Szukaj
Konto

Land Ukraina. Pęknięcie sojuszu z Polską?

Land Ukraina. Pęknięcie sojuszu z Polską?
Źródło: tysol.pl | Autor: Proj. L. P. | Licencja: Tygodnik Solidarność | Zelenski, Merz
Ukraina w pierwszych tygodniach wojny nie schodziła z ust i klawiatur Polaków. Gniew na rosyjskich agresorów, szacunek dla walczących i współczucie dla ofiar były emocjami dominującymi nie tylko w przekazie medialnym, lecz także w oddolnym internetowym dyskursie. Później nastroje zaczęły się zmieniać, na co przełożyło się wiele szczegółów w naszej wzajemnej relacji. Przełom czerwca i maja przyniósł najpoważniejszy chyba kryzys na linii Warszawa – Kijów. Aby zrozumieć, co się stało, trzeba przyjrzeć się uważnie, w jakim kierunku idzie dzisiejsza Ukraina, a przede wszystkim, gdzie jest i dokąd zmierza prezydent Wołodymyr Zełenski.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor twierdzi, że po początkowym okresie solidarności relacje polsko-ukraińskie zaczęły się pogarszać.
  • Według tekstu Wołodymyr Zełenski mierzy się z narastającymi problemami wewnętrznymi.
  • Autor uważa, że ukraińskie elity coraz częściej łączą prounijny kurs z nacjonalistyczną polityką historyczną.

Nie chcę poświęcać tego tekstu na tworzenie kroniki kolejnych nieporozumień. Warto jednak przypomnieć sobie kilka momentów, które kładły się cieniem na pozornie znakomitej, wręcz braterskiej relacji, która rozbudziła w niektórych nadzieję na bliższe partnerstwo, przyszłą współpracę w ramach UE i stworzenie mocnej alternatywy wobec niemieckiej dominacji w Europie.

Jeszcze przed pełnowymiarową agresją ze strony Rosji Ukraińcy blokowali część kolejowego tranzytu do Polski, a podobne informacje powtarzały się również w kolejnych latach, co dla wielu osób było sporym zaskoczeniem. Poza tym jednym aspektem nasze relacje wydawały się przecież bez zarzutu, a Polska ofiarowała sąsiadom bezprzykładne wsparcie, przekazując im swoje zasoby militarne, a zarazem przyjmując w gościnę setki uchodźców wojennych, którzy otrzymywali daleko idące wsparcie od państwa.

Jednak już drugi rok wojny pokazał, że warszawskie rachuby były mocno na wyrost. Ukraina dosłownie zalała nasz rynek zbożem i innymi produktami rolnymi, uzyskując zielone światło od Unii Europejskiej. Ten żywnościowy blitzkrieg porównać można do umowy z Mercosur. Polscy rolnicy zderzyli się z falą dostaw zbóż i plonów rolnych wyhodowanych tańszym kosztem i poza unijną biurokracją. Elity próbowały tłumić wszelką krytykę, odwołując się do prostego moralnego szantażu – miało przecież chodzić o wspieranie walczącej Ukrainy. Faktu, że tamtejsza produkcja rolna skupiona była już wówczas w rękach kilku latyfundystów, z których prawie żaden nie był Ukraińcem, media przesadnie nie eksponowały. Zyskiwali więc nie ukraińscy chłopi, a biznesmeni z krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim z Niemiec, rzadziej – z USA. Polscy rolnicy tracili tymczasem pieniądze i zaufanie do władz, które były w stanie w pełni poradzić sobie z tym problemem. Co jednak istotne, kryzys zbiegł się ze zmianą w relacjach Ukrainy i Niemiec.

