Haki na marszałka? Kulisy gry wokół Hołowni i Bosaka wychodzą na jaw

- Afera Collegium Humanum z lokalnego skandalu o handlu dyplomami przerodziła się w wielowątkowe śledztwo obejmujące polityków, samorządowców i ludzi służb.
- Szymon Hołownia sugeruje, że informacje i działania prokuratury wokół jego związku z aferą pojawiają się w kluczowych momentach politycznych.
- Autor tekstu stawia tezę, że wykorzystywanie „haków” wobec polityków służy wpływaniu na przyszły układ sił politycznych w Polsce.
Politycy pod presją, polityka na hakach
Afera Collegium Humanum z lokalnego skandalu dotyczącego prywatnej uczelni bardzo szybko przerodziła się w jedną z największych afer polityczno-instytucjonalnych ostatnich lat. Pierwsze publikacje medialne z lat 2022–2023 dotyczyły głównie błyskawicznego zdobywania dyplomów MBA przez polityków, samorządowców i ludzi związanych ze spółkami Skarbu Państwa, jednak prawdziwy przełom nastąpił w lutym 2024 roku, gdy Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało rektora uczelni Pawła Cz. oraz osoby z kierownictwa szkoły.
Fabryka haków
Prokuratura zaczęła mówić wprost o zorganizowanym systemie handlu dyplomami, korupcji i wystawianiu dokumentów poświadczających nieprawdę, a śledztwo szybko objęło nie tylko MBA, ale również podejrzenia fikcyjnych licencjatów i magisteriów. W kolejnych miesiącach media ujawniały nazwiska polityków różnych ugrupowań, samorządowców, funkcjonariuszy służb i ludzi sportu związanych z uczelnią, a jednym z najgłośniejszych momentów sprawy było zatrzymanie prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. W aferze pojawiły się także nazwiska marszałka i wicemarszałka Sejmu Szymona Hołowni i Krzysztofa Bosaka, co będzie ważne dla naszej opowieści. Pierwszy z nich twierdzi, że jedynie złożył dokumenty rekrutacyjne i nigdy tam nie studiował, drugi przyznał, że był studentem uczelni przez dwa semestry, zaprzeczając jednak jakimkolwiek nielegalnym korzyściom. Bosak zresztą kilkukrotnie zmieniał w tej sprawie zdanie, czym ewidentnie sobie nie pomógł.
Oficjalny przekaz płynący ze strony państwa głosi, że śledczy analizują dziś tysiące dokumentów, przepływy finansowe oraz mechanizmy zdobywania kwalifikacji umożliwiających zasiadanie w radach nadzorczych państwowych spółek. Według danych prokuratury do końca 2025 roku sprawa objęła dziesiątki podejrzanych, setki zarzutów i zabezpieczenia majątkowe liczone w setkach milionów złotych. Oczywiście ta przyspieszona ścieżka edukacji i otwierająca się dzięki niej droga do kariery jest patologią moszczącą się dość długo wygodnie na styku państwa, biznesu i samorządu. Czy jednak – niejako przy okazji – uczelnia okazała się fabryką nie tylko dyplomów, lecz także haków na polityków?
Marszałek pod presją
30 kwietnia, po całej serii przepychanek i chwilami dość buńczucznych, choć nie do końca jednoznacznych deklaracji, z wyjątkiem jednego posła Polska 2050 zagłosowała przeciwko odwołaniu z rządu Pauliny Hennig-Kloski. Przez kilka dni media żyły tą sprawą, ponieważ zachowanie dawnej partii minister klimatu nie było pewne. Na argumenty merytoryczne za dymisją, które trudno było brać poważnie (aktualne były przecież tak naprawdę od początku tej kadencji Sejmu, wystarczy przypomnieć, że pierwszą aferę Hennig-Kloska wywołała, jeszcze zanim ukonstytuował się rząd Donalda Tuska) nałożyły się względy personalne. Paulina Hennig-Kloska, jeszcze niedawno bardzo mocno wspierana i lansowana przez Szymona Hołownię, nie pogodziła się z przegraną w wyborach nowej przewodniczącej partii i wraz z grupą posłów odeszła, by założyć nowe ugrupowanie.
Nielojalność, nieumiejętność pogodzenia się z porażką, a w tle niemal jawne działanie na rzecz coraz mocniej skonfliktowanej z Hołownią i Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz Koalicji Obywatelskiej i premiera – to wszystko pozwalało dziennikarzom snuć analizy o możliwym głosowaniu, które skończyłoby się zerwaniem koalicji i, być może, tak wyczekiwanym odwróceniem sojuszy w Sejmie. Lecz choć politycy bliżsi Tuska, w tym dawni partyjni koledzy, Polskę 2050 traktowali wręcz pogardliwie, ta nie zdobyła się ostatecznie na żaden bunt.
– Polska 2050 próbuje się odróżnić, trochę fika. Na koniec dnia jednak większość albo wszyscy zagłosują przeciwko odwołaniu ministry. Ugrupowanie Pełczyńskiej-Nałęcz trzeba spacyfikować i postawić do pionu
– mówiła w Polskim Radiu Aleksandra Leo, posłanka, która wyszła z partii Hołowni, choć to właśnie on wyciągnął ją przed kilku laty z politycznego niebytu, w jakim znalazła się jako członkini zaplecza Bronisława Komorowskiego. I choć jej wypowiedź była skandaliczna, historia niemal natychmiast przyznała jej rację. Cóż takiego się stało? 3 maja Hołownia na portalu X rozpisuje historię oskarżeń pod swoim adresem, uzupełniając ją o specyficzne kalendarium:
