Ukraiński koń trojański

- Zdaniem autorki brak precyzyjnej kontroli nad migracją z Ukrainy oraz skala udzielonego wsparcia mogą w przyszłości rodzić poważne konsekwencje społeczne i polityczne.
- Autorka twierdzi, że Polska w imię solidarności z Ukrainą zbyt łatwo oddała przestrzeń w kulturze, mediach i instytucjach publicznych.
- Tekst wskazuje, że relacje polsko-ukraińskie wymagają większego realizmu.
Jeszcze trochę danych
W czerwcu br. „Rzeczpospolita”, opierając się na wyliczeniach Eurostatu, podała dokładniejszą informację: status ochrony czasowej posiada już 971 255 obywateli Ukrainy, co oznacza, że w ciągu miesiąca (między kwietniem a majem) przybyło ich 10 tys. Zdecydowana większość traktuje RP jako kraj docelowy i zakorzenia się tu na stałe. Za to Natalija Panczenko, liderka ukraińskiej diaspory w Polsce, aktywistka społeczna (w 2024 r. odznaczona Orderem „Za zasługi” III klasy), oblicza polską obecność rodaków na… ok. 4 mln. Niejako potwierdzeniem tego szacunku są obserwacje Serhija Nagorniaka, ukraińskiego deputowanego (z partii Sługa Ludu), który po licznych pobytach w Polsce stwierdził, że Warszawa i Kijów różnią się jedynie… brakiem światła i ciepła. Zauważył, że w taksówkach, restauracjach, barach, sklepach – wszędzie pracują młodzi Ukraińcy.
Najbardziej martwi go to, że w ten sposób jego kraj pozbył się młodych sił, a po wojnie ojczyzna będzie ich potrzebować. Zresztą, teraz też są potrzebne, zwłaszcza młodzi mężczyźni w wieku 18–22 lat. Te pięć roczników najmłodszych pełnoletnich Ukraińców wyraźnie widać i słychać na polskich ulicach. Tylko od sierpnia do listopada 2025 r. wjechało do Polski ponad 121 tys. ukraińskich młodych ludzi we wskazanym wieku. Podobno blisko 59 tys. wróciło, ale ok. 62 tys. pozostało tu bądź przeniosło się do innych krajów UE. Jednak dane te dotyczą jedynie ruchu granicznego i nie pozwalają jednoznacznie określić sytuacji. Mam wrażenie, że nasze państwo odpuściło sobie kontrolę nad ukraińską migracją.
Anioł na służbie
Ukraina przez 69 lat była spacyfikowana przez ZSRR. W sierpniu 1991 r. stała się niepodległym państwem, a dwa kraje, które jako pierwsze uznały tę niezawisłość, to Polska i Kanada. Jednak dopiero w 2022 r., przyjmując do Polski „masyw emigrancki” z Ukrainy, zderzyliśmy się z mentalnością homo sovieticusa. Jak pisał Leszek Kołakowski (a wtórowali mu ks. Józef Tischner i publicysta Jerzy Turowicz), człowieka sowieckiego cechują oportunizm i koniunkturalizm oraz podatność na korupcję; oczekiwanie, że „ktoś coś załatwi”; brak samodzielnego myślenia; agresja wobec słabych, uniżoność wobec silnych.
Z innej beczki – wieloletnia izolacja od światowej kultury nie dawała się „nadrobić” w kilka lat. Miałam okazję obserwować to na poletku sztuki wizualnej. Otóż w 2001 r. Ukraina zadebiutowała na weneckim Biennale Sztuki, w 2007 r. dorobiła się tamże zaś własnego Pawilonu Narodowego. Rok wcześniej dane mi było odwiedzić po raz pierwszy (i jak do tej pory ostatni) Kijów. Powodem była wystawa „Terytoria” złożona z prac artystów polskich, białoruskich i ukraińskich, na różne sposoby interpretujących prawosławie. Zaproszona z tej okazji kilkuosobowa grupka składała się z twórców i krytyków. Zapewne nad wszystkimi roztoczono „opiekę”, ale tylko mnie przyznano indywidualnego „anioła”. Trudno go nawet nazwać tajniakiem, bo działał jawnie i nachalnie. Oleg, ubrany w sztywny błękitny garniak, przykleił się do mnie od momentu przylotu i nie odstępował mnie na krok. Jakież było moje zdumienie, kiedy w 2007 r. znów spotkałam Olega – na Biennale w Wenecji. Tym razem prezentował się luzacko – nosił czerwony podkoszulek bez rękawów plus jeansy – choć w mieście na lagunie przebywał służbowo jako współkurator czy opiekun ukraińskiego pawilonu. Sztuka wciąż była pod kuratelą dawnych służb.
