„Doszliśmy dziś do ściany”. Dług publiczny może uderzyć w emerytury i pensje

- Przekroczenie progu może oznaczać zamrożenie ponad pół miliona wynagrodzeń.
- Waloryzacja emerytur i rent zostałaby ograniczona.
- Tomasz Prusek mówi o konieczności znalezienia około 300 mld zł.
Dług zbliża się do czerwonej linii
Jak opisuje money.pl, państwowy dług publiczny jest coraz bliżej ustawowego progu 55 proc. PKB. Rada Fiskalna w opinii wydanej w połowie września oceniła, że ryzyko jego przekroczenia w przyszłym roku jest bardzo wysokie. Naruszenie tego limitu uruchomiłoby ograniczenia wynikające z ustawy o finansach publicznych. Dotyczyłyby one m.in. wynagrodzeń w sektorze publicznym oraz świadczeń.
„Kryzys fiskalny wymusi ograniczenia w budżetówce i systemie świadczeń społecznych. Skutki tych cięć obciążą całą obecną klasę polityczną” - mówi money.pl Tomasz Prusek, prezes Fundacji Przyjazny Kraj.
Ponad pół miliona pensji może zostać zamrożonych
Po przekroczeniu progu przepisy automatycznie zamrażają pensje w sektorze budżetowym. Jak wskazuje money.pl, chodzi o ponad pół miliona etatów - m.in. członków korpusu służby cywilnej, zawodowych żołnierzy, policjantów, pracowników administracji rządowej, nauczycieli i prokuratorów. „Jeśli do tego dojdzie, konieczne będą bolesne decyzje, w tym ograniczenie dynamiki wzrostu płac w sektorze publicznym” - mówił w rozmowie z money.pl wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej prof. Andrzej Torój.
Przepisy przewidują również ograniczenie waloryzacji emerytur i rent. Po przekroczeniu limitu świadczenia mogłyby zostać podniesione jedynie o poziom inflacji. Przyszłoroczna waloryzacja jest szacowana na około 3,5 proc. W reżimie wysokiego długu podwyżka musiałaby zostać ograniczona do maksymalnie 3 proc., przy czym mogłaby być także niższa.
„Trzeba będzie również ograniczyć tempo waloryzacji emerytur i rent. Przekroczenie wspomnianego progu odbije się też na niektórych samorządach” - wskazywał prof. Torój. Niższa waloryzacja miałaby znaczenie także w kolejnych latach, ponieważ następne podwyżki byłyby obliczane od mniejszej podstawy.
Ekspert: Trzeba znaleźć około 300 mld zł
Kolejną konsekwencją byłaby konieczność przygotowania budżetu bez deficytu albo ze znacznie ograniczoną różnicą między wydatkami a dochodami. „Wejście w kryzys zadłużenia z powodu nadmiernego długu publicznego grozi koniecznością zrównoważenia budżetu. Oznacza to wymóg znalezienia około 300 miliardów złotych, które w ostatnich latach pożyczamy w postaci nowego długu” - tłumaczy money.pl Tomasz Prusek.
Według eksperta możliwości są dwie - podwyższenie podatków albo cięcie wydatków, przede wszystkim socjalnych. Prusek wskazuje, że program Rodzina 800 plus oraz trzynaste i czternaste emerytury kosztują łącznie około 100 mld zł rocznie. „To właśnie wydatki socjalne są finansowane w praktyce "na kredyt". Dwie pozycje w budżecie państwa, czyli program Rodzina 800 plus oraz tzw. trzynastki i czternastki, każdego roku kosztują nas łącznie ok. 100 miliardów złotych. Pokazuje to, że mamy przestrzeń do wprowadzenia oszczędności. Osobną sprawą pozostaje to, czy będzie wola polityczna, by ten proces przeprowadzić” - mówi Prusek.
Kiedy Polacy mogą odczuć konsekwencje?
Ewentualne przekroczenie progu nie oznacza, że skutki pojawią się natychmiast. Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej wyjaśnia money.pl, że jeśli doszłoby do tego w przyszłym roku, informacja zostałaby odnotowana w komunikacie GUS dopiero wiosną 2028 roku. „Oznacza to, że bardzo istotnym ograniczeniom przy planowaniu budżetu państwa na 2029 r. będzie już podlegać kolejny rząd” - tłumaczy Kotecki.
Czas ten daje politykom możliwość reakcji. Prusek nie wyklucza zmian w ustawie o finansach publicznych, np. zawieszenia rygorystycznych przepisów albo podniesienia obecnego progu 55 proc.
Ministerstwo Finansów odpowiada. „Doszliśmy dziś do ściany”
Ministerstwo Finansów w reakcji na opinię Rady Fiskalnej wskazało, że Rada potwierdziła brak przekroczenia przez państwowy dług publiczny progu 60 proc. PKB w przyszłym roku. Resort twierdzi, że tylko w takim zakresie Rada może badać projekt ustawy budżetowej. Prusek ocenia jednak w rozmowie z money.pl, że dotychczasowy margines bezpieczeństwa się wyczerpuje.
„Obawiam się, że doszliśmy dziś do ściany i nie mamy już takich rezerw. To wszystko powoduje, że dla nowego rządu, który wyłonimy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, kryzys finansów publicznych nie będzie zagadnieniem czysto teoretycznym” - podsumowuje prezes Fundacji Przyjazny Kraj.
Komentarze
Najpotężniejsza fala bankructw w Niemczech od 20 lat
Rafał Woś: Rządzą nami ludzie pozbawieni ekonomicznej wyobraźni

Dług publiczny bije historyczny rekord. Zadłużenie rośnie lawinowo










