Szukaj
Konto

Marocchinate. Włosi pamiętają o zbrodniach Marokańczyków

Marokańscy żołnierze pod Monte Cassino - 1944
Źródło: Wikipedia | Autor: Nieznany | Licencja: Domena publiczna | Marokańscy żołnierze pod Monte Cassino - 1944
Żeby w pełni zrozumieć reakcję Włoch na zeszłotygodniowe, nielegalne wtargnięcie tysięcy Marokańczyków na afrykański teren Hiszpanii, trzeba uświadomić sobie, czym były "marocchinate", czyli - w literalnym tłumaczeniu - "czyny Marokańczyków".
Co musisz wiedzieć:
  • „Marocchinate” to włoskie określenie masowych gwałtów, rabunków, tortur i zabójstw popełnianych w 1944 roku na włoskiej ludności cywilnej przez żołnierzy kolonialnych Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego, w większości Marokańczyków.
  • Według przywołanego w tekście stowarzyszenia liczba ofiar mogła wynieść od 20 do 60 tys. osób, a pamięć o tych zbrodniach pozostaje we Włoszech silnym elementem historycznej traumy.
  • Autor łączy pamięć o wydarzeniach z 1944 roku ze współczesnym kryzysem migracyjnym w Ceucie i wskazuje na stanowczą reakcję Włoch, które – według tekstu – zawiesiły stosowanie zasad Schengen wobec Hiszpanii i przywróciły kontrole na połączeniach morskich oraz lotniczych.

 

Włoski termin „marocchinate” odnosi się do przemocy seksualnej i fizycznej wobec tysięcy osób (zwłaszcza kobiet) dokonywanych przez tzw. goumierów - żołnierzy należących do Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego (jego dowódcą był gen. Alphonse Juin) podczas kampanii włoskiej II wojny światowej. Ci odważni i skuteczni żołnierze - w większości Marokańczycy - walczyli przeciwko Niemcom, wyzwalali Włochy, a jednocześnie masowo popełniali okrutne zbrodnie wojenne na włoskiej ludności cywilnej. Podobnie jak sowieccy żołnierze w Niemczech.

 

Gwałty, rabunki, tortury, morderstwa

Pamięć o zbrodniach Marokańczyków to wielka trauma we włoskiej świadomości i podświadomości. Zbrodnie te należą do przemilczanych przez media i historyków kart historii II wojny światowej. Organizacja "Associazione Nazionale Vittime delle Marocchinate" ("Krajowe Stowarzyszenie Ofiar Marokańskich") podaje, że liczba ofiar Marokańczyków mogła wynieść od 20 tys. do nawet 60 tys. osób. Przemoc dotykała głównie kobiety, ale ofiarami gwałtów padali również mężczyźni, chłopcy, a nawet księża próbujący bronić swoich parafian. Ludzie byli mordowani i torturowani w najokrutniejszy sposób. Okaleczani z wyrafinowanym okrucieństwem, poddawani egzekucjom. Szacuje się, że co najmniej 800 osób zostało zamordowanych – byli to najczęściej ojcowie, mężowie lub bracia, którzy starali się fizycznie powstrzymać napastników przed zgwałceniem ich córek, żon i sióstr.

 

Oscar dla Sophii Loren za rolę zgwałconej Rzymianki

Te koszmarne wydarzenia znalazły nieznaczne, ale wybitne odzwierciedlenie w literaturze i filmie włoskim. Mam na myśli powieść "La Ciociara" Alberta Moravii. Na podstawie tej powieści słynny reżyser Vittorio De Sica zrealizował w roku 1960 film pod tym samym tytułem (polski tytuł "Matka i córka"). Sophia Loren otrzymała Oscara za rolę matki, która w roku 1944 wraca z córką z południa Włoch do Rzymu i obie zostają zgwałcone przez Marokańczyków. 

