Afera pedofilska w Kłodzku. Nowe, wstrząsające fakty

- Dziennikarze twierdzą, że ofiar mogło być znacznie więcej niż dziewięć osób występujących w procesach
- W programie padły sugestie dotyczące lokalnego „układu” i możliwych politycznych powiązań
- Według rozmówców przełom w sprawie nastąpił dopiero po interwencji szwedzkich służb
W programie na kanale „13 Piętro” na YT uczestnicy dyskusji - współprowadzący Jakub Maciejewski i Monika Rutke oraz dziennikarz Tomasz Grodecki - rozmawiali o głośnej aferze z Kłodzka dotyczącej małżeństwa określanego inicjałami Przemysław L. oraz Kamila L. (obecnie W.). Rozmowa dotyczyła zarówno zarzutów związanych z krzywdzeniem dzieci, jak i możliwych powiązań politycznych oraz lokalnego „układu”, który - zdaniem rozmówców - miał przez lata chronić osoby zamieszane w sprawę.
„Skóra dziennikarska musi być twarda”
Już na początku programu prowadzący pytali Tomasza Grodeckiego, czy po ludzku nie jest wstrząśnięty skalą opisywanych czynów. Dziennikarz przyznał, że choć „skóra dziennikarska musi być twarda”, to materiały, z którymi się zapoznał, należą do najbardziej porażających i obrzydliwych, jakie widział.
Podkreślał, że chodzi o wieloletnią krzywdę wyrządzaną dzieciom i nastolatkom, a liczba pokrzywdzonych może być znacznie większa niż oficjalnie ujawnione dziewięć osób.
Jak zaznaczali uczestnicy programu, dziewięć osób to jedynie liczba osób występujących obecnie w postępowaniach sądowych. Według Tomasza Grodeckiego ofiar mogło być znacznie więcej, jednak część z nich nigdy nie zgłosiła sprawy organom ścigania ani nie zdecydowała się zeznawać.
Dziennikarz ocenił, że to, co obecnie wiadomo publicznie, może być jedynie „wierzchołkiem góry lodowej”, ponieważ cały proceder miał trwać przez wiele lat i obejmować znacznie szersze środowisko.
Krytyka wymiaru sprawiedliwości
Grodecki mówił również o swoim oburzeniu wobec działań wymiaru sprawiedliwości. Krytykował niskie wyroki, zaniedbania prokuratury oraz - jego zdaniem - ochronę części osób związanych ze sprawą.
Szczególnie bulwersujące miało być to, że Kamila L. pozostaje na wolności, mimo że sąd miał potwierdzić jej bierność wobec przestępstw dziejących się w domu.
Narkotyki, imprezy i nagrania
W dalszej części rozmowy dziennikarze omawiali materiały, do których dotarli podczas śledztwa. Według ich relacji małżeństwo prowadziło imprezowy i patologiczny tryb życia, organizując spotkania w różnych miejscach w Polsce, podczas których miały pojawiać się narkotyki, środki psychotropowe oraz kompromitujące nagrania.
Rozmówcy twierdzili, że w Kłodzku mogła funkcjonować grupa zajmująca się dostarczaniem takich substancji, a cały proceder miał być powiązany z lokalnym środowiskiem skupionym wokół małżeństwa L.
Padły również sugestie, że dom małżeństwa nie był jedynym miejscem, wokół którego koncentrowały się patologiczne działania. Tomasz Grodecki przyznał, że posiada pewne przypuszczenia dotyczące szerszej siatki powiązań, jednak nie chciał ujawniać szczegółów bez twardych dowodów.
W programie pojawiła się jednak teza, że wokół sprawy mogło funkcjonować większe środowisko osób zaangażowanych w organizowanie imprez, nadużywanie narkotyków oraz wykorzystywanie seksualne.
Dużo miejsca poświęcono także nagraniom wykonywanym podczas imprez. Według relacji uczestników programu mieszkania należące do małżeństwa miały być wyposażone w sprzęt rejestrujący, a wiele spotkań było nagrywanych.
Dziennikarze zastanawiali się, kto obecnie posiada te materiały i czy mogły one służyć do wywierania nacisków lub szantażowania osób związanych z lokalnymi elitami.
Wątek polityczny
Rozmówcy sugerowali, że część uczestników tych wydarzeń mogła należeć do środowisk opiniotwórczych i osób publicznych z Kłodzka. Grodecki mówił o „osobach zaufania publicznego” oraz ludziach zajmujących istotne stanowiska w mieście.
W jego opinii należało postawić pytanie, czy w sprawę mogły być uwikłane również osoby związane z polityką.
Dużo uwagi poświęcono politycznej działalności Kamili L. Rozmówcy przypominali, że była związana z Koalicją Obywatelską, kandydowała w wyborach samorządowych i fotografowała się z czołowymi politykami Platformy Obywatelskiej.
W programie wymieniono m.in. zdjęcia z udziałem Tomasza Siemoniaka, Rafała Trzaskowskiego i Donalda Tuska. Prowadzący zaznaczali jednak, że politycy tłumaczyli te fotografie oficjalnymi spotkaniami partyjnymi.
„Ludzie bali się mówić”