 

Ambasador służbista

Początkowo w trójkącie Kijów – Warszawa – Berlin to Niemcom przypadła rola czarnego charakteru. To przecież oni nie wysyłali żadnej znaczącej pomocy, równocześnie przypisując sobie największe zasługi. To oni mówili ambasadorowi Ukrainy, że jego państwo podda się w ciągu trzech dni. I to dopiero mocne wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego w Berlinie wpłynęło na pewną poprawę sytuacji. Niestety, Niemcy na Ukrainie zagrali tak, jak wcześniej w Polsce, w pewnym stopniu kupując sobie życzliwość elit. Ważne jest i to, że Ukraińcy wciąż bardzo mocno idealizują Unię Europejską, do której klucz w ich odczuciu trzymają nasi zachodni sąsiedzi. Jak mówił mi w 2024 roku dziennikarz Jakub Maciejewski, Ukraińcy wierzą, że

„po wejściu kraju do Unii przychodzą nowi urzędnicy z walizkami pieniędzy”.

Elita władzy potrzebuje jakiegokolwiek sukcesu, a Niemcy sukces ten obiecują, tworząc wrażenie, że Ukraina jest już jedną nogą w Unii. Jak mówił Maciejewski, Berlin obietnicą wprowadzenia naszego wschodniego sąsiada do UE rozbił bank.

Jednak w tym samym nie byłoby jeszcze dla nas niczego złego, gdyby nie pewna koincydencja, którą zauważył mój rozmówca. Maciejewski zauważył bowiem, że gdy w lipcu 2023 roku ambasadorem Niemiec na Ukrainie został mocno związany ze służbami Martin Jäger, kolejne wrogie wobec Polski wypowiedzi ukraińskich polityków następowały zaraz po ich spotkaniach z dyplomatą. O tym, że Jäger jest facetem do konkretnej roboty, świadczy fakt, że z Ukrainy trafił na stanowisko szefa BND, czyli Federalnej Służby Wywiadu. Tymczasem kryzys zbożowy bardzo źle wpłynął na zaufanie rolników, stanowiących stały elektorat PiS, na zaufanie tej grupy do władzy i przyczynił się do utraty części głosów w wyborach 2023 roku.

 

Polska zapłaci

Latem 2024 roku pojawiły się nowe koncepcje dotyczące przyszłości Ukrainy – a może raczej kilka wcześniej niedopowiedzianych spraw zaczęło wyglądać dużo jaśniej, o czym pisaliśmy już na łamach „TS”. W wielkim skrócie z okruchów deklaracji polityków unijnych, ukraińskich, niemieckich i polskich wyłaniał się następujący obraz. Ukraina po zakończeniu wojny miałaby uzyskać specjalny dostęp do rynku UE. Międzynarodowy, głównie przeżywający kryzys kapitał niemiecki, miałby tam lokować swoją produkcję, korzystając z braku unijnych obostrzeń w najbliższym geograficznie sąsiedztwie Unii. Polska w tym układzie padłaby ofiarą nieuczciwej konkurencji, co więcej sama przyczyniłaby się do pogorszenia własnej sytuacji. Jak bowiem ogłaszał wówczas Paweł Kowal, nasz kraj, sam poddany wszystkim rygorom ETS i cierpiący z powodu wysokich cen energii, miałby eksportować na Ukrainę tani i zwolniony z unijnego haraczu prąd.

W tym samym czasie na polski rynek kolejowy zaczął wchodzić ukraiński przewoźnik Ukrainian Railways Cargo Poland mający obsługiwać tranzyt towarów między Ukraina a Europą Zachodnią. Późniejsze unijne działania, w tym zapowiadane umowy o handlu artykułami rolnymi, zaczynają potwierdzać te formułowane dwa lata temu między innymi przez Rafała Ziemkiewicza obawy. Kolejne niepokojące dane na temat złej sytuacji gospodarki Niemiec (ostatnio potwierdzone choćby pozornie pozytywną informacją, że po raz pierwszy od wielu lat nasz sąsiad rok do roku wygenerował mniej odpadów) każą obawiać się, że Berlin jak zwykle będzie próbował przerzucać koszty swego kryzysu na inne państwa, drenując zasoby i siłę roboczą Ukrainy i osłabiając gospodarkę Polski.

