Jakub Wojewódzki i samobój medialnej potęgi

- Starcie między Krzysztofem Stanowskim a Jakubem Wojewódzkim zostało przez autora przedstawione jako symboliczny moment kompromitacji starej elity medialnej i możliwego końca jej dominacji.
- Tekst kontrastuje dwa modele dziennikarstwa: Wojewódzkiego jako reprezentanta elit, często atakującego słabszych, oraz Stanowskiego jako postać budującą pozycję oddolnie i trafiającą w społeczne nastroje.
-
Onetowy wywiad ukazany został jako nieudana próba zdyskredytowania Stanowskiego, która ostatecznie obnażyła słabość i brak wiarygodności jego przeciwnika oraz szerszego środowiska medialnego.
W 1992 roku ukazuje się trzecia płyta toruńskiej Kobranocki, zatytułowana „Ku Nieboskłonom”. Na płycie znajduje się między innymi krzykliwy, punkowy kawałek „Radio powinno być dla gówniarzy”, który staje się jednym z utworów-manifestów nadawanej w radiowej Trójce audycji muzycznej „Brum”. Jednym z prowadzących program, a później naczelnym miesięcznika pod tą samą nazwą, jest Kuba Wojewódzki. W 2015 roku, tuż przed przegranymi przez Platformę wyborami, Adam Michnik wojowniczo deklaruje w imieniu swego obozu: „Nie oddamy Polski gówniarzom”. 11 lat później Jakub Wojewódzki próbuje bronić swojej medialnej pozycji przed młodszym o 20 lat Krzysztofem Stanowskim i tak symboliczne kółko się zamyka.
Pierwsze starcie
Początki kariery Wojewódzkiego łączą się z anarchicznym boomem polskiej muzyki początku lat 90. Poza „Brumem” Kuba Wojewódzki prowadził jeszcze audycje muzyczne w TVP, pełne popularnego wówczas punka i młodych kapel rockowych. Pracował też w upadającej pomału firmie Arston, projektował okładki płyt, reżyserował teledyski, czasem też grywał na perkusji. W telewizyjno-muzycznym uniwersum tamtych czasów był, obok Piotra Klatta czy Tomasza Żądy, jednym z bliskich moim potrzebom i kształtującym się muzycznym gustom prezenterów.
Jednak już w 1993 roku doszło do gwałtownego zderzenia się dwóch światów, które pierwszy raz postawiły nas po dwóch stronach barykady. Wojewódzki został jednym z szefów gwałtownie skomercjalizowanego festiwalu w Jarocinie, którego przedostatnia i ostatnia przed długą przerwą edycja odbyła się pod znakiem wypchnięcia poza nawias dominującego na scenie punk rocka na rzecz kapel kopiujących amerykańskie mody. Publiczność poczuła się ograbiona z festiwalu, co w 1993 roku skończyło się sporą, odnotowaną przez wszystkie media zadymą, a rok później awanturą jeszcze poważniejszą i zamknięciem imprezy na długie lata. Kuba Wojewódzki pierwszy raz zderzył się z tymi, którymi potem tak bardzo gardził – z Polską wykluczoną społecznie, poszkodowaną w procesie transformacji, spychaną (również przez jego samego) na margines społecznych, medialnych i kulturowych dyskursów. Tyle że nie pod postacią konserwatywnego aktywisty, polskiego patrioty czy przywiązanego do wiary i tradycji katolika, a wściekłego, nieraz agresywnego i pijącego w poczuciu beznadziei punkowca z małej miejscowości, w której właśnie zamknięto główny zakład pracy, młodego człowieka, wychowywanego przez większą część niedługiego życia do funkcjonowania w innym systemie, a teraz zmierzającego pewnym krokiem w stronę bezrobocia i degeneracji.
Smoleńsk z dwóch stron
Dla mnie dziś jest zupełną abstrakcją, że to ten sam człowiek – nie tylko z powodu wieku, tak samo jego fani z czasów „Idola” raczej nie kojarzyli jego początków. A on nagle stał się człowiekiem od wszystkiego. Stanowski jako dziennikarz powtórzył tę drogę, ale po swojemu – niemal od zawsze na swoim, z ryzykiem biznesowym, bez systemowej protekcji. Wojewódzki wprowadził modę na szczerość bez empatii. Obaj pozornie mówili, co myśleli, ale Wojewódzki tym, którzy mieli słabszy kapitał społeczny. Upokarzał słabych ku uciesze innych słabych, by ci przez zapośredniczoną wyższość poczuli się lepiej. Stanowski mówił, co myślał, być może również częściowo dla poklasku, ale wyczuwając słuszne na ogół emocje społeczne. Był głosem ludu i rozsądku, nie elit i kompleksów. Młodszy o dwie dekady, zaczynał bardzo wcześnie, jeszcze jako uczeń, pnąc się przez szczeble kariery w mediach sportowych. W każdym kolejnym projekcie, w którym uczestniczył, miał coraz więcej do powiedzenia, zarówno w sensie biznesowym, jak i dosłownym. Stopniowo poszerzał bowiem swoje zainteresowania i tematykę, w której zabierał głos. Duża część prawicowych odbiorców, jeśli nie kojarzyła go wcześniej jako dziennikarza sportowego, dowiedziała się o nim, gdy pod koniec poprzednich rządów Platformy, w marcu 2025 roku, napisał na portalu Weszło felieton, w którym bardzo mocno krytykował polskie państwo za niewyjaśnienie przez pięć lat katastrofy smoleńskiej.
