Szukaj
Konto

Liliana Wiadrowska: ukraińskich wojowników klawiatury wysłałabym na front

Liliana Wiadrowska: ukraińskich wojowników klawiatury wysłałabym na front
Źródło: fot arch., Canva | Liliana Wiadrowska
- Jest grupa dezerterów na terenie naszego kraju, która walczyć za Ukrainę osobiście nie chce, ale najgłośniej krzyczy o tym, że nie wolno się zgodzić na żadne ustępstwa względem Rosji. To właśnie tych wojowników klawiatury wysłałabym jako pierwszych na front - mówi Liliana Wiadrowska z Konfederacji w rozmowie z Konradem Wernickim.
Co musisz wiedzieć:
  • Mimo widowiskowych ukraińskich ataków w głąb Rosji, linia frontu stale przesuwa się na korzyść Moskwy.

  • Liliana Wiadrowska z Konfederacji mówi o ryzyku wciągnięcia naszego kraju w bezpośredni konflikt zbrojny, m.in. poprzez prowokacje czy próbę wykorzystania polskich sił.

  • Problem braku rezerw na Ukrainie zderza się z tematem ukraińskich mężczyzn przebywających w Polsce oraz brakiem gotowości polskiej dyplomacji do stawiania twardych warunków.

  • Realna poprawa relacji polsko-ukraińskich wymaga rozliczenia trudnej historii, w tym rzezi wołyńskiej, oraz odejścia od roli Polski jako bezkrytycznego zaplecza.

W internecie widzimy coraz więcej nagrań ukraińskich ataków na terytorium Rosji. Mówi się, że Kijów przejmuje inicjatywę na froncie. Jest to uzasadnione?

 Wręcz przeciwnie. Odbieram to jako desperacką próbę pokazywania światu widowiskowych akcji, podczas gdy linia frontu na głównym placu boju, stale przesuwa się na korzyść Moskwy. Zauważam też, że zawsze gdy włączają się USA, jest mowa o jakimś traktacie “pokojowym” czy zawieszeniu broni, to nagle Wołodymyr Zełenski przeprowadza krwawy atak na Rosję, by nigdy tej wojny nie kończyć, a rozmowy zerwać.

Ataki w głąb Rosji odbieram jako widowisko dla gawiedzi.

Zwłaszcza, że wiele z tych ostatnich to ataki na cele cywilne. To już całkiem strzał do własnej bramki. Po pierwsze - powoduje zmasowany i krwawy odwet na Ukrainie - Zełenski powinien się z tym liczyć, że każda taka popisowa akcja na rzecz filmików ma cenę krwi jego własnych ludzi!

Druga sprawa, to, że takie sceny budują morale Rosjan i dostarczają pożywkę moskiewskiej propagandzie. 3 sierpnia nad Morzem Czarnym, ukraiński dron (lub jego szczątki) uderzył w zatłocony kurort, zabijając siedem osób, w tym troje dzieci, i raniąc ponad 40. To już nie front. To konkretne trupy na piasku, w wodzie, na oczach rodzin. Taka scena daje o wiele silniejszą motywację do chwycenia za broń niż wszystkie przemówienia Władimira Putina razem wzięte.

Wydaje się, że Ukraina osiąga przewagę technologiczną dzięki zachodnim sojusznikom, a w odpowiedzi Rosja ma zmobilizować jesienią dodatkowe 500 tys. osób do armii. Czy Ukraina może odpowiedzieć na tak duży wzrost rosyjskiej armii?

Ukraińska „przewaga technologiczna” to synergia zachodnich dronów i rakiet oraz ukraińskich umiejętności ich practical zastosowania. A jednak… Żadna ilość broni nie skompensuje braku ludzi do jej obsługi. Jeśli Rosja planuje rzucić pół miliona ludzi na front… lub nawet połowę tej liczby, to będzie to lawina. Kijów może tylko prosić o więcej zachodniej broni i przedłużać agonię – kosztem życia kolejnych tysięcy własnych żołnierzy, no i starać się wciągnać do tej wojny inne kraje - na przykład Polskę.

Ukraina rekrutuje miesięcznie ok. 30 tys. osób na swoim terytorium. Czy ma jakąś alternatywę, żeby uzupełniać braki?

UKRAINA już teraz łapie ludzi z ulicy, ma dezercje, brak rezerw i kurczącą się bazę demograficzną. A jednak przyzwolili na to, by Ci, którzy nie chcieli walczyć - wyjechali. Wcale im się zresztą nie dziwię, że nie chcą ginąć za upadły, skorumpowany kraj.

Jest grupa dezerterów na terenie naszego kraju, która walczyć za Ukrainę osobiście nie chce, ale nagłośniej krzyczy o tym, że nie wolno się zgodzić na żadne ustępstwa względem Rosji. To właśnie tych wojowników klawiatury wysłałabym jako pierwszych na front.

Jeśli władze Ukrainy zwrócą się do polskich władz o pomoc w odsyłaniu Ukraińców podlegających obowiązkowi wojskowemu, to czy powinniśmy to zrobić? W końcu jesteśmy drugim krajem w Unii Europejskiej pod względem liczebności ukraińskich migrantów.

Setki tysięcy mężczyzn w wieku poborowym siedzi tu spokojnie, pracuje, bierze świadczenia, a Kijów jednocześnie błaga o broń i narzeka na brak żołnierzy. Szczerze wątpię, że taka prośba kiedykolwiek się pojawi. Ukraina nie ma w zwyczaju Polski o cokolwiek prosić. Może zażądać… W co jednak też wątpię. Jakie będą morale i umiejętności chłopczyków oderwanych od swojej zwykłej pracy w Polce, w sklepie, korporacji, magazynie?

Druga sprawa, to to, że Ukraina doskonale wie, że Polska nie jest żadnym partnerem do rozmów, że aby wskórać coś od Polski, to trzeba rozmawiać z jej mocodawcami, czyli USA i UE. Bo Polska niestety zarządzana jest wyłącznie przez polecenia z zagranicznych ambasad: USA lub Niemiec, te wektory zmieniają się w zależności od tego, która partia jest u władzy.

Dlatego wiem, że zamiast upraszać się o “swoich”, Ukraina będzie lobbować o “naszych”. O armię Polski, UE czy USA, np. aktywnie zestrzeliwując rosyjskie cele nad Ukrainą z baz USA w Polsce. Nie możemy do tego dopuścić, nie możemy stać się stroną w tym konflikcie. Musimy być wyczuleni na możliwości operacji “false flag” ze strony ukraińskiej, która mogłaby w Polsce wzbudzić przyzwolenie na włączenie się do tej wojny.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.08.2026 09:57
Źródło: tysol.pl