Litr diesla po 8 zł? Ardanowski: Bez pomocy państwa rolnicy zbankrutują

- Jan Krzysztof Ardanowski ocenia, że wzrost cen oleju napędowego, niskie ceny produktów rolnych i zadłużenie gospodarstw mogą doprowadzić do fali niewypłacalności.
- Były minister postuluje czasowe zawieszenie spłat kredytów, wsparcie w pokrywaniu odsetek oraz przygotowanie długoterminowej strategii rolnej.
Ekonomiści i analitycy e-petrol przewidują, że już w przyszłym tygodniu za litr diesla zapłacimy ok. 8 zł. Pytany, co to oznacza dla rolników Jan Krzysztof Ardanowski odpowiada:
To jest problem, którego wielu w Polsce nie dostrzega. Martwimy się, czy ludzie mają paliwo, by dojechać na wczasy, natomiast nie rozumiemy, że koszt paliwa jest jednym z ważniejszych elementów produkcji rolniczej. Właściwie wszystkie maszyny rolnicze pracują na oleju napędowym – to dotyczy zarówno ciągników, jak i samobieżnych maszyn typu kombajny zbożowe, kombajny buraczane, czy innych rodzajów maszyn. Te ceny więc, na które rolnik nie ma żadnego wpływu, w sposób istotny determinują koszty w gospodarstwie.
Przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie zauważa, że „ceny otrzymywane w tej chwili przez rolników za płody rolne są bardzo niskie. To są często ceny, jakie były 15-20 lat temu przy bardzo wysokich kosztach nawozów, kosztach ochrony roślin, również kosztach paliwa rolniczego”.
W Polsce od wielu lat, od 2006 roku, jest zwracana część akcyzy zawartej w cenie oleju napędowego poprzez specjalny mechanizm: rolnicy składają wnioski, przedstawiają faktury zakupu paliwa. To jest w tej chwili około 1,4 zł za każdy litr zużytego paliwa do pewnej wysokości ustalonej przez ministerstwo rolnictwa, ale to nie pokrywa tych wzrostów cen, które są niezależne od rolnika. One wynikają z problemów czy to transportu międzynarodowego, sytuacji w cieśninie Ormuz, czasami też różnego rodzaju gier, które toczą się na rynku paliwowym. Rolnicy nie mają na to żadnego wpływu, a to w sposób bardzo istotny obniża dochodowość ich gospodarstw, ponieważ generuje dodatkowe koszty
- podkreśla.
W jego ocenie „rząd nie może w takich sytuacjach umywać rąk w geście Piłata, mówić, że nic nie można zrobić, ewentualnie analizować i oceniać sytuację i kiedyś podejmować decyzje, bo to 'kiedyś' może okazać się nieskuteczne.
Różne szacunki
Według różnych ocen sytuacja ekonomiczna gospodarstw jest coraz trudniejsza ze względu na wysokie koszty produkcji, niskie ceny płodów rolnych oraz problemy z ich sprzedażą. Przykład zeszłorocznych ziemniaków, gdy plony były obfite w całej zresztą Europie, okazuje się, że Niemcy dopłacili swoim rolnikom za wywiezienie tych ziemniaków poza granice Niemiec i znaczna część z tych ziemniaków trafiła do Polski, blokując polski rynek na ziemniaki produkowane przez polskich rolników
- przypomina Ardanowski.
W ocenie byłego ministra rolnictwa, w tego typu sytuacjach pewnej analizy kosztów, które mają wpływ na opłacalność produkcji rolniczej, rząd musi podejmować decyzje.
Wydaje się, że ten rząd jest bezradny. Raczej tak jak kiedyś pani europoseł Bieńkowska mówiła 'Sorry, taki mamy klimat', to teraz często minister rolnictwa mówi 'no trudno, taki jest wolny rynek'. A w produkcji żywności na świecie nie ma praktycznie wolnego rynku. Każdy kraj chroni swoich rolników po to, żeby mieć podstawową żywność tam, gdzie ona jest możliwa do produkowania, a w Europie, w Polsce jest możliwa. My nie jesteśmy jakimś bezludnym krajem afrykańskim, czy bliskowschodnim, który z konieczności musi sprowadzać żywność z zewnątrz. My jesteśmy dużym producentem rolnym w umiarkowanej strefie klimatycznej, gdzie mamy warunki, by produkować dużą ilość żywności zarówno na potrzeby nasze, jak i potrzebujących na świecie, ale to musi się odbywać w ramach pewnej uporządkowanej strategii dla polskiego rolnictwa, której niestety w tej chwili nie ma
- nie kryje ubolewania.
Czy rolnicy zbankrutują?
Dopytywany, czy to oznacza, że pod koniec roku czeka nas fala bankructw rolników, odpowiada:
Ja słyszę tę opinię od różnych ekonomistów. Po pierwsze, z analiz ekonomicznych choćby Wielkopolskiej Izby Rolniczej, Izby, której kierownictwo w sensie politycznym trzyma z PSL-em, wynika, że nie ma w tej chwili żadnego praktycznie produktu rolniczego, na którym rolnik może uzyskać dochody.
Ekspert podkreśla, iż „wiele gospodarstw jest zadłużonych. Znaczna część gospodarstw wstrzymała obsługę swojego zadłużenia, nie zapłaciła za nawozy, za środki ochrony roślin. Również mają kredyty w bankach, więc nie potrzeba mieć jakiejś wyjątkowo dużej wyobraźni, żeby wiedzieć jak to wszystko się zakończy”.
