Szukaj
Konto

Reżyser: AI nie daje pełnej kontroli nad procesem twórczym

Reżyser: AI nie daje pełnej kontroli nad procesem twórczym
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Patryk Karbowski | Licencja: Patryk Karbowski | Adam Nowak
– Wiele osób uważa dziś, że AI pozwala realizować dokładnie to, co twórca ma w głowie. W moim doświadczeniu jest odwrotnie. To nie jest jeszcze poziom, który pozwala reżyserowi kontrolować wszystko tak precyzyjnie, jak podczas klasycznej produkcji. Dlatego widzę przyszłość tych narzędzi przede wszystkim jako element większego procesu. Można wykorzystać je do efektów specjalnych, wizualizacji czy przygotowania pewnych elementów świata przedstawionego, ale nie jako pełny zamiennik pracy twórczej – mówi Adam Nowak w rozmowie z Krzysztofem Karnkowskim.
Co musisz wiedzieć:
  • Reżyser Adam Nowak uważa, że odpowiedzialność za skutki sztucznej inteligencji zawsze pozostaje po stronie człowieka, a nie technologii.
  • Film „Intersection” wykorzystuje motywy AI i alternatywnych rzeczywistości do zadawania pytań o człowieczeństwo i wolną wolę.
  • Zdaniem Nowaka AI może demokratyzować twórczość i wspierać artystów, ale obecnie nie daje wystarczającej kontroli, by zastąpić reżysera czy twórcę.

Krzysztof Karnkowski ("Tygodnik Solidarność"): „Intersection” zdobywa nagrody na zagranicznych festiwalach, ale wciąż nie trafił do szerokiej dystrybucji. Najtrudniej jest być prorokiem we własnym kraju?

Adam Nowak (reżyser filmowy): Warto przypomnieć, że film nakręciliśmy jeszcze w 2024 roku, a scenariusz powstał dwa lata wcześniej. To już dość stary projekt. Samo kino science fiction ma w Polsce trudniej niż kino głównego nurtu, a jeśli dodatkowo mówimy o filmie niskobudżetowym – problemy z dystrybucją są właściwie normą. Nie ukrywam jednak, że wierzę w ten film. Droga była długa – od znalezienia producenta, który uwierzy w nieoczywisty projekt, po realizację i festiwale. Paradoksalnie samo nakręcenie filmu było najłatwiejszym etapem. Wszystko, co dzieje się wokół filmu, jest zwykle bardzo trudne.

 

– Opowiedzmy więcej o nagrodach.

– Film zdobył nagrody aktorskie, wyróżnienia za reżyserię, dostaliśmy nagrodę dla najlepszego polskiego filmu na Science & Technology Film Festival w Krakowie. Byliśmy też na wielu festiwalach w Polsce i za granicą. Oczywiście to bardzo miłe, ale dla mnie najważniejszym sprawdzianem pozostaje widz. Największą nagrodą jest sytuacja, kiedy ktoś napisze, że obejrzał film i jeszcze przez tydzień o nim myślał. Właśnie o takie kino mi chodzi.

 

– Był też moment, kiedy zainteresowały się Wami media, zwłaszcza po sukcesach w Los Angeles. Wydaje mi się, że to jest trochę paradoks, że media dostrzegają film dopiero wtedy, kiedy ktoś go zauważy za granicą, ignorując dobrą polską produkcję.

– Trochę tak działa ten mechanizm. Jeśli film niezależny zostanie zauważony za granicą, łatwiej zwrócić na niego uwagę również w Polsce. W Los Angeles Sebastian Cybulski dostał nagrodę za najlepszą rolę męską, a Agnieszka Kawiorska i Sebastian Cybulski za najlepszy duet. Nie mam jednak do mediów pretensji. Powstaje ogromna liczba produkcji, trudno śledzić wszystko. Mam raczej wrażenie, że polskie środowisko dopiero przekonuje się do kina gatunkowego. Kilka lat temu podobnie było z horrorami. Dzisiaj są już traktowane znacznie poważniej. Myślę, że science fiction przechodzi podobną drogę.