„Pierwszy wybuch w mediach «afery» Hołownia w CH [Collegium Humanum – przyp. K.K.]: chwilę przed głosowaniem wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska. Drugi: chwilę przed decyzją o tym, czy będzie kandydował na prezydenta. Trzeci [CBA wpada po podpisy do urzędu w Otwocku]: chwilę przed złożeniem rezygnacji z marszałka i realizacji umowy koalicyjnej. Czwarty: w dniu głosowania nad wotum dla ministry klimatu i utrzymaniem koalicji”.
Brakuje tylko samokrytycznej konstatacji, że taktyka ta przynosi oczekiwane skutki i zapewne dlatego jest powtarzana.
– Wszystko, co do tej pory robiła w tej sprawie prokuratura: przeciąganie postępowania, przecieki akurat w politycznych momentach, brak zapytania mnie o sprawę, bo może wtedy trzeba by było ją umorzyć i nie byłoby tego cyrku – wskazuje na działanie polityczne
– mówił Hołownia w rozmowie z Wirtualną Polską, komentując zapowiedź o wystąpienie do Sejmu w sprawie odebrania mu immunitetu. Jednak kilka dni później w Kanale Zero polityk zaznacza, że o swoją sytuację nie obwinia Donalda Tuska:
– Ja nie chcę, nie mieści mi się w głowie, na ile ja znam Donalda Tuska, że on sterowałby tego typu rzeczami. Moim zdaniem jest to raczej brak trzymania standardów niezależności w prokuraturze i brak rozliczenia mechanizmów, które w prokuraturze w poprzedniej ekipie działały.
Tyle że przecież o tym, że Tusk lubi mieć na Hołownię haki i gromadzi je, tak samo, jak na innych swoich współpracowników, mówi się od początku tej kadencji. Gdy potrzebne są działania, które przekraczają granice prawa, to nie premier podejmuje stosowane decyzje. I tak właśnie Szymon Hołownia naraził się na wiele zarzutów w trakcie procedury pozbawiania sejmowych mandatów posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, począwszy od samowolnego skierowania sprawy do wybranej przez siebie, a nie stosownej w myśl przepisów izby SN. Również w kontekście wyborów prezydenckich – i to jedno marszałek najwyraźniej przejrzał – to na Hołownię spadłyby przyszłe możliwe oskarżenia o zorganizowanie zamachu stanu. Zresztą i w tej sprawie toczy się przecież śledztwo, które może jeszcze byłej gwieździe TVN napsuć, jak to śledztwo, wiele krwi. W ostatnich dniach premier nie podpisał też umowy SAFE, na przyszłe nieprzyjemności narażając swego ministra i wicepremiera.
Sposób na zdobycie i utrzymanie władzy
Wracając do Collegium Humanum, co jakiś czas przypominany wątek Krzysztofa Bosaka również służyć może kreowaniu pożądanych nastrojów w polskiej polityce. I nie chodzi tu nawet o to, że jak twierdzą niektórzy komentatorzy, Bosak ma obawiać się śledztwa bardziej, niż to po sobie pokazuje, a o subtelne próby wpływania na układ sił w mającej dwóch liderów Konfederacji. Konfederacja może być kluczowa w kolejnym Sejmie, według sondaży nie da się stworzyć bez niej rządu. Ugrupowanie to składa się jednak z dwóch głównych nurtów, Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego, a każda z tych frakcji ma zdolność koalicyjną z inną z głównych partii. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, jednak dziś narodowcom łatwiej byłoby przełknąć w obliczu historycznej konieczności współpracę z PiS, a liberałom Sławomira Mentzena – z dawną Platformą, z którą przecież drogi dawnych liderów tego środowiska już się przecinały. Osłabienie Krzysztofa Bosaka zwiększa szansę na utrzymanie władzy przez ludzi Tuska w kolejnej kadencji Sejmu, choćby i wisiała ona na głosach posłów Sławomira Mentzena. Również niedawne odejście z jego ugrupowania Ewy Zajączkowskiej-Hernik uprawomocnia taki scenariusz.
Historia Platformy to opowieść o wycinaniu każdego, kto mógł przewyższać Donalda Tuska intelektem i zmysłem politycznym. Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski, Zyta Gilowska, Paweł Piskorski czy Jan Maria Rokita w różnych, raczej niemiłych, okolicznościach odpadli od tego środowiska.
– Tusk […] zawsze śledził ukrytego wroga wewnętrznego i szukał okazji, aby go dopaść. Moim zdaniem z czasem ta cecha nabrała u niego charakteru obsesji. Ale też bez najmniejszej wątpliwości to ona właśnie wyniosła go do późniejszego jedynowładztwa
– opowiadał przed laty Jan Rokita Robertowi Krasowskiemu. Po latach zmieniło się tyle, że zarządzane przez Donalda Tuska państwo hakami mebluje nie tylko jego polityczne zaplecze, ale i próbuje ustawiać opozycję. Na ile jest to skuteczne, przekonujemy się już dziś w Sejmie.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Związkowcy z JSW napisali do premiera. Domagają się działań osłonowych przed niekontrolowanym importem surowców

Mocna odpowiedź Ziobry na słowa Tuska. „Królu złodziejskiego układu!”

Afera korupcyjna w Koalicji Obywatelskiej? Śledztwo Prokuratury Europejskiej i CBA. Potężny problem Donalda Tuska

Eksplozja drona w Rumunii. Tusk zabiera głos

Nocna zmiana. 34 lata temu pod osłoną nocy odwołano rząd Jana Olszewskiego






