Marcin Bąk: Komu brak oręża – marna tego dola!
Tak to Przemysław Gintrowski ujął w rymy jedną z ważnych myśli Nicolo Machiavellego. Świat byłby wspaniały, gdyby ludzie odnosili się do siebie uprzejmie, nie kradli, nie kłamali, gdyby nie było wojen. Ale tak nie jest. Przemoc i wojny towarzyszą nam stale i będą towarzyszyć chyba jeszcze długo. Broń jest narzędziem przemocy ale i obrony.
Krwawa lekcja z Wołynia
W ostatnich tygodniach wiele się mówi i pisze na temat Rzezi Wołyńskiej, tydzień temu wspominaliśmy jeden z najtragiczniejszych epizodów wołyńskiej historii czyli Krwawą Niedzielę. Tragedia naszych rodaków na Wołyniu i Podolu polegała na tym, że polskie wsie i przysiółki rozrzucone były w morzu ukraińskiej czerni. Wcześniejsze represje ze strony sowietów, prowadzone z rozmysłem, rozbiły i osierociły polską społeczność. NKWD wyaresztowało znaczną cześć ziemian, dawnych urzędników państwowych, działaczy społecznych i samorządowych, księży, słowem wszystkich tych, którzy mogli się stać w trudnych chwilach naturalnymi liderami społeczności. Dodatkowym problemem, bardzo bolesnym, był brak broni. „Bohaterowie z UPA” mieli więc ułatwione zadanie. Przychodzili nocą jak po swoje, otaczali śpiącą, bezbronną wieś i mordowali okrutnie ludzi niezdolnych do stawiania oporu – kobiety dzieci, nieuzbrojonych chłopów. Tragedia dotknęła prawdopodobnie około stu tysięcy Polaków, choć dokładnej liczby ofiar ludobójstwa nie poznamy nigdy. I raz jeszcze trzeba podkreślić – jedną z przyczyn dużej skali tej tragedii był brak broni za pomocą której można było stawiać opór napastnikom.
Na drugim niejako biegunie tego zjawiska znajdowały się polskie placówki samoobrony i większe, umocnione wsie, których mieszkańcy postanowili stawiać opór mordercom. Zadanie jakie przed nimi stanęło było wyjątkowo trudne. Polskie wsie rozrzucone wśród nieprzychylnych, ukraińskich sąsiadów, brak łączności, brak broni. Początkowo samorzutnie tworzące się oddziały stróżujące w polskich wsiach uzbrajały się w najprostszą broń białą, jak w poprzednich stuleciach – kosy, improwizowane piki, siekiery. Lepsza nawet taka prymitywna broń, niż żadna. Pozyskiwano ogromnym wysiłkiem broń palną z różnych źródeł – zbieraną z pobojowisk broń radziecką i niemiecką, czasem nawet polską z 1939 roku. Dokonywano zakupów u żołnierzy niemieckich i węgierskich, którzy przemieszczali się przez Wołyń. Wreszcie – zdobywano ją na wrogu, kosztem własnych strat. Ludzie, którzy mieli jakiekolwiek doświadczenie wojskowe, stawali się od razu instruktorami i dowódcami. Przedwojenni podoficerowie Wojska Polskiego, którym udało się uniknąć sowieckich aresztowań i deportacji, stawali na czele kilkusetosobowych oddziałów samoobrony i kierowali nimi podczas heroicznych walk w obronie ludności polskiej. Najbardziej charakterystyczną i najlepiej opisaną jest w naszej literaturze obrona Przebraża. Choć kulminacją walk wokół tej swoistej twierdzy polskiej otoczonej morzem ukraińskiej nienawiści był koniec sierpnia 1943 roku i zwycięska bitwa obronna, to starcia trwały już wcześniej, w lipcu . Mieszkańcy Przebraża i okolicznych osad zdołali się zorganizować i uzbroić. Ich arsenał sam w sobie był niezwykły. Znalazły się tam karabiny pochodzące z różnych źródeł, broń maszynowa kupowana za duże pieniądze i zbierana z pobojowisk. Znalazły się nawet dwa działka 45 mm wymontowane z wraków sowieckich czołgów i umieszczone na prymitywnych lawetach. Nie dla wszystkich starczyło broni palnej, więc ostatni odwód, przeznaczony do desperackiej obrony w razie przerwania przez wroga linii umocnień, stanowił oddział kosynierów. Zaprawieni w bojach z niemowlętami i kobietami „Bohaterowie UPA”, którzy próbowali w końcu sierpnia 1943 roku zdobyć i wymordować polską twierdzę, połamali sobie na niej zęby.
Warto się zbroić
Jakie wnioski płyną dla nas z tragedii Wołynia i mężnej obrony Przebraża? Dokładnie takie, jak w cytowanym fragmencie Gintrowskiego. Potrzebujemy broni. Nie tylko tej znajdującej się w posiadaniu służb państwowych, wojska, policji, różnych straży i agencji. Obywatele powinni mieć broń w swoim prywatnym posiadaniu. Broń nie daje gwarancji obronienia siebie i bliskich ale znacznie zwiększa nasze szanse. Podnosi też poprzeczkę potencjalnemu napastnikowi, który wiedząc, że ma do czynienia z ludźmi uzbrojonymi, będzie mniej chętny do działania. Jasne, że przy pomocy prywatnej broni nie zatrzyma się kolumny zmechanizowanej regularnej armii ale już wobec band maruderów czy czegoś na kształt jakiś „Bohaterów UPA” taka broń jak najbardziej ma sens. Broń sama nie walczy jednak. Nie wystarczy odbyć kurs strzelecki, zakupić broń i trzymać ją w szafie pancernej. Trzeba umieć jej skutecznie użyć, strzelać w miarę regularnie, przynajmniej w trybie sportowym, statycznie do tarczy. Dobrze jest też przejść jakiś kurs strzelania bojowego, choćby ograniczonego do dynamicznego dobywania i strzelania z broni krótkiej w trybie samoobronnym. Nawet broń biała, jeśli ma być skuteczna, powinna być naostrzona a ręka która nią włada – wyćwiczona.
Jeszcze nie tak dawno Polska uchodziła za najbardziej rozbrojony, najbardziej bezradny kraj w Europie. Na szczęście to się zmienia, zmienia się świadomość naszych rodaków. Powstaje coraz więcej miejsc, gdzie można przejść odpowiednie szkolenia i zaopatrzyć się w legalną broń, coraz więcej Polaków z tego korzysta. Do czego zresztą i ja Państwa zachęcam.
Komentarze
Ruszyły obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa OUN i UPA. W sobotę udział prezydenta

Co Kosiniak-Kamysz obiecał Kijowowi? Zaskakujące informacje ukraińskich mediów

"Przypomnę Wam co mój dziadek robił z Wami na Wołyniu". Ujawniono szokujące nagranie

Zajączkowska-Hernik trafiła na ukraińską listę „wrogów”. „Nie cofnę się ani o krok”

Gambit ukraiński

