Szukaj
Konto

Ardanowski: Bariery stawiane w eksporcie do Mercosur są dla polskich producentów nie do przejścia

Krowa mleczna podczas dojenia przy pomocy dojarki
Źródło: Pixabay | Autor: Ehrecke | Licencja: Pixabay | Krowa mleczna podczas dojenia przy pomocy dojarki
– Sektor mleczarski w Polsce sądził, że umowa otworzy mu możliwości eksportowe do Ameryki Południowej. Już ostatnie dni pokazały, że bariery formalno-prawne związane z pozwoleniami, które obowiązują w Ameryce Południowej, są jak na razie nie do przejścia – mówi portalowi Tysol.pl Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Narodowej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy prezydencie Karolu Nawrockim.
Co musisz wiedzieć:
  • Minister rolnictwa Stefan Krajewski poinformował, że podpisane zostało rozporządzenie wprowadzające zakaz sprowadzania do Polski, m.in. z państw Mercosur, produktów, które mogą zawierać ślady pestycydów niedozwolonych w Unii Europejskiej.
  • Zdaniem resortu rolnictwa rozwiązanie to ma chronić zarówno rolników, jak i konsumentów.
  • O opinię w tej sprawie poprosiliśmy Jana Krzysztofa Ardanowskiego.

Rozporządzenie Krajewskiego

 

Jak poinformował minister rolnictwa Stefan Krajewski, podpisane zostało rozporządzenie wprowadzające zakaz sprowadzania do Polski, m.in. z państw Mercosur, produktów, które mogą zawierać ślady pestycydów niedozwolonych w Unii Europejskiej. Zdaniem resortu rolnictwa rozwiązanie to ma chronić zarówno rolników, jak i konsumentów. O komentarz portal Tysol.pl poprosił Jana Krzysztofa Ardanowskiego, przewodniczącego Narodowej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy prezydencie Karolu Nawrockim.

 

Cieszę się, że pan minister cokolwiek próbuje robić, ale to w dalszym ciągu jest raczej działanie propagandowe niż skuteczna ochrona rynku polskiego

 

– ocenił Ardanowski.

 

Przede wszystkim zagrożenie żywnością z Mercosur dotyczy dwóch aspektów. Z jednej strony bezpieczeństwa tej żywności i jakości. To nie jest to samo. Bezpieczna żywność powinna być każda, niezależnie od tego, czy ona jest droga, czy tania, czy z tzw. górnej półki, czy z dolnej, czy premium, czy nie. To jest warunek sine qua non w ogóle wpuszczenia żywności na rynek. Niestety dotychczasowe doświadczenia z importem z Ameryki Południowej pokazują, że jest to żywność w dużej mierze niebezpieczna. Te informacje, które otrzymywaliśmy, związane z hormonami wzrostu stosowanymi w hodowli zwierząt, różnego rodzaju antybiotykami, które są w Europie niedozwolone, również po to, żeby chronić zwierzęta, żeby szybciej rosły, także pozostałości pestycydów stosowanych w Ameryce Południowej, znajdujące się w przesyłkach, które docierają do Europy, są niepokojące

 

– dodał.

 

Brak skuteczności

 

Jak zauważył były minister rolnictwa, według informacji instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności, na przykład laboratoria zajmujące się analizą pozostałości pestycydów nie analizują pestycydów niedozwolonych w Europie. Analizują tylko przekroczenia tych, które są w Europie dozwolone. W jego ocenie jest możliwa do wprowadzenia również kontrola niedozwolonych pestycydów, ale to trzeba byłoby laboratoria wyposażyć w dodatkowy sprzęt, dofinansować, wzmocnić kadrowo.

 

Czy pan minister, poza podpisanym rozporządzeniem, również o tym pomyślał, jak wzmocnić instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności, którą codziennie mamy na naszych stołach? Nie słyszałem o tego typu działaniach

 

– zaznaczył.

 

Ardanowski przypomniał, że jak na razie tylko Francja zadeklarowała kontrolę każdej przesyłki na swojej granicy. Dodał, iż nie jest pewien, czy to będzie we Francji realne, ponieważ to wymaga ogromnego zaangażowania państwa oraz licznego i dobrze wyposażonego aparatu kontrolnego, żeby skontrolować każdą przesyłkę, która będzie przechodziła przez francuską granicę, niezależnie od tego, do jakiego kraju europejskiego dotarła ta żywność jako pierwszego.

 

„Polska powinna kontrolować przesyłki”

 

Chciałbym, żeby Polska również kontrolowała wszystkie przesyłki, które będą przychodziły z Ameryki Południowej, ale boję się, że tak jak do tej pory to bywało, żywność przychodząca ze świata, trafiająca do portu w Europie Zachodniej, czy to będzie Antwerpia, czy Amsterdam, czy Rotterdam, czy Hamburg, wchodzi do portu i staje się żywnością europejską. Już dalej rozchodzi się po Europie, nie mając jednoznacznego określenia, że jest to żywność pochodząca na przykład z Ameryki Południowej. Zresztą kontrola tej żywności w portach jest również iluzoryczna, ponieważ informacje o hormonach, które były zawarte w wołowinie pochodzącej z Brazylii, dotarły nie z instytucji kontrolnych w porcie – one nie wychwyciły tego – dopiero kiedy ta żywność rozeszła się po Europie, któryś z krajów zauważył, że w mięsie są niedozwolone w Europie hormony

 

– przypomniał Ardanowski.