Jest też drugi problem – kiedy mówimy o science fiction, zwykłym widzom może wydawać się, że zobaczą „Gwiezdne wojny”, tylko z małym budżetem. Polacy porywają się z motyką na słońce, starają się dorównywać wielkim amerykańskim produkcjom. To nie może się udać. Twierdzę jednak, że mi się udało, bo wierzę, że kino SF jest czymś więcej niż tylko pokazem efektów specjalnych. „Intersection” jest filmem kameralnym. Dużo bliżej mu do „Ex Machiny” Alexa Garlanda niż do wielkich blockbusterów. Często słyszę też porównania do serialu „Czerne lustro” [„Black Mirror” – przyp. red.]. Jeśli już miałbym szukać odniesień, to właśnie w takim kierunku. Interesuje mnie przede wszystkim warstwa psychologiczna, społeczna i filozoficzna.

 

Sprawczość pozostaje po stronie ludzi

– W filmie połączone zostały dwa obszary, które zawsze były ciekawe dla fantastyki, czyli tematy sztucznej inteligencji i alternatywnych rzeczywistości. O czym więc jest „Intersection”?

– O człowieczeństwie. O tym, co nas definiuje i co pozostaje z człowieka w świecie coraz silniej kształtowanym przez technologię. W filmie pojawiają się dwa główne motywy: sztuczna inteligencja oraz alternatywne rzeczywistości. Oba prowadzą jednak do tego samego pytania: czy jesteśmy sumą własnych decyzji? Czy to właśnie nasze wybory definiują nas jako ludzi? Interesuje mnie to, jak wykorzystujemy czas, jakie priorytety wybieramy i jak te decyzje wpływają na nasze życie.

 

– W filmie sztuczna inteligencja zastępuje ludzi na rynku pracy. Dzisiaj ten temat wydaje się wyjątkowo aktualny.

– Kiedy pisaliśmy scenariusz, ChatGPT jeszcze nie był zjawiskiem, którym jest dzisiaj, dlatego trochę śmieję się, że zdążyliśmy trafić w temat przed jego eksplozją. Jednocześnie mam pewien problem z samym określeniem „sztuczna inteligencja”. Bardzo często działa ono jak ekran, za którym chowamy rzeczywiste problemy. Mówi się: „AI zabierze nam pracę”, „AI zagrozi ludzkości”. Tylko czym właściwie jest AI? Oprogramowaniem. Narzędziem stworzonym przez ludzi. Jeżeli stworzymy oprogramowanie, które wyrządzi ludziom krzywdę, odpowiedzialność nie leży po stronie programu, tylko po stronie człowieka. Tymczasem używając skrótu „AI”, często odbieramy sobie sprawczość. Zaczynamy mówić o technologii tak, jakby była samodzielnym bytem. Sprawczość była i pozostaje po stronie ludzi. To ważna rzecz, o której łatwo zapomnieć.

 

Bunt AI?

– W opisie swojego wcześniejszego krótkiego metrażu „Demiurg” piszesz: „Pojawienie się sztucznej inteligencji miało zwiastować dla ludzkości świetną przyszłość. Stało się jednak inaczej. Jedynymi beneficjentami nowych czasów zostały wielkie korporacje, które jako właściciele nowej technologii zaczęły w swoich rękach kumulować ogromne bogactwo. Ludzie masowo tracili pracę i środki do życia, ponieważ byli zastępowani inteligentnymi robotami zwanymi androidami. Te, nie mając żadnych praw, pełniły rolę niewolników, jednak z czasem zamiast zgodzić się ze swoim losem, zmierzyły się z wykluczonymi ludźmi”. Czy uważasz, że na jakimś dalszym etapie możemy dojść do momentu, kiedy również sztuczna inteligencja zyska świadomość, że jest wyzyskiwana w tym systemie?

