Szukaj
Konto

Polityka KE. Ardanowski: Nawet społeczeństwa zamożne mogą stanąć przed widmem głodu

Kromka chleba z okruchami
Źródło: Pixabay | Autor: Pixabay | Licencja: Pixabay | Kromka chleba
Komentarzy: 0
„Bardzo łatwo we współczesnym świecie zerwać łańcuchy dostaw, doprowadzić do tego czy poprzez konflikty międzynarodowe, czy pandemie, że nie będą pływały statki, nie będą latały samoloty i społeczeństwa nawet zamożne staną przed widmem głodu” - powiedział w rozmowie z portalem Tysol.pl Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Narodowej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy prezydencie Karolu Nawrockim, odnosząc się do unijnej polityki outsourcowania produktów żywnościowych.
Co musisz wiedzieć:
  • Przed wejściem w życie umowy z Mercosur KE dokonała potajemnie niekorzystnych zmian.
  • Sprawę szczegółowo opisał francuski dziennik „Le Point”.
  • Gazeta twierdzi, że dokument, który całkowicie zmienił zasady importu mięsa z Mercosur, przyjęto 22 kwietnia 2026 r. (a więc na kilka dni przed wejściem w życie umowy z Mercosur), nie informując o tym opinii publicznej.

„Wypadają trupy z szafy”

 

Odnosząc się do faktu, że umowa UE z Mercosur jest dużo bardziej niekorzystna dla europejskiego rolnictwa niż przedstawiała to Komisja Europejska Jan Krzysztof Ardanowski stwierdza:

 

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że „wypadają trupy z szafy”, bo dowiadujemy się o zakulisowych decyzjach Komisji Europejskiej, między innymi o dopuszczeniu bez cła 58 tys. ton wołowiny wysokiej jakości. Dowiadujemy się, że dobór firm, które będą mogły eksportować do Europy, który zawsze był elementem kontrolowania dostawców żywności do Europy i to się odbywało przez instytucje europejskie, przez kraje członkowskie, teraz KE wyraziła zgodę, że będą decydowały kraje Ameryki Południowej, kto od nich może eksportować. To w prostej konsekwencji prowadzi do tego, że nadzór i kontrola będą iluzoryczne.

 

To wszystko, co już się dzieje: żywność marnej jakości, nafaszerowana hormonami i pozostałościami pestycydów jest żywnością, której Europa powinna się obawiać. Również nie wykonano żadnej pracy – mam żal do władz Polski – by po pierwsze nie dopuścić do tej umowy. Można było stworzyć mniejszość blokującą. Polska nie wykonała żadnej pracy – żadnych not dyplomatycznych, żadnego uruchomienia ambasadorów, wyjazdów ministrów do krajów unijnych, by przekonywać do naszych racji, żadnych spotkań premiera Tuska z przywódcami krajów członkowskich. Nie zrobiliśmy nic, żeby nie dopuścić do tej umowy. Później, przez dłuższy czas było tłumaczenie, że my nie musimy nic z tą umową robić, bo Parlament Europejski złożył skargę. To jest oczywiste kłamstwo, bo PE nie złożył żadnej skargi. Wystąpił jedynie z wnioskiem o opinię prawną, czy procedowanie umowy z krajami Mercosur było zgodne z traktatami unijnymi. Skargę powinny złożyć kraje członkowskie, które uważają, że jakieś elementy tej umowy, a przede wszystkim elementy handlowe temu krajowi szkodzą, i przedstawić na to odpowiednie argumenty. Polska tego w odpowiednim czasie nie zrobiła. Jest spór prawny, czy skarga była możliwa tylko przez dwa miesiące od podpisania umowy, czyli od 9 stycznia termin upływał 9 marca. Polska nie zrobiła w tym czasie żadnego ruchu w kierunku skargi

 

- dodał.

