Szukaj
Konto

Anna Wiejak: Wpisanie członkostwa w UE do konstytucji dokonałoby zmiany ustroju Polski

Budynek Komisji Europejskiej z wywieszonym bannerem
Źródło: https://audiovisual.ec.europa.eu/en/media/photo/ | Autor: Nicolas Landemard | Licencja: European Union , 2026 | Budynek Komisji Europejskiej z wywieszonym bannerem
Minister obrony narodowej i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz na platformie X domagał się wpisania członkostwa Polski w Unii Europejskiej do polskiej konstytucji. Nie pierwszy raz zresztą podnosi ten postulat, którego realizacja miałaby dla Polski bardzo poważne i katastrofalne konsekwencje.
Co musisz wiedzieć:
  • Minister obrony narodowej i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz na platformie X domagał się wpisania członkostwa Polski w Unii Europejskiej do polskiej konstytucji.
  • Nie pierwszy raz zresztą podnosi ten postulat.
  • Zdaniem autorki wpisanie członkostwa w UE do konstytucji dokonałoby zmiany ustroju Polski.

Wicepremier i minister obrony narodowej usiłuje argumentować, że wpisanie członkostwa Polski w Unii Europejskiej do polskiej ustawy zasadniczej zagwarantowałoby nam bezpieczeństwo. Czy jednak rzeczywiście?

 

Utrata suwerenności

 

Pierwszym skutkiem takiego posunięcia byłaby utrata przez Polskę suwerenności i to na rzecz podmiotu, który coraz bardziej centralizuje się wokół Berlina, nie przestrzega obowiązującego prawa, a decyzje podejmuje „prawem kaduka”. Utrwalanie w polskiej konstytucji tego unijnego bezprawia de facto skazywałoby Polskę na jego łaskę bądź niełaskę i krępowało działania zgodne z polską racją stanu.

 

Nadrzędność unijnego prawa

 

Prawo UE – tak jak je rozumieją eurokraci – byłoby wówczas nadrzędne wobec prawa polskiego, ale być może o to chodzi – w końcu obecnie rządzącą koalicję bardzo uwiera polski Trybunał Konstytucyjny i wydawane przez niego orzeczenia. Siłą rzeczy też zostałaby obniżona ranga polskiej konstytucji, która niejako z automatu stałaby się jedynie nośnikiem decyzji zapadających w Berlinie/Brukseli.

 

Unijne wartości

 

Kolejną konsekwencją takiej decyzji byłoby automatyczne wpisanie do polskiej konstytucji tzw. unijnych wartości, którym obecna ustawa zasadnicza się sprzeciwia. Nie byłoby już zatem małżeństwa rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny, ale „rodzina pod wieloma postaciami” w tym również składająca się z par homoseksualnych. Nie byłoby ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale ochrona „prawa” do zabijania dzieci w łonach matek (aborcja znajduje się w unijnych prawach reprodukcyjnych), w przyszłości zaś – do dokonywania eutanazji. Zamiast prawa do własnego wyznania i wolności sumienia mielibyśmy terror genderowy, a zamiast wolności słowa – cenzurę. Wolność wyrażania poglądów, pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, obecnie gwarantowana konstytucyjnie, zostałaby zniesiona na mocy unijnej Tarczy o Demokracji czy innych regulacji cenzorskich, które wdrażane są w krajach Zachodu. Moralność publiczna nie byłaby już chroniona konstytucyjnie, a kolejne etapy wprowadzania dewiacji nie mogłyby zostać zastopowane.

 

 

Ustrój

 

Siłą rzeczy nastąpiłyby również zmiany ustrojowe. Wobec prowadzenia przez Komisję Europejską polityki znanej z ustrojów komunistycznych zmianie uległaby rola Sejmu i Senatu RP, które to organy państwa z ustawodawców zmieniłyby się w transmiterów unijnych zaleceń. A ponieważ KE nie jest wybierana w wyborach demokratycznych, zatem owego potencjalnego ustroju demokratycznym nazwać nie można.

 

Osobną pozostaje kwestia, co stałoby się z instytucją referendum. Jeżeli weźmiemy pod uwagę dalekosiężne plany Komisji Europejskiej, byłoby jedynie kwestią czasu, aż zostałoby ono zniesione w kraju, a przeniesione na poziom europejski. Związane by to było również z postępującą centralizacją Unii Europejskiej.

 

Podstawą ustroju rolnego już nie byłyby gospodarstwa rodzinne – Polska nie miałaby bowiem już żadnych narzędzi do tego, aby zawalczyć o ich przetrwanie. Natomiast polskie siły zbrojne zdecydowanie łatwiej zostałyby przekierowane, aby chronić – w ramach planowanego przekształcenia UE w sojusz wojskowy posiadający wspólną armię – interesy Berlina/Brukseli zamiast polskich.

 

Władza prezydenta

 

W sposób istotny ograniczona zostałaby władza prezydenta RP, która siłą rzeczy zostałaby przeniesiona na rzecz przewodniczącej Komisji Europejskiej. Przysięga składana przez prezydenta na wierność konstytucji byłaby de facto przysięgą składaną na wierność unijnemu prawu. Prezydent nie byłby już faktycznym reprezentantem państwa w stosunkach zewnętrznych, gdyż rola ta przypadłaby unijnym urzędnikom z szefową KE na czele, do czego zresztą już teraz uzurpuje sobie ona prerogatywy.

 

Rada Ministrów

 

Nastąpiłoby siłą rzeczy również znaczące ograniczenie władzy Rady Ministrów, która zostałaby w swoich działaniach związana różnego typu, nie zawsze mającymi oparcie w obowiązującym prawie decyzjami KE czy TSUE. Byłby to kolejny obszar zabijania demokracji i przechodzenia do systemu przypominającego ten znany Polakom z czasów Związku Sowieckiego. Zresztą warto przypomnieć, że10 lutego 1976 roku podczas nowelizacji ustawy zasadniczej PRL wpisano do niej przyjaźń z ZSRR. Zapis ten, wraz z klauzulą o przewodniej roli PZPR, zacieśnił sojusz z ZSRR i formalnie utrzymał się w konstytucji do końca 1989 roku. Zmiana ta była kluczowym elementem polityki ekipy Edwarda Gierka, umacniając zależność Polski od Związku Radzieckiego. Dokładnie ten sam mechanizm mielibyśmy w przypadku Unii Europejskiej, tyle że o zwielokrotnionej mocy i sprawczości.

 

Służalczość wobec instytucji UE

 

Nie wnikając w intencje wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, należy zauważyć, że pomysł wprowadzenia członkostwa Polski w UE do polskiej konstytucji trudno odczytywać inaczej, jak tylko przejaw najwyższej służalczości obecnie rządzącej koalicji, w szczególności zaś PSL-u wobec unijnych instytucji. Nie ma on nic wspólnego z zagwarantowaniem Polsce bezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie – sprawi, że państwo polskie straci rzeczywistą kontrolę nad szeroko rozumianym obszarem bezpieczeństwa, co jest niezmiernie groźne w szczególności w sytuacji, kiedy Rosja pozostaje imperialna, a Komisja Europejska na wszelkie kryzysy reaguje z kilkumiesięcznym opóźnieniem.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.05.2026 12:23
Źródło: Tysol.pl