Nowa afera szpitalna. Poseł KO: „Jeszcze powinni mi podziękować”

- Według ustaleń portalu Zero.pl poseł KO Małgorzata Pępek miała przejść gastroskopię w żywieckim szpitalu po około trzech tygodniach od zapisania się na badanie, mimo że normalny czas oczekiwania na pacjenta wynosił ponad 23 miesiące.
- Parlamentarzystka zapewnia, że nie prosiła o żadne przywileje i została wezwana na badanie po zwolnieniu się terminu. Stwierdziła nawet, że szpital „powinien jej podziękować” za wykorzystanie wolnego miejsca.
- Poseł odrzuca zarzuty o korzystanie z uprzywilejowanego traktowania i twierdzi, że wokół sprawy prowadzona jest „nagonka na jej osobę”.
Badanie po trzech tygodniach. Pacjenci czekają ponad 20 miesięcy
Sprawę opisał dziennikarz portalu Zero.pl Patryk Słowik. Z jego ustaleń wynika, że Małgorzata Pępek przeszła gastroskopię w żywieckim szpitalu około trzech tygodni po zapisaniu się na badanie.
Tymczasem oficjalny czas oczekiwania na to samo świadczenie miał wynosić ponad 23 miesiące. Jeszcze rok wcześniej kolejka była krótsza, ale nadal liczona była w kilkunastu miesiącach.
Według publikacji posłanka została przyjęta przed wieloma pacjentami, którzy oczekiwali na identyczne badanie znacznie dłużej.
„Powinni mi podziękować”
W rozmowie z telewizją wPolsce.pl Małgorzata Pępek stanowczo odrzuciła zarzuty, jakoby próbowała wykorzystać swoją pozycję. Jej tłumaczenie brzmi dość kuriozalnie, gdyż stwierdziła, że... „powinni jej podziękować” za to, że przyszła na badanie.
Nikogo o nic nie prosiłam. Zarejestrowałam się, czekałam. Zadzwoniono, że mam przyjść na gastroskopię, bo się zwolnił termin w sobotę jakiś. To jeszcze powinni mi podziękować za to, że przyszłam, że wypełniłam ten termin i po prostu zrobiono mi gastroskopię
– powiedziała Małgorzata Pępek w rozmowie z telewizją wPolsce24.
Poseł przekonywała również, że po wykonaniu badania konsekwencje miały spotkać pracowników placówki.
A w poniedziałek, oczywiście, pani dyrektor wezwała tę moją koleżankę, która mnie zarejestrowała, te dziewczyny, które pracują w rejestracji, były przez panią dyrektor straszone, że je zwolni z pracy, bo ja byłam na gastroskopii. A czy ona wszystkich pacjentów w ten sposób traktuje? Proszę mi powiedzieć, co ja złego zrobiłam?
– pytała poseł.
Jak doszło do przyspieszenia terminu?
Małgorzata Pępek wcześniej tłumaczyła, w jaki sposób znalazła się na liście oczekujących. – Zostałam zapisana (…) przez osobę pracującą na oddziale położnictwa, będącą w strukturach Koalicji Obywatelskiej. Zrobiła mi przysługę, bo z powodu obowiązków zawodowych nie miałam czasu przyjść sama zarejestrować się w szpitalu – powiedziała.
Jak dodała, po kilku tygodniach oczekiwania otrzymała informację o zwolnieniu się miejsca. Posłanka przyznała również, że otrzymała ze szpitala informację o ominięciu kolejki, jednak nie wyciągnęła z tego żadnych konsekwencji dla siebie. Argumentowała, że opłaca składki zdrowotne, więc świadczenie jej przysługiwało.
Posłanka KO mówi o „nagonce”
Małgorzata Pępek zapewniła, że gdyby wiedziała o długim czasie oczekiwania, zdecydowałaby się na wykonanie badania prywatnie. Jednocześnie zakwestionowała przedstawiane w mediach informacje dotyczące kolejek.
Ale nawet moja pracownica mi dzisiaj powiedziała, że w zeszłym roku robiła badanie i za trzy tygodnie dostała termin. Więc coś mi tutaj nie pasuje, ktoś tutaj kłamie, ktoś bezpośrednią nagonkę na moją osobę skierował
– powiedziała.
Komentarze
Politycy KO uciekają od pytań po aferze w Szpitalu Południowym. Ekspert: To bardzo groźny sygnał

Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie. Radni chcą rozliczeń

Nowe fakty ws. Dawida Kacprzyka. PiS ujawnia dokumenty ze Szpitala Bródnowskiego

Lekarz z KO, który zarobił 1,7 mln zł w rok, zrezygnował z funkcji radnego dzielnicy Ursus
Salon VIP dla polityków KO w szpitalu? Dziennikarz pokazał zdjęcia


