Film "Gierek" po latach

- Autor broni filmu „Gierek”, uznając go za rzadki w polskim kinie po 1989 roku przykład niejednoznacznego spojrzenia na Edwarda Gierka oraz realia PRL.
- Zdaniem autora skala krytyki filmu wynikała przede wszystkim z powodów ideologicznych.
- Autor zachęca do samodzielnego obejrzenia filmu, niezależnie od ocen medialnego mainstreamu.
Filmując „Gierka”
W wywiadzie udzielonym mi w 2022 roku scenarzysta i producent filmu Heathcliff Janusz Iwanowski podkreślał, że jednym z głównych celów powstania produkcji było wypełnienie ogromnej luki w polskiej kinematografii.
– Czy to się komuś podoba, czy nie, Edward Gierek należy do 5 najwyżej ocenianych polityków w Polsce XX wieku i to również przez czytelników „Gazety Wyborczej”, słuchaczy Radia Zet czy widzów TVN-u. W 2004 roku zrobiono na ten temat plebiscyt na reprezentatywnej grupie społecznej i Gierek zebrał w nim 45%, bijąc na głowę większość współczesnych polityków. W tej piątce najważniejszych polityków ponadto znaleźli się Jan Paweł II, kardynał Stefan Wyszyński, Lech Wałęsa i marszałek Józef Piłsudski. Jan Paweł II i marszałek Piłsudski doczekali się już kilku filmów i seriali, kardynał Wyszyński – dwóch filmów kinowych, a Lech Wałęsa – jednego. Edward Gierek nie doczekał się żadnej filmowej opowieści i – szczerze mówiąc – jestem przekonany, że gdybyśmy my się tego zadania nie podjęli, to tak by jeszcze bardzo długo pozostało
– mówił wówczas Iwanowski.
Historia I sekretarza KC PZPR rzeczywiście przypomina gotowy scenariusz na dobre kino biograficzne. Fakt, że na jego ekranizację musieliśmy czekać ponad trzy dekady po 1989 roku, wiele mówi o polskim kinie po transformacji – o dominujących narracjach, tabu i polityce pamięci. Akcja filmu rozgrywa się w latach 1970–1982 i obejmuje okres od odsunięcia Władysława Gomułki w wyniku krwawych wydarzeń grudniowych, przez przejęcie władzy przez Gierka, aż do kryzysu gospodarczego, strajku 1980 roku i internowania I sekretarza.
Reżyser Michał Węgrzyn, znany z zamiłowania do kina gatunkowego, połączył w „Gierku” różne konwencje: biograficzny dramat, polityczny thriller, kino historyczne, elementy satyry politycznej i nawet, w pewnym stopniu, filmową dekonstrukcję mitów. Efektem jest obraz, który raz jest realistyczny, raz świadomie stylowy, a czasami nawet przerysowany. Chwilami zbliża się do ostrej, absurdalnej satyry w stylu „Śmierci Stalina” Armanda Iannucciego, by za moment wrócić do poważnego, psychologicznego kina biograficznego. Ten gatunkowy miszmasz nadaje filmowi specyficzny, eklektyczny styl – dla niektórych odświeżający, dla innych chaotyczny i irytujący.
Mnie osobiście podobał się zarówno w dniu premiery, jak i dziś, przy ponownym seansie. Obraz ten został zmiażdżony przez znaczną część krytyki i dziennikarskiego mainstreamu. Oczywiście, film jako dzieło popkultury podlega krytyce, a żadna produkcja nie jest wolna od warsztatowych zastrzeżeń, ale skala hejtu, która dotknęła tego dzieła, daleko wykraczała poza kwestie reżyserii, scenariusza czy aktorstwa. Miała wyraźnie ideologiczny wymiar.
Prawicowy „Gierek” czy apoteoza PRL-u?
Broniłem tego filmu zarówno przed atakami z lewej, jak i z prawej strony sceny politycznej. Najbardziej kuriozalne wydawały mi się jednak zarzuty płynące z lewicy. Z częścią z nich można by wysnuć zarzut, że lewica film odrzuca, bo… filmowy Gierek jest zbyt prawicowy. Publicysta „Krytyki Politycznej” Michał Sutowski szydził, że to
„dobry, poczciwy Polak, prawie katolik”.
Zważywszy, że w filmie Gierek (zgodnie z faktami historycznymi) podkreśla kilka razy, że jest ateistą – ciężko traktować tę krytykę poważnie. Pozostaje pytanie, skąd ona się bierze? Tu odpowiedź wydaje się prosta. Lewica strukturalnie nie postrzega samej siebie w kategorii politycznego podmiotu i reaguje agresją na wszystko, co pokazuje, że to nie jest jedyna możliwa droga. Gdyby polska lewica miała choć cień intelektualnej i politycznej podmiotowości, dostrzegłaby, jak wiele ten film daje jej przestrzeni. Na poziomie meta jest to opowieść o tym, jak być lewicą w kraju Europy Środkowo-Wschodniej – akceptując skomplikowaną historię uwikłania w komunizm, jednocześnie odrzucając jego neokolonialny, sowiecki wymiar.
