Cezary Krysztopa: Los pacjenta bez legitymacji Koalicji Obywatelskiej

- Autor opisuje codzienność na oddziale ortopedycznym.
- Mimo niedogodności personel medyczny jest przedstawiony życzliwie.
- Tekst kończy się ironiczną aluzją polityczną.
Kolegów z sali i spoza niej na szczęście mam w porządku. Większość ludzi jest tu raczej starsza ode mnie, choć i ja przecież już młodzieniaszkiem nie jestem. Udaje nam się na tych kilku metrach kwadratowych dogadywać. Mamy wyznaczone pory pryszniców, negocjujmy, które mecze oglądamy, dzielimy się „skarbami” żywnościowymi i jakoś nam się udaje uniknąć kłótni. Jak się okazuje, da się to zrobić. Przynajmniej na razie.
Z tymi „skarbami” to nie są żarty. Czarne legendy na temat szpitalnego jedzenia nie są przesadzone, a przynajmniej nie w naszym szpitalu. Najwięcej dostajemy chleba. Całe stosy, chyba nikt tego nie przejada. Na śniadanie do chleba mamy np. trzy cienkie plasterki jakiejś mortadeli plus „wkładkę witaminową” np. w postaci kawałka ogórka. Na kolację – podobnie. Na obiad, pamiętam, bodaj w poniedziałek, ucieszyliśmy się, bo zobaczyliśmy, że oprócz cienkiego gulaszu z żołądków na kaszy leży duży pulpet. Nasza radość trwała jednak krótko, ponieważ po chwili okazało się, że to nie pulpet, tylko na kaszy leżała duża kulka z kaszy polana sosem. To chyba był taki żart.
Szału nie ma
Telewizja jest na monety. 1 godzina – 4 PLN, 5 godzin – 8 PLN. Problem w tym, że akurat na monety, ludzie mają tu raczej problem z chodzeniem, a w okolicy nikt nie chce rozmieniać pieniędzy. Tak więc monety są tu dość cenną walutą, cenniejszą, niż wynikałoby z ich nominalnej wartości. Czasem, żeby obejrzeć jakiś mecz, robimy peregrynację po oddziale, żeby zebrać odpowiednią sumę. Co by się stało, gdyby te czarodziejskie skrzyneczki włączające telewizor, były na kartę?
Żeby było jasne, jest jak jest, ale nie jest to pretensja do personelu. Są różni, jak to ludzie, niektóre panie są sympatyczniejsze, inne mniej, ale z każdą da się dogadać. Salowe usiłują sprawiać wrażenie „groźnych”, ale załatwią to, o co się je poprosi, a panie pielęgniarki wprawdzie wpadają zmierzyć ciśnienie o nieludzkich godzinach, ale starają się nas przy tym nie budzić. Ogólnie, szału nie ma. Podobnie jak klimatyzacji. Nie wiemy już, czy jak jest gorąco, okna otwierać, bo robi się przeciąg, czy zamykać, żeby nie wpadało rozgrzane powietrze. Roleta spada z okna. Musimy wtedy czekać, aż nam młodszy, wysoki kolega z sali obok założy. Ale da się wytrzymać, o ile kiedyś od tego przeciągu nie wyrwie nam drzwi z futryną.
Taki los pacjenta bez legitymacji Koalicji Obywatelskiej. Na saloniki VIP nie ma co liczyć.
[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Radna KO potwierdza odbiór pieniędzy dla migrantów. Publikujemy dokument i jej wyjaśnienia

„Wiesz, kim ja jestem?” Kierwiński reaguje na nagranie z radnym KO

Szpital Południowy wydał komunikat. Koordynator prosektorium zwolniony

Afera niewybaczalna

Zapytali posła KO o publiczną ochronę zdrowia. „Mnie stać”







