Magdalena Okraska: Sprzeciw wobec migracji to nie rasizm

- Autorka wskazuje, że kryzys migracyjny nie jest wyłącznie kwestią humanitaryzmu.
- Europa próbuje jednocześnie uszczelniać swoje granice i mierzy się z konsekwencjami wcześniejszej polityki migracyjnej
- Tekst sprzeciwia się moralnemu szantażowaniu osób obawiających się masowej migracji
Twierdza Europa
Naczytaliśmy się więc, że „Ceuta leży w Afryce Północnej”, więc nic się tak naprawdę nie stało. Tak, Ceuta nie leży na kontynencie europejskim, a Marokańczycy nie przepłynęli wpław długiego dystansu, lecz jedynie, przez nikogo (celowo) nie niepokojeni opłynęli falochron dzielący terytorium Hiszpanii z terytorium Maroka. Czy to ma oznaczać, że nic się nie stało? Mieli w takiej masie pozostać w Ceucie? Czy gdyby umożliwiono im przemieszczenie się w głąb strefy Schengen, nadal by temu kibicowano?
Za każdym migrantem, który odważa się na płynięcie przez fale na dmuchanym materacu czy łódce-samoróbce, kryje się ludzka tragedia, a przynajmniej chęć odmiany losu. Niestety, zza pleców migrantów wyłaniają się potężniejsze – i gorsze – siły, które sterują geopolitycznymi procesami. Interesy Rosji, interesy USA. Stałe elementy wojny hybrydowej. Przeciąganie liny.
Przede wszystkim jednak od 2015 r. dyskusja o migracji jest przez niektóre środowiska wciąż ustawiana pod tym samym kątem – to ubodzy ludzie szukający swojego miejsca w świecie, owszem, może i trzeba ich weryfikować, ale przede wszystkim humanitaryzm wymaga natychmiastowego ich wpuszczenia, gdy pojawią się „u bram”. Takie myślenie wywraca się na wszystkich zakrętach, a mimo to wśród niektórych wciąż triumfuje. Przeciwstawiany mu jest szantaż moralny pod hasłem: „Jakim człowiekiem trzeba być, żeby mieć wątpliwości”. Oraz „nie ma bardziej rasistowskiego kraju niż Polska” (spoiler: są takie kraje).
Troska i strach
Można współczuć ubogim Polakom i nieść im pomoc, a w przypadku migrantów z daleka od tego współczucia abstrahować. Można być kobietą i po prostu bać się napływu młodych mężczyzn z kultur, które pewnych kwestii nie przepracowały. Można chcieć, by Polska pozostała krajem jednonarodowym, monoetnicznym. Można chcieć żyć wyłącznie wśród „swoich”. Można wierzyć, że „nie ma już” Francji, Szwecji, Hiszpanii. To nie są przewiny – to uniwersalne emocje, za które jednak każe nam się odczuwać wstyd.
A wstyd pojawia się i tak. Wstyd, że Europa stała się twierdzą, której granice miały być nieprzenikalne – tylko że w tym samym czasie rozsadzana jest od środka, bo część krajów wciąż uważa, że milion nowych osób to nic takiego, będą po prostu jeździli Uberem. Tymczasem niechęć do zalewu rynku pracy przez nowych, opłacalnych dla systemu pracowników to nie rasizm. To troska i strach o własny klasowy interes.
[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Abascal: „Mamy do czynienia z inwazją ze strony Maroka tolerowaną przez Sáncheza”

Hiszpański wywiad alarmował rząd o planowanej akcji migracyjnej na kilka dni wcześniej

Niemcy reagują na kryzys w Ceucie. Berlin apeluje o pilną ochronę granic UE

Papież: Chrystus naprawdę zaspokaja głód ludzkości

Frontex i Eurostat: Hiszpania wydaliła zaledwie 1865 z ponad 13 tys. wykrytych migrantów