 

Kulturowe przyzwolenie na skrajną przemoc 

Żołnierze wszystkich armii świata popełniają zbrodnie wojenne. Żołnierze wszystkich armii świata gwałcą kobiety. To wiadomo od tysiącleci. Gdy zjawisko jest obecne we wszystkich armiach, wówczas decydująca dla jego oceny staje się kwestia, czy są to przypadki sporadyczne, czy też mają charakter masowy. Historia zbrodni i przemocy wobec ludności cywilnej - ze strony żołnierzy marokańskich - przekonuje, że w kulturze tego narodu istnieje nie tylko jawne przyzwolenie na gwałty, rabunki, tortury i zbrodnie wobec cywilów, ale także aprobata dla tych czynów. Że w tamtejszej kulturze nie tylko pokonany wróg jest pozbawiony elementarnych ludzkich praw (marokańscy żołnierze mordowali jeńców niemieckich), ale wszyscy obecni na zdobytym terenie.

Jakie to ma znaczenie dziś? Takie, że podstawowe wzorce kulturowe trwają przez pokolenia i same nie znikają.

O wzorcach tych Włosi wiedzą z własnego, bolesnego doświadczenia. Czy jednak nie powinna o nich wiedzieć cała Europa? Od tamtych wydarzeń minęło, co prawda, ponad 80 lat, ale czy to wystarczający powód, żeby udawać, że ich nie było?

 

Hiszpańskie władze są nieudolne czy przebiegłe?

Socjalista Pedro Sánchez, premier Hiszpanii, swoją polityką proimigracyjną, a Sąd Najwyższy swoim wyrokiem zakazującym wydalania nielegalnych imigrantów, którzy przedostają się do Hiszpanii drogą morską, stworzyli zachętę dla mieszkańców Afryki, żeby masowo przedostawali się do Ceuty. Jest to hiszpańska eksklawa na afrykańskim cyplu tworzącym Cieśniny Gibraltarską, czyli na kontynencie afrykańskim, ale administracyjnie i z punktu widzenia prawa stanowi terytorium Unii Europejskiej, choć jest częściowo wyłączona ze strefy Schengen. A to oznacza, że - przynajmniej teoretycznie - przed każdym, kto tam dotrze i wykaże się sprytem i stanowczością, Europa może stanąć otworem.

W ciągu kilkunastu godzin około 60 tysięcy Marokańczyków pojawiło się w Ceucie. Władze hiszpańskie były całkowicie bezradne. Czy to ich nieudolność, czy raczej planowana, sprytna realizacja socjalistycznej, bliskiej Sánchezowi polityki "otwartych granic"? Testowanie przez hiszpańską lewicę reakcji Europy na kolejną falę nielegalnej imigracji? Przecież hiszpańscy socjaliści - w swojej naiwności - postrzegają nielegalnych imigrantów jako przyszłych wyborców, którzy będą głosować na nich.

 

Zdecydowane działania Włoch

Cokolwiek to jest, pierwsze zareagowały Włochy. Stanowczo.

"Wymykająca się spod kontroli nielegalna imigracja stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskich granic" 

- stwierdziła natychmiast premier Włoch Giorgia Meloni. W piątek Włochy przeszły do konkretów i zawiesiły stosowanie zasad Schengen wobec Hiszpanii oraz wznowiły kontrolę na granicach morskich oraz lotniczych. Do nich dołączyła Finlandia.

W ostatni weekend, Hiszpanie poinformowali, że ponad 48 tys. migrantów wróciło już do Maroka. Nawet, jeżeli to prawda, świat miał okazję przekonać się, jak nieudolny, nieskuteczny jest hiszpański system ochrony unijnych granic.

"Obrona zewnętrznych granic UE nie leży w interesie jednego narodu. To wspólna odpowiedzialność Europy"

— napisała Meloni. Włosi wiedzą, co mówią. Jest pewne, że jeżeli to wezwanie z Rzymu nie spowoduje szybkich i realnych działań na poziomie unijnym, problem nielegalnej imigracji z Afryki powróci wkrótce ze zwielokrotnioną siłą.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.08.2026 21:16
Źródło: tysol.pl