Trzeba tu dość brutalnie zauważyć, że model rozwojowy RFN jest gospodarczym odpowiednikiem rosyjskiego imperializmu. Dawne Niemcy Zachodnie po 1989 roku wydrenowały dawne NRD – mało zdajemy sobie w Polsce sprawę z tego, że zjednoczenie Niemiec w wielu aspektach było tak naprawdę wrogim przejęciem komunistycznych landów. Później nasz żarłoczny sąsiad wzbogacił się na rozszerzeniu Unii na wschód i poszerzeniu strefy euro, a także na kryzysie w Grecji. Dziś zerka na Ukrainę i z opisanych powyżej przyczyn spotyka się to z ciepłą reakcją tamtejszych polityków.

 

Szukając ratunku

Prezydentura Wołodymyra Zełenskiego formalnie powinna dobiec końca już dwa lata temu. Ponieważ jednak przeprowadzenie wyborów na terenie całego kraju jest wciąż niemożliwe, Zełenski przedłuża swoją kadencję. W połączeniu z kolejnymi skandalami korupcyjnymi w najbliższym otoczeniu prezydenta powoduje to narastające zniecierpliwienie jego rodaków. Jak mówi często jeżdżący na Ukrainę z pomocą humanitarną Adam Zawadzki, ludzie, z którymi rozmawia we wciąż niepokojonych przez Rosjan miejscowościach, Zełenskim znużeni są tak samo jak wojną. Afery dotyczą spraw wrażliwych, takich jak energetyka czy zakupy broni dla armii.

Latem 2025 r. NABU ujawniło dużą aferę dotyczącą zakupów dronów i sprzętu walki elektronicznej dla wojska. Wśród podejrzanych znaleźli się m.in. deputowany do parlamentu, były gubernator obwodu ługańskiego, dowódcy wojskowi i przedstawiciele firm zbrojeniowych. Śledczy twierdzą, że kontrakty były zawierane po zawyżonych cenach, a prowizje miały sięgać nawet 30% wartości umów. Jeszcze większe polityczne reperkusje wywołała sprawa dotycząca państwowego koncernu energetycznego Energoatom. Według NABU grupa powiązana z wysokimi urzędnikami miała wymuszać łapówki od wykonawców realizujących kontrakty dla spółki. Mechanizm polegał na pobieraniu swoistego „myta” za wypłatę należnych pieniędzy z kontraktów.

W maju 2026 r. NABU poinformowało o działaniach wobec byłego szefa kancelarii prezydenta, Andrija Jermaka. Śledczy badają wątek prania pieniędzy poprzez luksusowe inwestycje mieszkaniowe pod Kijowem. Według mediów część nieruchomości miała być powiązana z ludźmi z otoczenia najwyższych władz państwowych. Jermak, przez lata uważany za osobę numer dwa po prezydencie, odrzuca oskarżenia, jednak jego problemy są wizerunkowo w dużym stopniu problemami samego Zełenskiego. Choć on sam nie usłyszał żadnych zarzutów, kolejne doniesienia uderzają w wizerunek polityka, który obejmował władzę pod hasłami walki z korupcją i zerwania z ukraińską oligarchią.

 

Liderzy banderyzmu

Dla części opinii publicznej szczególnie niebezpieczne jest nie tyle samo istnienie śledztw, ile fakt, że ich bohaterami stają się osoby od lat kojarzone z najbliższym kręgiem prezydenta. W efekcie narasta przekonanie, że wojna nie wyeliminowała patologii ukraińskiego systemu politycznego, a jedynie przesunęła je w nowe obszary związane z zamówieniami publicznymi, sektorem energetycznym i dystrybucją zagranicznej pomocy. Wszystko to sprawia, że ukraiński przywódca szuka dla siebie zarówno nowych narracji na użytek krajowy, jak i ewentualnych dróg dla przyszłej kariery międzynarodowej. Efektem poszukiwania nowej opowieści staje się coraz śmielsze podpinanie się pod zafałszowaną pamięć historyczną o liderach banderyzmu, choćby kosztem wizerunku państwa za granicą.

