Czy psychoanaliza służyła pedofilom? Mroczna strona Freuda

- Zygmunt Freud stworzył wpływową, ale – według autorki – redukcjonistyczną wizję człowieka jako istoty zdominowanej przez popędy, zwłaszcza seksualne, podważając tradycyjne pojęcia wolnej woli i duchowości.
- Krytycy wskazują na nieskuteczność i kontrowersyjność jego metod oraz sprzeczności w teoriach, a także na jego życie prywatne jako podważające wiarygodność psychoanalizy.
- Według części interpretacji popularność Freuda wynikała m.in. z użyteczności jego teorii dla elit, ponieważ mogły one usprawiedliwiać niemoralne zachowania i podważać wiarygodność ofiar nadużyć.
Nowy, Freudowski człowiek
„Patrząc na całokształt twórczości wiedeńczyka, można stwierdzić, iż w swych badaniach dążył on do stworzenia całościowej, totalnej wizji człowieka, nie zadowalając się jedynie fragmentarycznymi wyjaśnieniami”
– pisze Dorota Jewdokimow w eseju „Iluzja psychoanalizy, czyli czego Freud dowiedział się o Bogu?”. Wizja tego „nowego, Freudowskiego człowieka” była smutna, wręcz żałosna. Dostrzegał to zresztą sam jej twórca, nie mając zbyt dobrego zdania o ludzkim gatunku.
„W głębi serca jestem przekonany, że moi drodzy bliźni, z kilkoma wyjątkami, są bezwartościowi”
– pisał nasz sympatyczny psychoanalityk.
Freud doszedł w swoich analizach do wniosku, że człowiek jest istotą skazaną na bycie wiecznym niewolnikiem tajemniczych popędów biologii, głównie związanych z instynktem pożądania seksualnego.
„Seksualność jest kluczem do problemu psychoneuroz i nerwic w ogóle. Nikt, kto gardzi kluczem, nigdy nie będzie w stanie otworzyć drzwi”
– pisał. Jak pokazywała jednak praktyka, także uwalnianie libido nie stało się kluczem do ludzkiej psychiki. Freud leczył swoich pacjentów latami, w prywatnej korespondencji skarżąc się na brak rezultatów. Potrafił wpędzić ich w jeszcze głębsze psychozy niż te, z którymi nieszczęśnicy kładli się na jego kozetkę. Własną córkę, Annę, poddawał psychoanalizie przez dziewięć lat, kilka razy w tygodniu. Łamał tym samym propagowaną przez siebie zasadę o tym, że nie należy prowadzić psychoanalizy osób z rodziny ani przyjaciół. Jednak „co wolno wojewodzie…”.
Freud i śmierć
Freud zapętlał zarówno siebie, jak i pacjentów, w niekończącym się labiryncie symboli, słów, emocji, popędów, tłumacząc je dowolnie i dobierając „rozwiązania” do aktualnej sytuacji. Efekty jego metod działania były mierzalne jedynie przez niego, a zatem – niemierzalne w ogóle. Co najmniej kilku jego pacjentów popełniło samobójstwo, a symboliczne dla „zapętlonej” metody Freuda stało się proponowanie przez niego leczenia uzależnienia od morfiny… kokainą. Metoda okazała się skuteczna – pacjent zmarł. Freud eksperymentował z kokainą także na sobie.
„A jeśli się odważysz, przekonasz się, kto jest silniejszy: delikatna dziewczynka, która nie je wystarczająco dużo, czy wielki, dziki mężczyzna z kokainą w swym ciele”
– pisał w 1884 roku do żony Marty.
„Idealna, wieczna miłość, oczyszczona z wszelkiej nienawiści, istnieje tylko między uzależnionym a jego narkotykiem”
– stwierdzał wiedeński badacz. Freud zmarł zresztą w wyniku przedawkowania środków psychoaktywnych, tym razem morfiny. Dziś nazwalibyśmy to „wspomaganym samobójstwem” dokonanym przez jego lekarza Maxa Schura po konsultacji z wyznaczoną przez Freuda do tej roli córką Anną. W obciążeniu córki podjęciem takiej decyzji (powodowanej współczuciem dla chorego na raka szczęki ojca) jeden z biografów Freuda Michel Onfray widział zrealizowaną przez psychoanalityka pochodzącą ze starożytnej mitologii fantazję o córce będącej zarazem dawczynią miłości, jak i śmierci.
Nieprzyjemne szczegóły rewolucji
Biedna Anna była notabene od wieku nastoletniego ciągana po seminariach Towarzystwa Psychoanalitycznego.
