Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: AfD idzie po władzę

Alice Weidel, Tino Chrupalla. AfD
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT | Licencja: ChatGPT | Alice Weidel, Tino Chrupalla. AfD
Moi Wspaniali Czytelnicy, jako osoby głęboko zainteresowane życiem publicznym doskonale znają frazę żarliwe artykułowaną ustami nadwiślańskich polityków w okresie poprzedzającym każdą elekcję, głoszącą że: „Będą to najważniejsze wybory po 1989 roku!”, nieprawdaż?
Co musisz wiedzieć:
  • AfD liczy na zwycięstwo w wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt zaplanowanych na 6 września 2026 r., a według przywoływanych w tekście sondaży jej poparcie może sięgać około 40 proc.
  • Kandydat AfD Ulrich Siegmund zapowiada zaostrzenie polityki migracyjnej, w tym zwiększenie liczby ośrodków detencyjnych i wprowadzenie obowiązku pracy dla osób ubiegających się o azyl.
  • Autor felietonu ocenia, że ewentualne przejęcie władzy przez AfD w landzie mogłoby wzmocnić partię w skali całych Niemiec, m.in. przez wpływ na Bundesrat i dalszą polaryzację sceny politycznej.

 

Cóż, ja osobiście – będąc człekiem wrednym i cynicznym – dodam od siebie, że plebiscyty owe były, są i pozostaną najbardziej istotne dla samych tak ględzących działaczy, bowiem zapewniają im beztroski oraz dostani byt i to przez całe dekady. Niniejszy felieton nie jest jednak poświęcony przywarom naszych rodzimych oficjeli, bowiem chciałbym ukazać w nim, jak liberalne elity Starego Kontynentu – przez swoją dezynwolturę i brak merytorycznego przygotowania do sprawowania rządów – same wynoszą na tron partie o zabarwieniu „brunatnym”. Naturalnie, rzecz będzie o zaodrzańskich sąsiadach, którzy dziś – ciężko wystraszeni – bredzą o „najważniejszych wyborach po 1989 roku”, bowiem już 6 września 2026 roku Saksonia-Anhalt może zostać przejęta, za pomocą kartki wyborczej, przez radykalną Alternatywę dla Niemiec (AfD).

 

Podatny grunt dla Alternatywy

Teutońskie landy wschodnie, te tknięte materią i duchem komunistycznej Niemieckiej Republiki Demokratyczniej, do dziś – mimo upływu ponad trzech i pół dekady od zjednoczenia państwa – są pod każdym względem gorsze do życia od pozostałej części kraju. To właśnie tam – wbrew temu, co wmawia się Polakom o rzekomej polskiej niezaradności – żyją, trawestując Adama Michnika i jego kamarylę: „najwięksi frustraci Europy, którzy absolutnie nie poradzili sobie w warunkach gospodarki rynkowej”. Dodajmy, że w tę część Niemiec wpompowano miliardy marek i euro, aby mogła ona doszlusować do cywilizowanych krajów Zachodu, ale – pomimo tego zastrzyku finansowego – Ossi wciąż powszechnie uważani są za obywateli drugiej kategorii.

Zgorzknienie, niespełnione nadzieje i aspiracje, pogłębiająca się pustka w portfelu oraz tęsknota za obiecanym dobrobytem znacznie zradykalizowały także mieszkańców dwumilionowego landu Saksonia-Anhalt, gdzie – według badań rządowych – poparcie dla AfD sięga już 40 proc. Przerażone elity berlińskie już dawno porzuciły rozważania o tym, czy radykałowie odniosą tam zwycięstwo, bowiem jest to pewne. Władze centralne frapuje jedynie zagadnienie, czy owa wygrana Alternatywy pozwoli jej stworzyć samodzielny rząd landowy, bowiem jeśli do tego dojdzie, wówczas zmieni się również układ sił w całych Niemczech.