Sztuka pomarańczowej rewolucji
W 2013 r. niektórym wydawało się, że nastąpiło mentalne odcięcie Ukrainy od sowieckich związków. Wydarzył się Majdan, czyli krwawe protesty niepodległościowe w Kijowie. Przyczyną tzw. pomarańczowej rewolucji miał być opór prezydenta Wiktora Janukowycza wobec podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, jednak szybko doszło do radykalizacji postaw. Powodem dalszych protestów stał się sprzeciw wobec polityki wewnętrznej i korupcji, także skorumpowanego oligarchy i prezydenta Janukowycza. Tenże dał dyla z kraju 22 lutego 2014 r., co uznano za symboliczne zwycięstwo Rewolucji Godności. I już wtedy w Polsce zaczęto rozpowszechniać narrację, że łączy nas z Ukraińcami „braterstwo”. To wówczas ruszyła fala kulturalnych eventów mających na celu wykreowanie korzystnego, „europejskiego” wizerunku naszych sąsiadów. Wspomniana powyżej Panczenko współorganizowała wtedy Euromajdan i protesty pokojowe pod Ambasadą Ukraińską w Warszawie.
Niecałe pół roku po Majdanie krakowski MOCAK przedstawił wystawę twórców działających na Majdanie pt. „Jestem kroplą w morzu. Sztuka ukraińskiej rewolucji”. Byłam w MOCAK-u, widziałam pokaz, relacjonowałam. Niektóre zdjęcia z rozruchów (tych było najwięcej) robiły wrażenie, podobnie jak łopatologicznie symboliczne rzeźby (baletnica z kałachem w dłoni). Przed Krakowem pokaz eksponowano w Wiedniu, następnie miał pojechać do Nowego Jorku. No, światowe tournée. Tylko że… to była ściema, zarówno wystawa, jak w ogóle „ważność” kultury i jej wpływ na ukraińską świadomość. Serhij Żadan, pisarz, eseista, dramaturg, skomentował to brutalnie:
„Majdan pokazał bezbronność kultury jako takiej. Koncerty, spektakle, wystawy, poezja. […] To było fiasko sztuki”.
Skądś to znamy – z naszego solidarnościowego buntu lat 80. i „pospolitego ruszenia” w kulturze, które szybko oklapło z rozlicznych powodów. Bo igrzyska wolności tak długo trwają, jak długo opłaca się to prowodyrom.
Oddanie pola
Po 2022 r. Polacy otworzyli przed Ukraińcami nie tylko serca, domy i inne dobra, lecz także przyjęli na uczelnie artystyczne wielu naszych sąsiadów chętnych studiować sztuki wizualne oraz udostępnili najważniejsze instytucje sztuki, by przybliżyć szerokiej publiczności plastyczne dokonania ukraińskich twórców. To był świadomy zabieg: siłowa nobilitacja kultury Ukrainy, włączenie jej w „krwiobieg” Europy. Przypomnę najważniejsze wydarzenia plastyczne w najbardziej prestiżowych miejscach. W CSW Zamek Ujazdowski – „Ukraina. Pod innym niebem” (2023); MSN – Maria Prymaczenko, najsłynniejsza ukraińska naiwistka (2024); Zamek Królewski w Warszawie – „Arcydzieła z Ukrainy” (2025); Muzeum Sztuki w Łodzi – „W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie” (2025).
A najbardziej jaskrawy i kompromitujący Polskę przykład przymilania się Ukrainie to oddanie Polskiego Pawilonu w Wenecji w 2024 r. na audiowizualną instalację „Powtarzajcie za mną II” autorstwa ukraińskiego kolektywu Open Group. Tu ciekawostka: komisarzem był Bartłomiej Sienkiewicz, minister kultury, potem jego następczyni Hanna Wróblewska. Znaczy, błogosławieństwo od samej góry. Jakby tego było mało, instalację pokazano w galerii Zachęta (2024) oraz na Open’er Festival (2024) w ramach specjalnego programu Sztuka na Open’er. Intensywność lansu nie pomogła, „dzieło” nie zyskało uznania. Za to my wydaliśmy kupę kasy. Wykładamy ją też codziennie na radio i tv Ukraina, emitowane na naszych kanałach. Robimy dobrze „przyjaciołom”, oni zaś biorą, w przekonaniu, że im się „należy”. Ale nie dotyczy to tylko kultury czy mediów. Ukraina, przeszkolona przez sowiecką szkołę manipulowania, wie, jak wziąć nad nami przewagę. I pokazuje to na każdym kroku.