W tym sensie „Gierek” był szansą na galwanizację resztek postkomunistycznego etosu, ale został przez ten obóz odrzucony. Dziś zamiast twarzy dawnego I sekretarza ma on twarz Włodzimierza Czarzastego i pułkownika Adama Mazguły. Wydaje się to aż nazbyt widoczną skalą jego upadku. Oczywiście obraz Gierka, który jest niewierzący, ale rozmawia z prymasem i darzy go wielkim szacunkiem, nie śpiewa kolęd, lecz siada do wigilijnego stołu, może w dzisiejszym świecie pakietowanych wartości budzić dysonans. Podobnie jak bardzo widoczne w filmie przywiązanie Gierka do patriotyzmu.
Gierek-Polak
A jednak cały ten obraz jest bliski rzeczywistości. W wywiadzie dla WP prof. Adam Gierek tak wspominał ojca:
„Pytałem go kiedyś: «Jak mam cię w przyszłości opisywać? Czy byłeś socjalistą, komunistą, socjaldemokratą?». On mówił: «Mów wszystkim, synu, że byłem Polakiem». To była jego ideologia”.
Filmowy Gierek jest w wielu aspektach bliższy faktom, niż fantazje na jego temat snute przez lewicowych publicystów. Jednocześnie, gdy porównamy ten obraz z obrazami dzisiejszych wybryków niektórych lewicowych posłanek młodego pokolenia, jak Klaudia Jachira, bazgrząca na polskiej fladze swastykę, to widzimy, jak bardzo te światy się rozjeżdżają.
Pojawiający się z prawej strony zarzut, że przedstawiając Edwarda Gierka w dobrym świetle, film jest apoteozą PRL-u, wydaje mi się kompletnie chybiony. Ocena Polski Ludowej jest tu znacznie bardziej zniuansowana, niż przyzwyczaiły nas do tego polskie produkcje. Film dostrzega modernizacyjne ambicje, patriotyczną postawę Gierka i jego ekipy, którzy w warunkach ograniczonej suwerenności próbowali realnie rozwijać kraj i szanować narodową tożsamość. Jednocześnie nie unika ciemnych kart: zależności od ZSRR, inwigilacji społeczeństwa, zmuszania ludzi do donoszenia na innych czy cenzury. Taki złożony portret jest w polskim kinie po 1989 roku wciąż rzadkością. Jednak największy hejt na film Węgrzyna wylał się nie z lewej czy z prawej strony, lecz ze strony liberalnego mainstreamu.
Spór o Gierka czy o generała?
„Gierek to najgłupszy polski film nakręcony w XXI wieku”
– pisał w dniu premiery na łamach „Newsweeka” Krzysztof Warga. Dalej brawurowo rozwijał swoją tezę:
„Czymże jest obecnie panujący nam kaczyzm, jak nie gierkowszczyzną na dopalaczach?”.
Gdy film trafił na Netflixa, ten sam periodyk, tym razem piórem Waldemara Kumora, stwierdził:
„Gierek już na Netflixie. Taki sposób opowiadania historii może spodobać się Kaczyńskiemu”.
Trudno nie dostrzec w tych tekstach nie tylko ideologicznej obsesji, ale i pewnej zawziętości. Nawet jeśli ktoś uważa, że biografia I sekretarza nie jest dziełem artystycznie spełnionym, to dlaczego jedna produkcja wywołuje tak uporczywe ataki przez kilka lat? Po co wracać do niej z taką pasją, zamiast po prostu przejść do kolejnego tytułu? Zająć się innymi udanymi lub mniej udanymi produkcjami? Odpowiedź wydaje się leżeć głębiej niż tylko w kwestiach warsztatowych. Na poziomie metapolitycznym „Gierek” Michała Węgrzyna uderza w same fundamenty mitów założycielskich III Rzeczypospolitej – zarówno w ich wersji postkomunistycznej, jak i postsolidarnościowo-liberalnej.
Paradoksalnie największe oburzenie nie wzbudził nawet sam Edward Gierek, lecz sposób przedstawienia generała Wojciecha Jaruzelskiego. W filmie nie pada nazwisko „Jaruzelski”, ale postać generała Roztockiego (w charakterystycznych okularach, z manierą i stylem mówienia Jaruzelskiego) grana przez Antoniego Pawlickiego jest aż nadto czytelną aluzją. Na tyle oczywistą, że oburzyła byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który – jak sam przyznał – wyszedł z kina w trakcie projekcji.
– Tego, co pokazywali, po prostu nie było! Liderzy polityczni – można ich krytykować, oceniać, jak się chce, ale to nie byli durnie
– mówił w rozmowie z portalem naTemat.pl. Owszem, można się zgodzić, że portret Roztockiego – Jaruzelskiego jest karykaturalny i momentami zbyt czarny. Reżyser poszedł tu w stronę satyrycznej przesady. Jednak sedno sprawy nie leży w historycznej precyzji tej jednej postaci, lecz w tym, co symbolizuje.
