Szukaj
Konto

Magdalena Okraska: Sprzeciw wobec migracji to nie rasizm

Magdalena Okraska: Sprzeciw wobec migracji to nie rasizm
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Magdalena Okraska
50 tysięcy Marokańczyków dostało się do 85-tysięcznej Ceuty. Chociaż obserwujemy już schyłek świata, w którym dla części ludności masowa migracja uchodziła za nieszkodliwe, a wręcz pożądane zjawisko, bo „będzie kolorowo”, to nadal zdumiewa część argumentów, którymi nadal liberałowie i lewica próbują karmić opinię publiczną.
Co musisz wiedzieć:
  • Autorka wskazuje, że kryzys migracyjny nie jest wyłącznie kwestią humanitaryzmu.
  • Europa próbuje jednocześnie uszczelniać swoje granice i mierzy się z konsekwencjami wcześniejszej polityki migracyjnej
  • Tekst sprzeciwia się moralnemu szantażowaniu osób obawiających się masowej migracji

Twierdza Europa

Naczytaliśmy się więc, że „Ceuta leży w Afryce Północnej”, więc nic się tak naprawdę nie stało. Tak, Ceuta nie leży na kontynencie europejskim, a Marokańczycy nie przepłynęli wpław długiego dystansu, lecz jedynie, przez nikogo (celowo) nie niepokojeni opłynęli falochron dzielący terytorium Hiszpanii z terytorium Maroka. Czy to ma oznaczać, że nic się nie stało? Mieli w takiej masie pozostać w Ceucie? Czy gdyby umożliwiono im przemieszczenie się w głąb strefy Schengen, nadal by temu kibicowano?

Za każdym migrantem, który odważa się na płynięcie przez fale na dmuchanym materacu czy łódce-samoróbce, kryje się ludzka tragedia, a przynajmniej chęć odmiany losu. Niestety, zza pleców migrantów wyłaniają się potężniejsze – i gorsze – siły, które sterują geopolitycznymi procesami. Interesy Rosji, interesy USA. Stałe elementy wojny hybrydowej. Przeciąganie liny.

Przede wszystkim jednak od 2015 r. dyskusja o migracji jest przez niektóre środowiska wciąż ustawiana pod tym samym kątem – to ubodzy ludzie szukający swojego miejsca w świecie, owszem, może i trzeba ich weryfikować, ale przede wszystkim humanitaryzm wymaga natychmiastowego ich wpuszczenia, gdy pojawią się „u bram”. Takie myślenie wywraca się na wszystkich zakrętach, a mimo to wśród niektórych wciąż triumfuje. Przeciwstawiany mu jest szantaż moralny pod hasłem: „Jakim człowiekiem trzeba być, żeby mieć wątpliwości”. Oraz „nie ma bardziej rasistowskiego kraju niż Polska” (spoiler: są takie kraje).

 

Troska i strach

Można współczuć ubogim Polakom i nieść im pomoc, a w przypadku migrantów z daleka od tego współczucia abstrahować. Można być kobietą i po prostu bać się napływu młodych mężczyzn z kultur, które pewnych kwestii nie przepracowały. Można chcieć, by Polska pozostała krajem jednonarodowym, monoetnicznym. Można chcieć żyć wyłącznie wśród „swoich”. Można wierzyć, że „nie ma już” Francji, Szwecji, Hiszpanii. To nie są przewiny – to uniwersalne emocje, za które jednak każe nam się odczuwać wstyd.

A wstyd pojawia się i tak. Wstyd, że Europa stała się twierdzą, której granice miały być nieprzenikalne – tylko że w tym samym czasie rozsadzana jest od środka, bo część krajów wciąż uważa, że milion nowych osób to nic takiego, będą po prostu jeździli Uberem. Tymczasem niechęć do zalewu rynku pracy przez nowych, opłacalnych dla systemu pracowników to nie rasizm. To troska i strach o własny klasowy interes.

[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.08.2026 21:41
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 32/2026, oprac. Ludwik Pęzioł