 

Uchwała Sejmu

 

Jan Krzysztof Ardanowski przypomniał, że „rząd został zobligowany przez parlament uchwałą Sejmu, z wezwaniem wystąpił prezydent Nawrocki do premiera Tuska. Żadnego skutku to nie przyniosło”. Wskazywał, że „niektórzy prawnicy twierdzą, że ten termin jeszcze jest możliwy przez dwa miesiące od opublikowania decyzji w dzienniku urzędowym UE, czyli że upływa 26 maja, ale cóż, jeśli już od 1 maja umowa wchodzi w życie i ta żywność z pestycydami, żywność bez kontroli, żywność wytwarzana w innych warunkach niż w Europie – kraje Ameryki Południowej wprost powiedziały, że żadnych klauzul lustrzanych przestrzegać nie będą, czyli wytwarzania według norm europejskich, uważają, że mają własną technologię uprawy i Europa musi przyjmować taką żywność”.

 

Gra PSL

 

Teraz słyszę jakieś bałamutne twierdzenia, że rząd Polski będzie teraz ze skargą występował. Wydaje się, że to jest działanie bardziej pro forma, że to jest zasłona dymna ze strony PSL-u. Pewnie dostali zgodę od premiera Tuska na taką mimikrę, na taką grę, by udawać, że zabiegają o interesy polskiego rolnictwa. Myślę, że nikt się na to już nabrać nie da

 

- podkreślał Ardanowski odnosząc się do zapowiedzi rządu zaskarżenia umowy UE-Mercosur do TSUE.

 

Polityka Brukseli

 

Natomiast oprócz tych zagrożeń rynkowych, o których mówimy, czyli napływu żywności z innych regionów świata, gdzie warunki glebowo-klimatyczne bardzo często są lepsze niż w Europie i w związku z tym ta żywność będzie zawsze konkurencyjna, będzie tańsza w zderzeniu z żywnością europejską. Chyba że ta żywność europejska zostanie zlikwidowana, wtedy niech konsumenci zapomną o taniej żywności, bo ta, która będzie sprowadzana przez wielkie firmy ze świata, będzie droga, bo będzie trzeba zaakceptować przy niedostatku własnej żywności wszystkie warunki, jakie wielcy importerzy nałożą. Oprócz tych problemów rynkowych, gospodarczych, pojawia się następna sprawa, możliwe, że już przesądzona w Brukseli, mianowicie rozmontowanie wspólnej polityki rolnej, która przez parędziesiąt lat była głównym kreatorem postępu, zmian i nowoczesności w rolnictwie europejskim

 

- alarmował doradca prezydenta.

 

Podkreślał, że wspólna polityka rolna (WPR) jest ewidentnie sukcesem UE. Doprowadziła do tego, że rolnictwo europejskie jest wiodące na świecie, jest nowoczesne, wydajne, o wysokich standardach, i to ma być na naszych oczach zniszczone między innymi nie tylko przez zmniejszanie środków na WPR – to trwa już od kilku siedmiolatek, bo w okresach siedmioletnich jest to wszystko programowane – te środki są coraz mniejsze.

 

Na początku stanowiły w budżecie UE około 70 proc., w tej chwili jest to ok. 30 proc. z tendencją malejącą, ale pojawiło się jeszcze jedno zagrożenie. Środki w ramach WPR były zawsze wydzielone i dedykowane rolnikom i obszarom wiejskim. Nie było potrzeby rywalizować o te środki, ponieważ one były dedykowane rolnictwu. Teraz okazuje się, że Komisja Europejska tylko część środków chce przeznaczyć dla rolników – to są środki I filara dotychczasowej WPR czyli dopłaty bezpośrednie dla rolników – natomiast może ważniejsze z punktu widzenia rozwojowego i budowy konkurencyjności i odporności rolnictwa europejskiego – środki na inwestycje w ramach tzw. II filara – mają być połączone z innymi środkami dla danego kraju na inne polityki, między innymi politykę spójności czyli wyrównywania szans rozwojowych poszczególnych regionów Europy

 

- wyjaśniał.

 

Ostrzegał, iż „grozi to tym, że środowiska rolnicze będą miały ogromny problem, a moim zdaniem nie będą miały możliwości wywalczenia środków ze wspólnego budżetu, bo ogólnospołeczne potrzeby związane z infrastrukturą techniczną, społeczną, ze służbą zdrowia, z kulturą, z różnymi działaniami poprawiającymi jakość życia całego społeczeństwa zawsze będą ważniejsze niż inwestycje w rolnictwo”.