Szeptana prawda
Z pobytu w Kijowie pamiętam jednodniową wycieczkę po zabytkach miasta z polskojęzyczną przewodniczką. W pełni ruski człowiek, marszruta była opłacona przez nas od godziny do godziny, więc zero przerw na picie (było gorąco), zero przerw na sikanie. Ale my, niepokorne Polki, postawiłyśmy się i zażądałyśmy praw dla naszej fizjologii. Bunt okazał się skuteczny. Z ciekawostek – kobieta pokazała (z daleka) rezydencje oligarchów (w tym Juszczenki), ubolewając, że nie są tak okazałe jak ruskich. I uświadomiła nam zależność skali posiadanych dóbr od skali kraju.
W nieporównywalnie mniejszej skali lokują się dochody przeciętnych obywateli Ukrainy Zachodniej, którzy urządzają się czy urządzili w Polsce, pobierając socjal oraz korzystając z wszelkich ułatwień. Jednocześnie, przyjeżdżając do nas, podnajmują swoje mieszkania lub dacze przybyszom ze wschodnich okręgów, chroniącym się przed wojenną zawieruchą. Jedni i drudzy zadowoleni, interes się kręci. O tym procederze dowiedziałam się od zadomowionej tu i uczciwie pracującej Ukrainki, oburzonej tymi szwindlami. Podobnie inna pani z okolic Lwowa narzekała na wszechobecną ukraińską korupcję, która zaczynała się od… przyjęcia syna do szkoły. Bo egzamin nie ma znaczenia, tylko łapówka.
Uważajmy na konia
Nie, to nie o Romanie Giertychu, tylko o tym trojańskim, symbolicznym. Bo coś mi się wydaje, że zafundowaliśmy sobie powtórkę z greckiej mitologii. Przenikanie ukraińskich „uchodźców” zamieniło się niemal w akcję przesiedleńczą. Jej skutki wkrótce będą bardziej widoczne, z chwilą, gdy dojdzie do zawieszenia broni na linii Kijów – Moskwa. Uświadomienie naszym sąsiadom, że nie ma u nas zgody na kult banderowców, doprowadziło do raptownego zaiskrzenia w relacjach polsko-ukraińskich. Ale ten orderowy ping-pong, wywołany aktem nadania ważnej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, staje się groteskowy.
Jednak dzięki temu dotarło do zbiorowej świadomości, komu rozdawaliśmy najważniejsze odznaczenia. W tym ekskluzywnym gronie znaleźli się m.in. ukraińscy prezydenci, obaj odznaczeni Orderem Orła Białego przez Aleksandra Kwaśniewskiego: Leonid Kuczma (w 1997 r. za zasługi na rzecz rozwoju współpracy i przyjaznych stosunków między naszymi nacjami) i w 2005 r. Wiktor Juszczenko (ten sam, który promował politykę „OUN-UPA – nasi bohaterowie”, organizował akcje „Wołyń – ukraińska ziemia” i odcinał się od przepraszania Polaków za rzeź wołyńską, a w 2010 r. nadał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy). Ostatni był Petro Poroszenko, który otrzymał Orła Białego z rąk Bronisława Komorowskiego w 2014 r. Lista podobnie uhonorowanych polityków ukraińskich jest dość długa, więc nie ma co ich wymieniać. Ale konsekwencje tej orderowej rozgrywki będziemy wkrótce obserwować.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
„Die Welt” o Ukrainie: „Ulubione dziecko UE znalazło się na ławie oskarżonych”

Kosiniak-Kamysz o warunkach modernizacji MiG-29 dla Ukrainy: "Koszty po stronie Kijowa lub sojuszników"

"Ukraina z banderyzmem nie wejdzie do UE". PiS składa uchwałę i apeluje do rządu

83. rocznica Krwawej Niedzieli. Polacy oddają hołd ofiarom ludobójstwa OUN i UPA

Polskie MiG-i jednak trafią na Ukrainę? MON ujawnia, że rozmowy zostały wznowione