Jaruzelski jako Jan Chrzciciel III RP
W metanarracji filmu generał Jaruzelski pełni rolę figury niemal sakralnej dla porządku III RP – jest jego metaforycznym „Janem Chrzcicielem” przynajmniej w dwóch istotnych kwestiach. Po pierwsze, wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku fizycznie i moralnie zdławiło dynamiczny, oddolny ruch społeczny Sierpnia ’80. Rozbiło struktury samoorganizacji, zdelegalizowało niezależne związki zawodowe i stworzyło społeczne zgliszcza. Na tym wypalonym gruncie łatwiej było w latach 1989–1990 przeprowadzić radykalną terapię szokową Balcerowicza – reformy, które dla części społeczeństwa oznaczały dramatyczną pauperyzację, masowe bezrobocie i utratę poczucia bezpieczeństwa. Bez „wyczyszczenia pola” przez juntę trudniej byłoby narzucić nowy ład ekonomiczny i ideowy.
Po drugie, język propagandy stanu wojennego – piętnujący „rozrabiaków”, „roszczeniowców”, „wichrzycieli” i „wrogów porządku” – stał się później językiem elit III RP. Hasła o „odpowiedzialności za państwo”, „racjonalności” i „niemożności spełniania obietnic” były wykorzystywane do delegitymizacji niemal każdego poważniejszego protestu społecznego. Jednocześnie mit o „rozrzutności Gierka”, „dzikim zadłużeniu” i „gospodarczej katastrofie lat 70.” stał się wygodną pałką propagandową. Służył do moralnego i intelektualnego zdyskredytowania wszelkich prób ambitnej, suwerennej polityki gospodarczej państwa – niezależnie od tego, kto ją proponował. Twórcy filmu otwarcie podważają ten czarny mit. Pokazują, że epoka Gierka to nie tylko propaganda i puste półki w 1981 roku, ale przede wszystkim największa modernizacja kraju w całym okresie PRL-u: budowa hut, portów, dróg, osiedli – milionów mieszkań, upowszechnienie dostępu do edukacji i kultury. Pokazują, że narracja o „strasznych długach Gierka” ma w dużej mierze propagandowy charakter.
W tym sensie „Gierek” jest czymś znacznie większym niż zwykłą biografią. To swoista filmowa maszyna wojenna wymierzona w kilka kluczowych mitów założycielskich III RP jednocześnie. Gdyby udało się te mity choćby nadkruszyć, nagle cała klasa polityczna i medialna III RP musiałaby zacząć odpowiadać na trudne pytania: o cenę transformacji, o utracone szanse lat 70., o to, kto naprawdę ponosi odpowiedzialność za pauperyzację milionów Polaków w latach 90. Przede wszystkim nagle okazałoby się, że ci, którzy dotąd nie musieli się tłumaczyć ze swoich „oczywistych opinii”, nagle będą musieli je uzasadniać. Dlatego film Węgrzyna wywołał tak histeryczną reakcję nie tylko lewicy, ale przede wszystkim liberalnego mainstreamu. Spór o „Gierka” tak naprawdę nigdy nie był sporem o Edwarda Gierka. To spór o to, kto ma prawo opowiadać polską historię – i w czyim interesie ta opowieść ma być prowadzona.
Obejrzeć czy nie?
Po latach od premiery widać, że filmowemu „Gierkowi” nie udało się, niestety, zainicjować tak potrzebnej w naszym kraju debaty, a uporczywe powtarzanie przez mainstream negatywnego przekazu odnośnie do filmu wpłynęło zniechęcająco na część potencjalnych odbiorców. O produkcji jest cicho, nad czym trochę ubolewam. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że dzieło Węgrzyna nie jest obrazem idealnym, a jego ekscentryczna formuła żonglerki gatunkowej z pewnością nie wszystkim przypadnie do gustu. Jednak, nie oszukujmy się, niechęć, jaką obraz ten wzbudził w liberalnej prasie, nie wynika raczej z kwestii ewentualnych braków warsztatowych.
W dzisiejszej Polsce wszystko, łącznie z mechanizmami ocennymi filmów, jest zaprzęgnięte do ideologicznych pojedynków pakietowych światów. Dlatego tym bardziej nie należy przejmować się ocenami i warto samemu ten film zobaczyć, a także dyskutować o nim i kłócić się o niego. Niech samo to, że mało który film po 1989 roku wywołał tyle medialnej histerii, posłuży za najlepszą rekomendację.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
25 000 zł i szansa na film fabularny o Radomskim Czerwcu ’76
„Pojedynek” - mocny dramat o próbie złamania człowieka (recenzja)

„Claret” – poruszający film o wierze w czasach prześladowań. Recenzja

Powstaje film o "Ince". Rozmowa z dyrektorem gdańskiego IPN - dr Markiem Szymaniakiem

Druga młodość, ostatnia podróż. Jak wypada Dalej jazda 2?







