne nie składa się głównie ze świętych. Póki istnieją niezależne media, możemy przynajmniej od czasu do czasu złapać kogoś za rękę.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.07.2026 21:29
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 26/2026, oprac. Ludwik Pęzioł