Szukaj
Konto

Remigiusz Okraska: Rolnik sam w dolinie

Remigiusz Okraska: Rolnik sam w dolinie
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Remigiusz Okraska
Przegrywamy bardzo ważną batalię. I „wieśniacy”, i „mieszczuchy” dostaną w kość.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor krytykuje umowę handlową UE z krajami Mercosur, twierdząc, że najbardziej skorzystają na niej Niemcy i wielkie koncerny.
  • Tekst podkreśla, że tańsza żywność z Ameryki Południowej wynika m.in. z niższych standardów pracy, dobrostanu zwierząt oraz stosowania zakazanych w Unii Europejskiej pestycydów.
  • Autor uważa, że zamiast konfliktu między mieszkańcami miast i wsi potrzebny jest wspólny sprzeciw wobec polityki handlowej UE.


Rząd Donalda Tuska zapowiedział, że złoży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę na umowę handlową z krajami Mercosur. Rychło w czas. Umowa w tymczasowej postaci weszła w życie 1 maja. Gdyby Polska złożyła skargę wcześniej, istniała szansa, że TSUE zablokuje stosowanie umowy. 

Cała operacja to niemiecki szwindel. Słabnąca od lat gospodarka znad Renu poszukuje nowych miejsc zbytu. Kraje Ameryki Łacińskiej to chłonny rynek niemieckich wyrobów np. przemysłu motoryzacyjnego. Na umowie skorzystają przede wszystkim bogate państwa i koncerny europejskie. Stracą te unijne kraje, które wyprzedały przemysł zagranicznym potentatom. Do Polski napłyną produkty z daleka. W dodatku stracimy na ich rzecz europejskie rynki zbytu naszej żywności.

Prezydent Brazylii publicznie zaciera ręce:

„Będziemy mieli rynek zbytu liczący 750 milionów ludzi i warty miliardy dolarów. Nikt nie oferuje światu takiej gamy produktów jak Brazylia”.

Pamiętam czasy, gdy Luiz Inácio Lula da Silva był antyglobalistą – sprzeciwiał się „wolnemu handlowi” w interesie silnych i możnych.

 

Unijno-niemieckie frazesy

Prezydent Brazylii przede wszystkim „zapomniał” o kluczowych kwestiach. Grupa naukowców ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie opisała warunki tej „wymiany handlowej”. Koszty produkcji wołowiny czy drobiu są za oceanem niższe o 15–30%. Innych produktów rolnych – nawet o 40–50%. Dlaczego?

Tańsza jest tam ziemia czy pasza, ale także niższe są płace i gorsze warunki zatrudnienia. Dobrostan zwierząt hodowlanych w UE i Iberoameryce to niebo i ziemia. No i kwestia jakości produktów i zdrowia konsumentów. Zużycie pestycydów na tej samej powierzchni jest w Brazylii ok. 10-krotnie – a w Urugwaju „tylko” 7-krotnie – większe niż w Polsce. Stosuje się środki albo całkowicie zakazane w UE, albo te, których normy użycia są nawet kilkaset razy wyższe. Kontrole importowanej żywności będą tylko wyrywkowe.

Do tego dochodzi problem ekologiczny. Chodzi o ślad węglowy transportu produktów na wielkie odległości i ich długie magazynowanie.

Aby niemieckie firmy czy wielkie koncerny zarobiły więcej, UE będzie wspierała kiepskie realia pracownicze, niskie standardy konsumenckie, dewastowanie klimatu i cierpienie zwierząt. Tyle są warte unijno-niemieckie frazesy, gdy mówią pieniądze.

 

Gramy do jednej bramki

Tak nas potraktowała „wspólna Europa”. Ale i my sami trwamy w chocholim tańcu. To właśnie teraz powinny być rolnicze blokady i protesty. „Miastowi” powinni wspierać rolników we własnym interesie. Producenci rolni powinni przekonywać konsumentów, że gramy do jednej bramki.

Zamiast tego skaczemy sobie do gardeł o sprawy nierzadko trzeciorzędne. Konsumenci w miastach pogardzają „wieśniakami”. O drożyznę oskarżają ich, a nie pośredników handlowych i koncerny spożywcze. Rolnicy natomiast szydzą z „mieszczuchów”, czyli ludzi, którzy nawet nie mieli okazji poznać realiów i kosztów wytwarzania żywności.

A Niemcy, wielkie koncerny i liberałowie zacierają ręce.

„Po co wasze swary głupie,/ Wnet i tak zginiemy w zupie!”

– pisał Jan Brzechwa. Będzie to zupa z importowanych produktów rolnych.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.05.2026 19:48
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 19/2026, oprac. Ludwik Pęzioł