 

W jego ocenie również i w portach przy ogromnych transportach, które liczą kilkadziesiąt tysięcy ton mrożonej wołowiny na przykład, czy mięsa drobiowego z Brazylii, możliwość skontrolowania każdej przesyłki jest technicznie niewykonalna.

 

 

„Zagrożeniem jest mięso”

 

Ale to jest jedna strona tego bezpieczeństwa żywności. Kto to będzie kontrolował w Polsce, czy żywność zawiera pozostałości pestycydów, czy też nie? Z Ameryki Południowej większym zagrożeniem są produkty pochodzenia zwierzęcego, przede wszystkim mięso wołowe i drobiowe, nabiał ewentualnie, niż tylko produkty roślinne, z których ogromne ilości to jest śruta sojowa modyfikowana genetycznie, która od wielu lat idzie szerokim strumieniem do Polski i niestety próby podejmowane również przeze mnie, przez posłów, którzy chcą rozwijać krajową produkcję białka roślinnego, potrzebnego do produkcji pasz i stopniowo rezygnować z importu śruty sojowej są torpedowane i niestety – mówię z przykrością – kolejne rządy ulegają lobby wielkich importerów. Pewnie dalej będzie się to utrzymywało

 

– mówił doradca prezydenta.

 

Dodał, że „z produktów roślinnych istotnych dla Europy to prawdopodobnie będą duże ilości kukurydzy sprowadzanej z Ameryki Południowej, ale to są kwestie dotyczące bezpieczeństwa żywności”.

 

To, co podjął Krajewski, to jest działanie w dobrym kierunku, natomiast jeżeli to nie zostanie odpowiednio wzmocnione dodatkowymi etatami, wzmocnieniem instytucji kontrolnych 24-godzinnym nadzorem, będą to działania pozorowane. Okazuje się, że w tzw. śluzach wejścia, czyli na przejściach granicznych czy w portach, to jest praca zmianowa i tylko w określonych godzinach inspektorzy pracują, bo jest ich za mało, nie są w stanie – nawet gdyby chcieli – kontrolować wszystkich przesyłek żywności

 

– przestrzegał.

 

Zagrożenie dla Polski

 

Ale drugie uderzenie w polskie rolnictwo dotyczy w ogóle importu żywności, niezależnie od tego, czy ona odpowiadałaby wymaganiom europejskim, czy też nie. Jeżeli my jesteśmy krajem, który ma nadwyżki żywności i musi eksportować około 40 proc. żywności głównie do Unii Europejskiej, bo tam do tej pory eksportowaliśmy najwięcej żywności – około 80 proc. polskiego eksportu trafiało do UE, to żywność, która napływa z zewnątrz, nawet jeżeli to stanowi kilka procent udziału w rynku żywności w Europie, powoduje, że my jesteśmy wypychani z tych krajów i to się dzieje na naszych oczach. My już tam nie możemy sprzedawać tego, co do tej pory sprzedawaliśmy, bo będzie zastępowane tańszą żywnością z Ameryki Południowej

 

– zauważył doradca prezydenta.

 

To samo zresztą dotyczy żywności z Ukrainy, która wypchnęła polskich eksporterów z wielu rynków w Europie. Oprócz tego, jeżeli chodzi o rynek wewnętrzny, to również sytuacja jest dla rolników niekorzystna, bo napływ żywności zewnętrznej, nawet jeżeli jesteśmy uspokajani, że to będzie w pierwszych latach kilka procent produktów rynkowych, które dotrą z Ameryki Południowej, to zawsze powoduje nieproporcjonalnie większy spadek ceny. Kilkuprocentowy napływ żywności z zewnątrz powoduje, że spadki są kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent w stosunku do cen płaconych do tej pory rolnikom. Tak było ze zbożem z Ukrainy. Tak samo jest z innymi produktami, które napływają z zewnątrz

 

– skonstatował.

 

„Zasłona dymna”

 

W jego ocenie „minister Krajewski stosuje taką trochę zasłonę dymną – udaje, że coś robi, a tak jak mówiłem już wielokrotnie, rząd nie wykonał praktycznie niczego, co mogłoby wcześniej zablokować umowę Mercosur. Nie wykonano żadnej pracy dyplomatycznej. Potem, udając, że jest przeciwny Mercosurowi, twierdził, iż nie będzie składał skargi, bo zrobił to Parlament Europejski. A przypomnę, że Parlament Europejski nie złożył żadnej skargi, tylko wystąpił z wnioskiem o opinię prawną. To nie jest żadna skarga. Wniosek o opinię prawną, czy sposób procedowania umowy z Mercosur był zgodny z traktatami europejskimi. To nie jest skarga, która wstrzymuje realizację umowy, co ma miejsce od pierwszego maja”.