Jednak nadanie dywizji imienia Bohaterów UPA, które tak poruszyło naszą opinię publiczną, jest tylko jednym z szeregu podobnych wydarzeń i upamiętnień. W marcu w obwodzie lwowskim zorganizowano oficjalne uroczystości z okazji 76. rocznicy śmierci Romana Szuchewycza, głównodowodzącego UPA, trwa też odbudowa poświęconego mu muzeum, uszkodzonego wcześniej w ataku dronowym. Jak mówi Zawadzki, prezydentowi dziś pali się grunt pod nogami. Czy wliczył w koszt ratowania swego wizerunku tak ostrą reakcję polskiej opinii publicznej i prezydenta Karola Nawrockiego? Być może uznał po prostu, że ma ważniejsze sprawy na głowie, choć trudno teraz powiedzieć, czy wywołanie sporu z Polską przysporzy mu popularności poza środowiskami nacjonalistycznymi i czy te ostatnie dadzą się nabrać na ten narodowy zwrot prounijnego liberała.

 

Śladami Tuska

Historia zna wiele przypadków, gdy wczorajszy bohater stawał się dla tłumu wrogiem numer jeden. O ile oddawanie gospodarki pod zewnętrzne władanie może pozostać jeszcze jakiś czas niezauważone, zwłaszcza jeśli nie przełoży się na pogorszenie jakości życia, o tyle afery korupcyjne są problemem, który może doprowadzić do utraty władzy. Zwłaszcza że badania opinii pokazują, że Zełenski ma groźnego rywala w postaci byłego szefa armii, dziś ambasadora w Wielkiej Brytanii Wałerija Załużnego, który nie kojarzy się ludziom z aferami i cieszy się wyraźnie większym zaufaniem. Inni konkurenci, tacy jak Witalij Kliczko czy Petro Poroszenko w starciu z obecnym liderem nie mają szans, jeśli jednak ambasador wkroczy do gry, wszystko może się zmienić.

W nowej sytuacji Wołodymyr Zełenski może potrzebować nowej pracy, a być może również immunitetu. Czy z pomocą – jak Donaldowi Tuskowi – przyjdą mu wtedy Niemcy w zamian za uczynienie z Ukrainy czegoś na kształt nowych Prus Wschodnich? Jest to całkiem możliwe. Friedrich Merz proponuje, by przed pełną akcesją Ukraina uzyskała przy UE nieznany traktatom status państwa stowarzyszonego. Według niektórych opinii elementem takiego rozwiązania mogłoby być przyznanie temu państwu miejsc w europarlamencie, a być może również stanowiska unijnego komisarza. Czy można wyobrazić sobie lepszą polityczną emeryturę, zwłaszcza w połączeniu ze statusem idola, celebryty, bojownika i bohatera?

Po kilku latach romantyzowania Ukrainy przez dużą część polskiej opinii publicznej sam jej prezydent przychodzi do nas z kubłem zimnej wody. Elity Ukrainy skupione wokół Zełenskiego tkwią w korupcyjnej, postsowieckiej mentalności, dla której ideową przykrywką ma być prounijny liberalizm, wymieszany na użytek krajowy z nacjonalizmem. Niestety, wrogim również wobec Polski. Z tym ostatnim bagażem Ukraińcom może być trudno wkroczyć do Europy. Na razie widać już, że na tej drodze zamierzają ominąć Polskę.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.06.2026 21:10
Źródło: Tygodnik Solidarność 24/2026, oprac. Ludwik Pęzioł