Co ciekawe, w 2010 roku w świadomości sporej części Polaków Wojewódzki zaistniał skrajnie negatywnie, gdy zaczął bezceremonialnie nabijać się ze Smoleńska, rapując w radiowym studiu „Po trupach do celu”, bezceremonialnie i prymitywnie zaatakował Jarosława Kaczyńskiego. Potem z różnymi partnerami, w różnych stacjach pozwalał sobie na żarty, które innym by nie uszły, a jemu uchodziły. Rasizm, poniżanie osób innej narodowości, nie sprawiały, by znikał z reklam czy z grona przyjaciół Adama Michnika. Był medialnym cynglem III RP wymierzającym Herbertowską „chłostę śmiechu”. Działało to bardzo długo, choć Wojewódzki przegrywał niektóre polityczne bitwy. A raczej – przegrywali jego idole, gdy on pozostawał królem życia i ikoną sukcesu. Tyle że w pewnym momencie kimś takim, lecz bez bagażu całej moralnej dwuznaczności i bez salonowego wsparcia, a nawet wbrew niemu, kimś podobnym stał się Stanowski.
Ostatnia szarża
O ile udział w wyborach prezydenckich trzeba potraktować jako wielki happening z pogranicza żartu i dziennikarskiej prowokacji, o tyle Kanał Zero wydaje się być ukoronowaniem drogi Krzysztofa Stanowskiego (choć znając go, pewnie wcale tak nie będzie i jeszcze czymś nas wcześniej czy później zaskoczy). Prężnie działający kanał, zatrudniający wielu znanych dziennikarzy, wpływający na polską politykę i dyskusje o niej, a przy tym medium, które działając w warunkach wolnorynkowych, wypełnia w dużym stopniu misję, jaka powinna być zadaniem nadawcy publicznego. Co więcej, ten wolny rynek podlega ograniczeniom w postaci choćby nacisków na reklamodawców, stałej krytyki ze strony konkurencji, prób uderzenia w szefa przedsięwzięcia za pomocą szeregu mniej lub bardziej absurdalnych ataków. Ataków, które nie przyniosły dotąd oczekiwanych skutków. Jeśli Kanał Zero zaliczał jakieś kryzysy wizerunkowe, to raczej krótkotrwałe i na własne życzenie, jak po rozmowach z Maciejem Maciakiem czy Kamratami. Ataki „Wyborczej” czy polityków tylko wiązały widzów ze Stanowskim, co więcej, sprawiły, że ci zaczynają patrzeć życzliwiej nawet na reklamy będące symbolem wygranej medium i jego widzów nad dawnymi układami.
Szarża Wojewódzkiego wydaje się być desperackim atakiem, przeprowadzonym w sytuacji, gdy wszystko inne zawiodło. Szybko starzejący się superbohater powraca, by pokonać urojone zło, tymczasem pokazuje wszystkim, że gra nieczysto i jest bezsilny. Stanowski wykazuje, że kolejne argumenty Kuby Wojewódzkiego opierają się na zmyślonych lub zmanipulowanych cytatach, równocześnie przypominając, że gwiazdor Onetu ma na sumieniu właściwie wszystko, co przypisuje oponentowi, a nawet więcej. Zmanipulowana zapowiedź programu, stawiająca szefa Kanału Zero w fatalnym świetle, zarzuty o dawanie anteny niewłaściwym gościom w oparciu o cytaty z wypowiedzi późniejszej o wiele miesięcy niż sam wywiad (wątek Brauna), czy najgłośniejsze pytanie o rozmowę z politykiem PiS o pieniądzach, mającej odbyć się na imprezie, na której rozmówcy Wojewódzkiego nawet nie było. Sprawę odnotowały niemal wszystkie media, ale nawet te, które powinny grać w jednej drużynie z „królem TVN”, zauważyły jego kompromitację.
„Ciągle opowiadasz o wartościach, o zasadach, o dziennikarstwie. Nie masz zasad. Nie przestrzegasz podstawowych wartości. Dla mnie wypisałeś się z dziennikarstwa. To nie jest dziennikarstwo. Jeśli kiedykolwiek będziesz przemawiał z pozycji autorytetu, wszyscy powinni pamiętać o tym, że nie masz już takiego prawa. Naprawdę machnąłbym ręką, gdybyś w swobodnej rozmowie zarzucił mi coś, co się tylko ci wydawało. […] Ale ty przygotowałeś na mnie sfabrykowany materiał i liczyłeś, że polegnę pod naporem fejków. Ludzie się nie zorientują, że to fejki. A tłumaczeń już nikt nie będzie słuchał. Uznałeś, że jesteś na jakiejś wojnie światopoglądowej, w której ja jestem wrogiem i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Ja uważam, że stosowałeś ciosy absolutnie niedozwolone i wypisałeś się z zawodu”
– dopowiada Krzysztof Stanowski po kilku dniach i trudno tu cokolwiek dodać.
Czołowy przedstawiciel mediów III RP zaplątał się we własne kłamstwa, obnażając słabość nie tylko swoją, ale i całego swojego obozu. Oczywiście nie znaczy to, że pora odtrąbić triumf, zwłaszcza gdy walkę wygrał ktoś inny, nie media demaskujące tamten salon przez lata. Żadna medialna potęga nie trwa wiecznie – i to wiadomość co najmniej równie ważna jak to, że Stanowski z Wojewódzkim wygrał.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Znany dziennikarz Gazety Wyborczej dołącza do Kanału Zero

Matka Krzysztofa Stanowskiego walczyła o życie. Nowy wpis sugeruje poprawę
Jest wyrok ws. Stanowski kontra Janoszek: Film do usunięcia, 20 tys. zł zadośćuczynienia

Znany dziennikarz przechodzi do Kanału Zero
Prezydent o zawetowanych ustawach: "Chcę, żebyście państwo wiedzieli..."