 

Niepokojące doniesienia

 

Otrzymujemy coraz bardziej niepokojące informacje, że Europa się otworzyła na żywność z Ameryki Południowej, a wykorzystując różnego rodzaju bariery formalno-prawne, zezwolenia eksportowe itd., Ameryka Południowa będzie się broniła przed napływem – w niewielkiej ilości, ale jednak – elementów produktów żywnościowych z Europy

 

– poinformował.

 

Jako przykład Jan Krzysztof Ardanowski wymienił mleko.

 

Jeszcze przemysł mleczarski dość naiwnie sądził, że Ameryka Południowa jest nastawiona głównie na produkcję wołowiny, mięsa wołowego, ale nie ma dużej produkcji bydła mlecznego. Każdy region świata prędzej czy później będzie wszystko produkował. Natomiast sektor mleczarski w Polsce sądził, że umowa otworzy mu możliwości eksportowe do Ameryki Południowej. Już ostatnie dni pokazały, że bariery formalno-prawne związane z pozwoleniami, które obowiązują w Ameryce Południowej, są jak na razie nie do przejścia

 

– alarmował.

 

Jan Krzysztof Ardanowski podkreślił, że UE praktycznie niczego nie zyska na handlu żywnością, niszcząc własne rolnictwo, i ci, którzy w Polsce liczyli na to, że na umowie handlowej w jakikolwiek dla mnie niezrozumiały sposób zyskają polscy rolnicy, muszą się mocno rozczarować.

 

Spychologia Krajewskiego

 

Odnosząc się do argumentacji Stefana Krajewskiego, który twierdzi, że to konsumenci są tymi, którzy odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu rynku, i tak jakby na nich zrzucał całą odpowiedzialność za te konsekwencje, Jan Krzysztof Ardanowski stwierdził:

 

Mnie tego typu argumentacja bardzo smuci. To znaczy tak, bezradność rządu, niepodejmowanie żadnych działań, które miałyby chronić polski rynek, a tak jak to przedstawiałem, to uderzy bardzo mocno w polską produkcję rolną i twierdzenie – bałamutne – które często słyszę: „przecież konsumenci będą mieli wybór”, „to oni powinni być świadomi”, „to oni powinni zrozumieć wartość żywności”, czyli takie Piłatowe „my umywamy ręce, niech konsumenci sobie sami decydują”.

 

Po pierwsze, system oznaczeń żywności na świecie – to nie dotyczy tylko Unii Europejskiej – jest często tak zagmatwany, że my nie wiemy do końca, jaką żywność kupujemy, szczególnie że sieci handlowe, które zdominowały rynek żywności, wchodzą coraz bardziej w tzw. marki własne, gdzie my nie wiemy, z jakiego surowca i w jakim zakładzie produkt, który jest na półce, został wyprodukowany, tylko pisze: „wyprodukowano dla Lidla”, „wyprodukowano dla Netto” itd. My nie mamy więc wiedzy, jakie produkty kupujemy.

 

Po drugie, te produkty, które mają gorszy skład, które mają różnego rodzaju substancje, które mają obniżyć koszty wytwarzania, a tak będzie z żywnością zewnętrzną, będą trafiały do supermarketów. Ta żywność, którą mamy w supermarketach, jest wytwarzana z tańszych surowców, a tańszych, gdyż jest to wymuszone przez sieci handlowe na dostawcach, wypełniona różnego rodzaju zamiennikami, które są tańsze od produktów podstawowych, od mięsa, czy mleka, czy tłuszczu zwierzęcego, ta tańsza żywność wypiera żywność lepszą, a konsumenci często wybierają właśnie tańsze produkty. Zresztą polskie społeczeństwo nie należy do najbogatszych. Owszem są w społeczeństwie grupy ludzi zamożnych, którzy patrzą na skład i są gotowi zapłacić drożej za żywność wysokiej jakości, ale większość ludzi sugeruje się po prostu ceną żywności. Jeżeli więc ta żywność zewnętrzna, marna, często niebezpieczna, będzie tańsza, to ludzie będą to wybierali. To są pewne zrozumiałe i realne zachowania rynku. Czy pan minister o tym nie wie?

 

– pytał.

 

A próba zrzucenia odpowiedzialności z rządu, również z Ministerstwa Rolnictwa i PSL-u, który odpowiada za sektor rolny w Polsce, na konsumentów jest po prostu co najmniej dziwna

 

– skonstatował.

 

Problemy polskich producentów

 

Z blokadą eksportu polskiego mleka do Brazylii mamy do czynienia już od początku obowiązywania umowy Mercosur. Wprawdzie sektor mleczarski liczył na łatwiejszy eksport, w praktyce pojawiają się bariery administracyjne, w tym kwestia świadectw weterynaryjnych. 

 

Tymczasowa umowa UE z krajami Mercosur weszła w życie 1 maja 2026 roku. 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.05.2026 15:46
Źródło: Tysol.pl