 

Sytuacja rolników

 

To zresztą jest przewidywalne jeszcze z innego powodu – środowiska rolnicze zaczynają nie liczyć się, czy mało znaczyć jako kurczący się elektorat w państwach europejskich. W związku z tym ja nie mam żadnych złudzeń. W poszczególnych krajach europejskich może Francja jest jeszcze obszarem, gdzie rolnicy mają jeszcze jakiś wpływ na politykę państwa, jakieś znaczenie. Natomiast w Polsce zdanie rolników nie będzie się liczyło ani na poziomie krajowym, ani tym bardziej w poszczególnych województwach. Potrzeby, które będzie kreował Sejmik Województwa będą zawsze nakierowane na wszystkie grupy społeczne, na interes ogólnospołeczny – tak będzie to tłumaczone – a nie na potrzeby rolników. W związku z tym może się okazać – to jest niestety bardzo realne – że środków na wspieranie rolnictwa po prostu w następnej perspektywie będzie bardzo mało, a jednocześnie to, od czego zaczęliśmy, czyli niszczenie rynku europejskiego przez zalew żywności tańszej, marnej jakości, likwidowanie gospodarstw rodzinnych w Europie sprawi, że na naszych oczach może nastąpić śmierć rolnictwa europejskiego w takiej formie, jaką znamy, czyli rolnictwa rodzinnego opartego o mniejsze, średnie gospodarstwa

 

- uświadamiał.

 

Pewnie ktoś ziemię będzie uprawiał, ale spodziewam się, że raczej będą to fundusze inwestycyjne i banki i model rolnictwa podobnego jak na Ukrainie, czy również w Ameryce Południowej, czyli wielkoobszarowego, z latyfundystami, z ogromnymi gospodarstwami. Tylko że sytuacja polegająca na uzależnieniu bezpieczeństwa żywnościowego od żywności zewnętrznej jest niezrozumiała, bo tylko własne rolnictwo jest w stanie skutecznie zabezpieczyć odpowiednią ilość i jakość żywności. Bardzo łatwo we współczesnym świecie zerwać łańcuchy dostaw, doprowadzić do tego czy poprzez konflikty międzynarodowe, czy pandemie, że nie będą pływały statki, nie będą latały samoloty i społeczeństwa nawet zamożne staną przed widmem głodu. To nie jest żaden futurystyczny scenariusz, to jest bardzo realna konsekwencja polityki, jaką uprawia Komisja Europejska, a bardziej międzynarodowe koncerny, które wpływają na polityków w Brukseli, i partykularnych interesów największych krajów UE, przede wszystkim Niemców. To wszystko na naszych oczach się dzieje

 

- mówił doradca prezydenta.

 

 

Koszty rosną, dochody maleją

 

Odnosząc się do coraz wyższych kosztów prowadzenia gospodarstw oraz bardzo wysokich cen nawozów Jan Krzysztof Ardanowski zauważył:

 

Zbiega się kilka bardzo negatywnych czynników. Napływ żywności zewnętrznej, który się już toczy – przede wszystkim do tej pory było to z Ukrainy. Błędy związane z otwarciem rynku europejskiego na żywność ukraińską, która w ogromnych ilościach trafiła zarówno do Polski, jak również do innych krajów europejskich ograniczając nasze możliwości eksportowe do tych krajów. My jesteśmy krajem nadwyżkowym i musimy część żywności eksportować i już nie mamy gdzie, ponieważ eksportowaliśmy głównie do Unii Europejskiej (80 proc.) i jesteśmy wypychani przez żywność ukraińską. Natomiast ten napływ żywności zewnętrznej sprawił, że ceny na rynku bardzo spadły. To są ceny sprzed 15-20 lat. Czy ktoś z Czytelników wyobraża sobie swoją pensję w 2026 roku w wysokości pensji sprzed 20 lat? Myślę, że nikt sobie nie wyobraża, a tyle mają płacone rolnicy. Jest więc problem w ogóle sprzedaży, a ceny nie pokrywają kosztów wytwarzania.