Banki mają określone procedury. Terminy spłaty przychodzą. Kredyty niespłacone są przeksięgowywane na kredyty wymagalne. Jeżeli w dalszym ciągu, po różnych wezwaniach, rolnik nie jest w stanie zapłacić, a w tej sytuacji zapaści ekonomicznej nie jest po prostu w stanie zapłacić, to jest wysyłany komornik, który egzekwuje z gospodarstwa, zabierając to, co jest najwartościowsze i co można najlepiej sprzedać, nie licząc się zresztą z wartością zajmowanych sprzętów, czy zapasów. Część rolników czekała do tegorocznych żniw. Żniwa trwają. W wielu miejscach, również ze względu na wiosenną suszę, na te bardzo wysokie temperatury, które trwały kilkanaście dni temu, plony są bardzo małe. To tym bardziej powoduje dramat gospodarstw. Na rynku – powtórzę to jeszcze raz – ceny są sprzed 15-20 lat. Jeżeli według ekspertów, ekonomistów szacuje się, że wytworzenie tony pszenicy kosztuje w granicach 800-900 zł – zależy od gospodarstwa – a w tej chwili cena pszenicy na przednówku, w tym okresie, kiedy te ceny są najwyższe, rzadko osiąga 800 zł za tonę, to gospodarstwo traci
- stwierdza.
Ardanowski zwraca uwagę również na inne rodzaje zbóż.
W wielu miejscach w Polsce, na wielu glebach nie da rady uprawiać gatunku, jakim jest pszenica siewna, roślina wymagająca dobrej ziemi. Uprawia się za to żyto, pszenżyto, jęczmień, mieszanki zbożowe, które plonują znacznie niżej niż pszenica, a ich cena oscyluje między 500 a 600 zł za tonę w tej chwili. To powoduje bardzo niepokojącą sytuację i wydaje mi się, że najbliższe miesiące bez pomocy państwa mogą doprowadzić do masowych bankructw polskich gospodarstw
- diagnozuje sytuację.
Jakie podjąć działania zaradcze?
Pytany, co należałoby zrobić, doradca prezydenta odpowiada:
Potrzebna jest długofalowa polityka rolna, ale to rozwiązanie wymaga dopiero wypracowania. Powinno powstać ponad politycznymi podziałami. Zresztą pracuję nad ratunkowym programem dla polskiego rolnictwa zarówno w ramach Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie, jak również z grupą ekspertów założyliśmy stowarzyszenie „Polski Chleb” i też pracujemy nad różnymi niepolitycznymi rozwiązaniami, bo to, co obserwuję, czyli takie ciągłe walenie się jakimś cepem politycznym i udowadnianie, kto tu jest bardziej winien tej sytuacji rolnictwa sprawy nie rozwiązuje.
Bierność obecnego rządu może wynikać z tego, że minister rolnictwa, obojętnie, kto to będzie personalnie, ma niewiele do powiedzenia, ponieważ decyduje premier rządu Donald Tusk, czy rząd in gremio. Dla pana premiera PSL staje się coraz mniej znaczącym dodatkiem politycznym, jego notowania raczej nie dają mu wielkich szans wzmocnienia Koalicji Obywatelskiej, w związku z tym premier też zapewne nie widzi potrzeby przeznaczania środków na ten obszar, który nawet PSL by zgłaszał. Na przykład sprawy dotyczące rolnictwa. Ja nie widzę więc jakiegoś realnego zaangażowania do tworzenia długookresowej strategii
- dodaje.
Natomiast to, co należałoby natychmiast uruchomić, i to tylko państwo może zrobić, to jest dogadanie się z bankami po to, żeby objąć jakimś okresem zawieszenia spłaty zobowiązań przez gospodarstwa. Wiem, że to jest trudne i brzmi dla części społeczeństwa w sposób raczej denerwujący, że ta grupa znowu chciałaby jakichś korzyści. Nie, to nie o korzyści chodzi. Nie mówię o umorzeniu kredytów – to są prywatne banki, czy spółdzielcze, czy inne, które kredytów nie umorzą – ale abolicja, przesunięcie w czasie, zawieszenie spłat, oczywiście z pomocą państwa dotyczącą odsetek, dla wielu gospodarstw będzie jedyną szansą, by one przetrwały jeszcze może do następnego roku. W przeciwnym wypadku wiele z tych gospodarstw w tym roku zakończy często kilkudziesięcioletni i dłuższy byt gospodarstwa indywidualnego, będącego własnością rodziny rolniczej
- konstatuje.
Prognozowany wzrost cen paliw
Jak poinformował portal AgroNews, kierowcy powinni przygotować się na poważny wzrost kosztów tankowania. Według analityków e-petrol.pl litr diesla może kosztować prawie 8 zł, a benzyna 95 przekroczy poziom 7 zł.
Komentarze
Sejm wybrał nowego prezesa IPN. Tusk reaguje

Tusk grozi ws. uzupełnienia TK. „Będziemy to egzekwować wszystkimi dostępnymi środkami”

Dlaczego policja pojawiła się pod mieszkaniem Aleksandry Fedorskiej? Mamy nowe informacje

Tusk grzmi po decyzji Nawrockiego. „Wyraz pogardy”
Antybalistyczna koalicja bez Polski. Media: Ukraińcy nas nie chcieli