 

Alternatywy spacerek po władzę

Ulrich Siegmund – rocznik 1990, główny kandydat Alternatywy w wyborach zaplanowanych w Saksonii-Anhalt na 6 września 2026 roku – już wie, że jego partia idzie po władzę w tym kraju związkowym. Kwestią sporną jest jedynie to, czy AfD weźmie landtag samodzielnie, zaraz po plebiscycie, czy dopiero po przedwczesnym upadku ewentualnej chwiejnej koalicji złożonej z chadeków, lewicowców i socjaldemokratów. Działacz ów, zapewne doskonale znając sondaże, 11 lipca 2026 roku wystąpił w Magdeburgu, gdzie ogłosił plan AfD na pierwsze miesiące rządów. Wiecie Państwo, jakie zagadnienie otworzyło przemowę młodego polityka? Otóż, jest to zwiększenie liczby ośrodków detencyjnych dla migrantów oraz wprowadzenie obowiązku pracy dla osób ubiegających się o azyl. Kiedy wyczytałem powyższe obietnice w zaodrzańskiej prasie, wówczas pojawiły w mojej głowie myśli błądzące wokół słowa „Konzentrationslager” oraz frazy „Arbeit macht frei”.

Oczywiście, nie było mnie w ową sobotę w stolicy landu, ale mogę się domyślać, że panująca tam atmosfera oscylowała wokół klimatu piwiarni Bürgerbräukeller, z jesieni roku 1923. Dlaczego w tekście skupiam się na kwestii imigranckiej? Dlatego, że jest to w tej chwili największa bolączka Niemiec, na obietnicy zażegania której – w sposób radykalny i brutalny – Alternatywa chce zbudować swoje samodzielne zwycięstwo. Co dzieje się w głowach przeciętnego pracującego Petera i Helgi, jeśli aż 40 proc. z nich jest skłonne oddać władzę ludziom jawnie obiecującym tak skrajne rozwiązania? Napomknę też, że zwycięstwo w landzie będzie wyłomem, jakiego AfD dokona w wyższej izbie parlamentu centralnego – Bundesracie – gdyż, zgodnie z ordynacją, czterech jej członków zostanie mianowanych do jego składu. A to już poważna zaliczka przed walką o rządy w całym państwie.

 

Infantylni i bezradni mentalni liberałowie

Tak, doskonale wiem, że Niemcami rządzą chadecy wespół z socjaldemokratami, ale nikt mnie nie przekona, iż liderzy owych ugrupowań mają cokolwiek wspólnego z korzeniami, z których wywodzą się ich partie. Degrengolada ekonomicznej jakości życia, oszalały pęd do wyniesienia na piedestały wszelakiego rodzaju mniejszości, obłąkańcze idee ekologiczne oraz niekontrolowane sprowadzanie milionów śniadolicych mężczyzn z Azji i Afryki nie mają nic wspólnego ze katolicką nauką społeczną czy personalizmem filozoficznym. Elity znad Sprewy zatraciły swoją sprawczość niemalże całkowicie, bowiem dziś – kiedy mentalni neonaziści sięgają po władzę – nie są one w stanie im się przeciwstawić w żaden sposób. Jakby tego było mało, Friedrich Merz – niczym małpa gałęzi – uczepił się pomysłu podniesienia wieku emerytalnego, co prawie na pewno wzmocni AfD także poza landami wschodnimi. Można prorokować, że wygrana Alternatywy w Saksonii-Anhaltcie, wejście jej przedstawicieli do Bundesratu i wydłużenie czasu pracy dla przeciętnego Niemca stworzą klimat do kolejnych przedwczesnych wyborów za Odrą, a wtedy całą pulę zgarną tam „brunatni”.

A co będzie dalej? Dalej będzie plan „ostatecznego rozwiązania kwestii imigranckiej”, a resztę już znamy z historii 1. połowy XX wieku. Co możemy zrobić, aby zapobiec nieszczęściu? Odsunąć Tuska od władzy w przyszłym roku, a potem skomponować rząd, który zacznie Polskę zbroić na potęgę tak, aby zniechęcać kogokolwiek do napaści na nas.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 17 lipca 2026 r.

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.07.2026 21:32
Źródło: Tysol.pl