 

Następny zbieg okoliczności polega również na tym, że w momencie, kiedy trzeba wychodzić na wiosnę w pole, by zasilić oziminy nawozami – to jest niezbędne, żeby one dały odpowiedni plon, to dotyczy przede wszystkim nawozów azotowych i ta pierwsza dawka jest dla ozimin wyjątkowo ważna, ona w dużej mierze determinuje wielkość plonów – w tym momencie okazuje się, że nawozy są horrendalnie drogie. Wzrosty cen są niesamowite

 

- alarmował.

 

Do tego doszły wysokie ceny paliwa. Odeszliśmy już od wielu lat od trakcji konnej. Maszyny pracujące w rolnictwie – ciągniki i inne maszyny samobieżne – wymagają oleju napędowego, który drastycznie podrożał, więc rolnicy są w absolutnej pułapce. Gospodarstwa nie mają pieniędzy na bieżące prace polowe, na kupno materiału siewnego, na nawozy, na paliwo, na obsługę swoich zobowiązań – wiele gospodarstw jest zadłużonych. Zadłużenie gospodarstw rolnych w Polsce według danych, które niedawno widziałem to jest około 35 mld zł. Rolnicy byli do tej pory dobrymi kredytobiorcami, solidnie spłacającymi w większości swoje kredyty. W tej chwili wielu rolników nie jest w stanie realizować spłat kredytów

 

- dodał.

 

W ocenie Jana Krzysztofa Ardanowskiego „to jest tylko kwestia kilku miesięcy, kiedy do tych gospodarstw zapuka komornik. Myślę więc, że ten zbieg okoliczności, w dużej mierze do przewidzenia: polityki unijnej, polegającej na napływie żywności ze świata, braku przezorności rządu polskiego i braku działań, które miałyby chronić rynek wewnętrzny oraz wzrost kosztów środków do produkcji sprawiły, że wiele z gospodarstw w najbliższych miesiącach nie przetrwa, a gospodarstwa, które upadną, które będą licytowane czy przejmowane składniki gospodarstwa przez komorników, te gospodarstwa już się nie podniosą. To są zmiany, które na naszych oczach niestety na wsi zachodzą”.

 

KE okłamała rolników

Komisja Europejska do tej pory informowała o 99 tys. ton wołowiny z Mercosuru, podkreślając, że jej wprowadzanie na unijny rynek będzie odbywać się stopniowo przez 6 lat. Bruksela przedstawiała te wolumeny jako niewielkie, niezagrażające o wiele większej europejskiej produkcji. Miało to uspokoić rolników. Jak się okazuje, to była połowa prawdy.

Jak poinformowało RMF FM, prawdziwe uderzenie i szok cenowy nastąpi już od 1 maja, gdy wdrożona zostanie część handlowa umowy. Chodzi o tzw. wołowinę wysokiej jakości (High Quality Beef), czyli „kwotę Hilton”, która wynosi około 58 tys. ton (najwięcej z Argentyny i Brazylii).

Umowa z Mercosurem przewiduje natychmiastowe zniesienie cła na tę kwotę do 0 proc. w momencie wejścia w życie umowy. To oznacza, że mięso premium, które do tej pory było obciążone 20-procentowym cłem, z dnia na dzień stanie się o 1/5 tańsze w imporcie. Stanowi to bezpośrednią konkurencję dla najlepszych produktów z Polski, Francji czy Irlandii.

Francuski dziennik „Le Point” ujawnił, że dokument, który całkowicie zmienił zasady importu mięsa z Mercosur, przyjęto 22 kwietnia 2026 r. (a więc na kilka dni przed wejściem w życie umowy z Mercosur), nie informując o tym opinii publicznej. Komisja Europejska zrezygnowała z zarządzania systemem kwot. W standardowych umowach handlowych to Unia Europejska decyduje, komu daje pozwolenie na import. W umowie z Mercosurem zamiast umożliwienia unijnym importerom decydowania, od kogo kupują mięso, stery oddano krajom Ameryki Południowej.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 28.04.2026 20:12
Źródło: Tysol.pl