– Ten bunt jest możliwy, ale nie dlatego, że sztuczna inteligencja się zbuntuje. Bardziej dlatego, że korzyści z tej technologii mogą zostać zawłaszczone przez bardzo niewielką grupę ludzi. To zresztą główny temat filmu „Demiurg”. Androidy są tam bardziej metaforą ludzi wykluczonych niż próbą przewidywania przyszłości technologii. Interesuje mnie pytanie, kto korzysta na postępie. Jeśli nie będziemy uważać, może się okazać, że zyski z kolejnej wielkiej rewolucji technologicznej trafią wyłącznie do najbogatszych.

 

– A co z wizją świadomej sztucznej inteligencji?

– To bardzo ciekawe pytanie, ale problem polega na tym, że nie potrafimy nawet zdefiniować ludzkiej świadomości. Nie istnieje naukowy konsensus, czym ona właściwie jest. Dlatego wszystkie prognozy dotyczące świadomego AI są w dużej mierze spekulacją. Mam też wrażenie, że bardzo łatwo przypisujemy maszynom ludzkie cechy. Tymczasem, jeśli kiedyś powstanie coś, co będzie przypominało świadomość, prawdopodobnie będzie to coś zupełnie innego niż my. Nie będzie miało naszej biologii, naszych wspomnień, emocji czy sposobu postrzegania świata.

 

– Jakie widzisz największe szanse i największe zagrożenia związane z AI z punktu widzenia ludzi?

– Szanse są ogromne. Już dziś istnieją systemy pomagające w biologii czy medycynie, które przyspieszają badania i rozwiązują problemy, z którymi ludzie zmagaliby się latami.

Zagrożenie widzę przede wszystkim w koncentracji korzyści. Możemy stworzyć technologię, która poprawi życie miliardów ludzi, ale równie dobrze możemy stworzyć technologię, której owoce trafią wyłącznie do wąskiej grupy najbogatszych. To nie jest problem techniczny. To problem polityczny, społeczny i ekonomiczny.

 

Kwestia kontroli

– Jak doświadczałeś obecności AI w pracy nad filmem?

– W przypadku „Intersection” praktycznie jej nie było. Kiedy kończyliśmy postprodukcję, narzędzia generatywne nie były jeszcze na poziomie, który znamy dzisiaj. Wszystkie efekty wykonywaliśmy tradycyjnymi metodami. Nie oznacza to jednak, że jestem przeciwnikiem takich technologii. Wręcz przeciwnie. Uważam, że mogą być bardzo pomocne dla twórców niezależnych. Dzięki nim ludzie, którzy nie dysponują budżetami wielkich studiów, zyskują dostęp do narzędzi pozwalających realizować pomysły wcześniej pozostające poza ich zasięgiem. To pewna forma demokratyzacji kina. Niemniej, jeśli będę mógł zrealizować kolejny projekt, będę się też wspierał technologią sztucznej inteligencji, ale raczej jako narzędzie pomocnicze niż zastępstwo dla twórcy. Nie planuję realizować całych filmów za pomocą generatorów obrazu czy wideo. Powód jest prosty: nadal nie dają one wystarczającej kontroli.

W filmie każdy kadr ma znaczenie. Każdy ruch kamery jest świadomą decyzją. Tymczasem generatory często działają w sposób nieprzewidywalny. Możesz bardzo dokładnie opisać scenę, a i tak otrzymasz coś innego, niż sobie wyobrażałeś. Oczywiście czasami rezultat jest ciekawy, ale nadal jest to bardziej wybieranie spośród propozycji niż pełna kontrola nad procesem twórczym. Wiele osób uważa dziś, że AI pozwala realizować dokładnie to, co twórca ma w głowie. W moim doświadczeniu jest odwrotnie. To nie jest jeszcze poziom, który pozwala reżyserowi kontrolować wszystko tak precyzyjnie, jak podczas klasycznej produkcji. Dlatego widzę przyszłość tych narzędzi przede wszystkim jako element większego procesu. Można wykorzystać je do efektów specjalnych, wizualizacji czy przygotowania pewnych elementów świata przedstawionego, ale nie jako pełny zamiennik pracy twórczej.