„Jeśli przyjrzymy się sprawozdaniom z posiedzeń, może dziwić, że ojciec tak młodą córkę zabierał na debaty o seksie analnym, kazirodztwie, zaburzeniach histerycznych u kobiet, depresji libidinalnej, perwersjach seksualnych, szkodliwych efektach onanizmu, dziecięcych skłonnościach do masochizmu…”
– pisze Onfray w książce „Zmierzch bożyszcza”.
„Czy powinno nas dziwić, że Anna cierpiała na anoreksję? Nie trzeba być wielkim uczonym ani nawet psychoanalitykiem dziecięcym, by domyślić się przyczyn”
– dodaje.
Anna Freud cierpiała także na anoreksję seksualną, nad czym zresztą ubolewał jej ojciec, skarżąc się psychoanalityczce Lou Salomé w grudniu 1927 roku:
„[Anna] jest wspaniała i całkowicie niezależna pod względem intelektualnym, ale nie posiada życia seksualnego”.
Trudno się dziwić, takie przedawkowanie erotyki uczyniłoby impotentem nawet jurnego słowiańskiego górala w rodzaju Witkacego. Skoro o nim mowa, nawet dla niego, miłośnika używek o rozbuchanym libido, Freud był „za mocny”. Witkacy, choć dostrzegał wartość w propagowanym przez badacza sięganiu w głąb podświadomości, uważał jednak, że nakreślona przez wiedeńczyka wizja człowieka jest zbyt redukcjonistyczna i pozbawiona metafizyki.
Nie wiemy, czy Witkacy znał wypowiedź Freuda o rewolucji 1917 roku, gdyby jednak tak było – z pewnością by się wściekł.
„Istnieją też ludzie czynu, niezłomni w przekonaniach, niewrażliwi na cierpienie bliźnich, jeśli idą prostą drogą do celu. To właśnie takim ludziom zawdzięczamy realizację owej wspaniałej próby zaprowadzenia w Rosji nowych porządków. W epoce, w której wielkie narody obwieszczają, iż zbawienia spodziewają się jedynie od trwania w pobożności chrześcijańskiej, rewolucja rosyjska – mimo wszystkich swych nieprzyjemnych szczegółów – wydaje się wręcz zapowiedzią lepszej przyszłości” – pisał Freud w „Wykładach ze wstępu do psychoanalizy”.
Witkacy, który na własnej skórze doświadczył wspomnianych przez wiedeńczyka „nieprzyjemnych szczegółów”, miał na temat bolszewizmu jasno określone zdanie.
Im bardziej analizujemy teorie Freuda, tym bardziej wydają się one wewnętrznie sprzeczne, niespójne, zapętlone, choć sformułowane ze swadą i opisane z talentem. Generalnie jednak, zarówno z biografii badacza, owoców jego dokonań (para)medycznych, jak i z jego pism, wyłania się obraz kogoś, kogo jedna z amerykańskich internautek określiła krótko:
„crazy as [nomen omen] fuck”.
Sekret powodzenia
Dlaczego zatem Freud zrobił światową karierę, stając się dla tylu osób swoistym guru, z którego nauczaniem nie wolno dyskutować? Jedna z możliwych hipotez to uznanie, że Freud był dla koncepcji ludzkiej (pod)świadomości tym, kim Marks i Lenin dla koncepcji społeczeństwa. Tak jak ideolodzy rewolucyjni tworzyli nową wizję relacji międzyludzkich, podobnie Freud przebudowywał ludzką psychikę. Wspólny mianownik obu tych przemian to chaos, zniszczenie, a przede wszystkim – rozmontowanie organizacji opartej na zasadach chrześcijańskich.
Freud czynił to na wielu polach – począwszy od samego zastąpienia religii psychoanalizą, porządku – chaosem, popędami i dowolnością dobieranych do danej sytuacji symbolicznych skojarzeń, po zanegowanie istnienia wolnej woli i zastąpienie koncepcji walki duchowej ideą „samozbawienia” przez samopoznanie. Kozetka zastąpiła konfesjonał, a kapłana – prowadzący psychoanalizę „guru”. Być może zatem nie tyle Freud był genialny, co chrześcijaństwo miało od zawsze wielu wrogów. A Freud, podobnie jak kiedyś Lenin czy Marks, stał się dla nich niezwykle użyteczny.
Zamach na prawdę