Monika Rutke opowiadała również o atmosferze strachu panującej w Kłodzku. Według relacji mieszkańców wiele osób obawia się mówić publicznie o sprawie, ponieważ miasto jest niewielkie, a lokalne środowiska są ze sobą silnie powiązane.
Dziennikarze podkreślali, że część mieszkańców mogła milczeć z obawy o utratę pracy lub konsekwencje towarzyskie. W programie pojawiła się teza, że lokalny układ miał opierać się właśnie na wzajemnych zależnościach i lojalności.
Jakub Maciejewski komentował, że z zewnątrz może to wyglądać tak, jakby Kamila L. otrzymała łagodny wyrok, ponieważ posiada wiedzę kompromitującą inne osoby lub mogłaby je szantażować.
Tomasz Grodecki nie potwierdził tych sugestii, ale przyznał, że „jest to możliwe”.
Kontrowersje wokół instytucji
Rozmówcy szeroko komentowali także funkcjonowanie lokalnych instytucji. Krytykowano decyzje urzędowe związane z zatrudnieniem Kamili L., a także działania sądu rodzinnego i prokuratury.
Szczególne emocje wzbudził wątek dotyczący tego, że kobieta - mimo ciążących nad nią zarzutów i wyroku - nadal miała mieć kontakt z dziećmi.
W programie przytoczono również sprawę błędnie wystawionego aktu zgonu przez Kamilę L. podczas pracy w urzędzie. Według relacji dziennikarzy kobieta miała omyłkowo „uśmiercić” żyjącą osobę, co wywołało poważne konsekwencje administracyjne i prawne.
Mimo tego - jak podkreślano - nie została zwolniona dyscyplinarnie, lecz po wygaśnięciu umowy miała otrzymać zatrudnienie w innej instytucji publicznej.
Relacje świadków
W dalszej części programu uczestnicy zastanawiali się, jak przez ponad dekadę podobny proceder mógł funkcjonować bez skutecznej reakcji otoczenia.
Pytano, dlaczego przez lata nie doszło do zdecydowanych działań ze strony szkoły, lekarzy, policji czy opieki społecznej, mimo że - według relacji - wobec części ofiar miały być stosowane środki odurzające i usypiające.
Monika Rutke przytoczyła relację oraz nagranie z jedną z kobiet związanych z rodziną Kamili L., która opowiadała o imprezie organizowanej w domu małżeństwa.
Pamiętam, że chwilami właśnie jakby przebudzałam się co jakiś czas, po czym zasnęłam na dobre. Na drugi dzień dowiedziałam się od przyjaciółki, która mnie wyniosła z jej mężem z tego mieszkania, że wynieśli mnie po prostu nieprzytomną. Jak worek, jak trupa. Przemysław L. ponoć dwu czy trzykrotnie prosił, widząc, że nie dają sobie ze mną rady gdzieś tam na klatce schodowej, żeby mnie jednak zostawili na noc u nich w domu. No bo to wiadomo, rodzina, co się może stać. Ale, że moja przyjaciółka widziała, że pojawiło się kilku jego znajomych i z obawy o moje bezpieczeństwo stwierdziła, że mnie jednak zawiozą do siebie do domu.
– relacjonowała kobieta na nagraniu.
Według tej relacji po spożyciu alkoholu nagle straciła świadomość, a później miała dowiedzieć się, że została wykorzystana seksualnie i nagrana.
Rozmówcy podkreślali, że wiele podobnych historii mogło nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Przełom dzięki Szwecji
Istotnym elementem programu był również wątek szwedzkiego śledztwa. Według przedstawionej relacji pierwsze zawiadomienie zostało złożone w Polsce, jednak po przesłuchaniu jednej z osób pokrzywdzonych Przemysław L. miał zostać zwolniony.
Dziennikarze twierdzili, że wpływ na to mogła mieć opinia biegłej psycholog podważająca wiarygodność ofiary.
Dopiero po zgłoszeniu sprawy w Szwecji - gdzie przebywał Przemysław L. - tamtejsze służby miały podjąć zdecydowane działania.
W programie podano, że szwedzka policja przeprowadziła przeszukanie i zabezpieczyła materiały dowodowe, które później odegrały istotną rolę w postępowaniu sądowym.
Uczestnicy programu oceniali, że fakt, iż kluczowe działania podjęły dopiero zagraniczne służby, jest kompromitujący dla polskich instytucji.
W ich opinii bez interwencji szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości sprawa mogłaby nigdy nie zostać ujawniona na tak dużą skalę.
Cała rozmowa utrzymana była w bardzo emocjonalnym tonie. Uczestnicy programu wielokrotnie podkreślali, że ich zdaniem sprawa wymaga pełnego wyjaśnienia, a wszystkie osoby odpowiedzialne - niezależnie od pozycji społecznej czy politycznej - powinny ponieść konsekwencje.
Komentarze
Tusk pod ostrzałem. Ziobro: "Masz wszystkie służby i nie zrobiłeś nic"

Węgry będą chronić dzieci mimo orzeczenia TSUE

KO chce zawieszenia burmistrza Kłodzka. W tle ujawnione nagrania

„Prof. Jaczewski wzywał mnie, bym kontaktów seksualnych z dzieckiem nie uważała za pedofilię”

Mentorem koordynatora MEN ds. edukacji zdrowotnej był zwolennik legalizacji pedofilii