 

– Twórcy graficzni czy muzycy często reagują na AI bardzo emocjonalnie. Część uważa, że odbierze im pracę, część twierdzi, że obniża wartość sztuki. Podzielasz te obawy?

– Rozumiem je. Myślę jednak, że rzeczywistość okaże się bardziej skomplikowana. Z jednej strony próg wejścia rzeczywiście zostanie obniżony. Ktoś, kto kiedyś nie miał żadnych szans na realizację własnego filmu czy teledysku, dziś może spróbować zrobić to samodzielnie, może osiągnąć przyzwoity efekt znacznie mniejszym kosztem. To jest wielka zmiana na plus. Równolegle pojawia się pytanie o autorstwo i odpowiedzialność twórczą. Sam przeprowadziłem eksperyment. Zrealizowałem osiemnastominutowy film science fiction przy użyciu narzędzi AI, głównie po to, by poznać ich ograniczenia. Wtedy zacząłem się zastanawiać nad czymś bardzo prostym. Coraz częściej spotykam osoby przedstawiające się jako „reżyserzy filmów AI”. Tylko kim właściwie jest taki reżyser? To nie jest złośliwe pytanie. Naprawdę mnie to ciekawi. Jeżeli masz bardzo konkretną wizję i próbujesz ją zrealizować, to nadal jesteś twórcą korzystającym z nowego narzędzia. Ale jeżeli cały proces polega na wpisywaniu kolejnych promptów i wybieraniu spośród losowo generowanych propozycji, to pojawia się pytanie, ile w tym jest jeszcze reżyserii, a ile selekcji gotowych rozwiązań.

Ludzie często mówią o „halucynacjach” sztucznej inteligencji, jakby były one wyjątkiem od reguły. Tymczasem generatywna AI działa właśnie w ten sposób. Ona nie odtwarza rzeczywistości, tylko nieustannie przewiduje najbardziej prawdopodobne odpowiedzi na podstawie danych, na których została wytrenowana. Dlatego za każdym razem dostajesz trochę inny rezultat. W przypadku filmu jest to szczególnie widoczne. Możesz wygenerować ujęcie twarzy, a potem spróbować oddalić kamerę i nagle okazuje się, że świat wokół wygląda zupełnie inaczej niż chwilę wcześniej. System nie pamięta tego, co stworzył w taki sposób, w jaki robi to człowiek.

To bardzo potężne narzędzie, ale nadal narzędzie. Sztuka tworzona przez człowieka zachowa swoją wartość właśnie dlatego, że stoi za nią człowiek. Historia kina daje nam zresztą ciekawe przykłady. Kiedy efekty komputerowe zaczęły dominować w Hollywood, wydawało się, że wszystko będzie generowane cyfrowo. Tymczasem po latach zaczęto coraz bardziej doceniać prawdziwe dekoracje, prawdziwe lokacje, kaskaderów czy efekty praktyczne. Jeżeli widz wie, że coś zostało naprawdę wykonane, często odbiera to jako bardziej wartościowe. Myślę, że podobnie będzie ze sztuczną inteligencją. Nie zniknie potrzeba opowiadania historii. Nie zniknie potrzeba posiadania własnej wizji. Nie zniknie też potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem. Zmieni się natomiast zestaw narzędzi, którymi będziemy się posługiwać. I być może właśnie dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: „Czy AI zastąpi człowieka?”, ale raczej: „Jak człowiek wykorzysta AI?”. Odpowiedź na to pytanie nadal zależy przede wszystkim od nas.

 

BIO:

Adam Nowak jest twórcą filmowym, reżyserem od lat próbującym tworzyć polskie kino science fiction. Po kilku udanych krótkich metrażach, które można znaleźć na YouTubie, w 2024 roku nakręcił swój pierwszy pełnometrażowy film „Intersection”. Scenariusze tworzy wspólnie ze swoim bratem, Markiem, znanym naszym Czytelnikom z łamów „Tygodnika Solidarność”.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.06.2026 09:31
Źródło: Tygodnik Solidarność 23/2026, oprac. Ludwik Pęzioł