Wieloletni badacz twórczości wiedeńskiego psychoanalityka, były dyrektor Archiwum Freuda, pisarz i publicysta m.in. „New York Timesa”, Jeffrey Masson, stawia w swojej książce „Zamach na prawdę” także inną (choć niewykluczającą powyższej, a raczej komplementarną wobec niej) tezę o użyteczności Freuda dla wiedeńskich „wyższych sfer”. Być może ich członkowie dostrzegli w nim kogoś, dzięki komu dokonywane przez nich haniebne czyny (chodzi tu głównie o seksualne wykorzystywanie dzieci, także na drodze kazirodztwa), nie tylko znajdą usprawiedliwienie, ale także nigdy nie wyjdą na jaw, dzięki… wmówieniu ofiarom, że nigdy do nich nie doszło. A jeśli nawet tak było – to ofiary ponoszą za nie odpowiedzialność. Jednym słowem – pełna bezkarność sprawców: „Róbta, co chceta! (Jeśli należyta do elyta)”.
Co ciekawe, odkrycie przez Massona, że Freud z początku na drodze swoich badań odkrył, że nerwice w wieku dorosłym mogą mieć korzenie w nadużyciach seksualnych w dzieciństwie, po wygłoszeniu odczytu na ten temat (uznanego zresztą przez Massona za najlepsze dzieło wiedeńskiego psychoanalityka), spotkawszy się z oburzeniem i środowiskowym ostracyzmem, zmienił zdanie o 180 stopni, uznając pamięć o molestowaniu w dzieciństwie za wytwory fantazji.
Moralne eldorado
Stworzenie przez Freuda karkołomnej teorii o podświadomym pociągu do rodzica płci przeciwnej i związanej z tym chęci zabicia rodzica tej samej płci, a także postrzeganie już kilkuletnich dzieci jako istot seksualnych, musiało dla zboczeńców tamtej (i każdej następnej) epoki stanowić mentalne (i moralne) eldorado. Nie tylko nie są oni winni molestowania, ale także nikt nie będzie wierzył ich ofiarom, jeśli te zdecydują się mówić. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wiedeński psychoanalityk, choć zapewne początkowo kierowały nim pobudki naukowe, kiedy prawda stała się niewygodna dla niego samego oraz dla ludzi tamtej epoki posiadających władzę, pieniądze i znajomości, porzucił rzetelność badawczą i zaczął tworzyć teorie „na zamówienie” kręgu towarzyskiego, w którym się obracał. Pisał bzdury w rodzaju tezy o tym, że kazirodztwo jest naturalnym popędem człowieka stłumionym przez religię i kulturę, wywracał każdy możliwy porządek, twierdząc np., że „psychologicznie rzecz biorąc – dziecko jest ojcem człowieka dorosłego”, a religię określał mianem „nerwicy natręctw ludzkości”. Było to z pewnością na rękę rozmaitym wpływowym zwyrolom tamtego czasu.
Kiedy spojrzymy na ten mechanizm z dzisiejszej perspektywy, w roku ujawnienia części archiwów Epsteina, dostrzeżemy interesujące analogie. Oskarżany m.in. o gwałt na nieletniej Virginii Giuffre były książę Yorku Andrzej pochodzi z tej samej rodziny monarchów brytyjskich, z której wywodziła się pacjentka Freuda, księżniczka Alicja, babcia obecnego króla Wielkiej Brytanii Karola III. Rody królewskie, co nie jest żadną tajemnicą, miały nie tylko tendencje do chowu wsobnego (wyzwoliły się zatem, zgodnie z nauką Freuda, z okowów zakazujących kazirodztwa tabu kulturowych!), ale także do – zapewne związanego z tym – popadania w choroby i szaleństwo.Freud przyjaźnił się również z księżniczką Marią Bonaparte, prawnuczką Napoleona. Obracał się wśród elit, które zapewniały mu wpływy, pieniądze i popularność. Za jaką cenę? To wiedzą jedynie milczący już na zawsze pacjenci wiedeńczyka.
Opublikowanie prawdy o tym, komu w istocie służyły jego metody badawcze, wywołało oburzenie większości środowiska psychoanalitycznego (i odwołanie „sygnalisty” Masona ze stanowiska dyrektora Freudowskich archiwów), któremu to odkrycie zapewne zburzyło dotychczasową wizję świata. Można im na pociechę zacytować w odpowiedzi słowa ich wiedeńskiego mistrza:
„Niewyrażone emocje nigdy nie umierają. Zostają zakopane żywcem, aby powrócić później w znacznie gorszej postaci”.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Karol Gac: Wielki bój Orbána

Magdalena Okraska: W kulturze nadmiaru

Rafał Woś: Rządzą nami ludzie pozbawieni ekonomicznej wyobraźni

Rząd jedzie na ścianę. Nowy numer „Tygodnika Solidarność”

Najbardziej zakazane słowo w Polsce






