Afera w szpitalu w Toruniu? Radni i posłowie domagają się kontroli

- Do poważnych nieprawidłowości miało dochodzić w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu.
- Medycy mówią o realnym zagrożeniu dla pacjentów.
- Ci, którzy zgłaszali nieprawidłowości, mieli być karani i zastraszani.
- Tymczasem dyrekcja szpitala zadeklarowała, że wszystko działa jak należy.
- Toruńscy radni i posłowie domagają się kontroli.
„Mamy do czynienia z aferą”
Luki w grafikach na SOR-ze Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu mieli wypełniać lekarze, którzy w tym samym czasie dyżurowali na innym oddziale.
Były wiceprezydent Torunia, radny Adrian Mól podkreślił, że chodzi o jedną z najważniejszych placówek medycznych w regionie. Dlatego poinformował, iż konieczna jest reakcja władz samorządowych.
Skierowaliśmy bardzo ważne pisma, jedno z nich do wojewody kujawsko-pomorskiego. Państwowe Ratownictwo Medyczne jest nadzorowane przez wojewodę kujawsko-pomorskiego, wszystkie szpitalne oddziały ratunkowe działają w ramach tego systemu. Liczymy, że wojewoda będzie organem, który przeprowadzi rzetelną kontrolę w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. Drugim organem jest NFZ, tam już nie pisaliśmy, bo pismo zostało tam już skierowane przez poseł Annę Gembicką. Trzecie pismo zostało skierowane do Piotra Całbeckiego, marszałka województwa kujawsko-pomorskiego, który bezpośrednio nadzoruje działalność placówki
– poinformował Adrian Mól.
Już w tej chwili należy powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z aferą wokół funkcjonowania SOR-u Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu, szpitala zarządzanego już od 20 lat przez lokalną Platformę Obywatelską, a bezpośrednio szpitalem zarządza pani dyrektor Sylwia Sobczak. To jest bardzo bliska współpracowniczka pana marszałka Piotra Całbeckiego z Koalicji Obywatelskiej już od wielu lat. Ja jeszcze parę lat temu, będąc rzecznikiem prasowym wojewody kujawsko-pomorskiego, bardzo często otrzymywałem różne informacje, różne sygnały dotyczące tego, że ten szpital jest źle zarządzany, a to, co teraz się ujawnia na podstawie informacji medialnych, ale też informacji, które do nas docierają, do nas jako radnych, odzwierciedla to, że sytuacja w szpitalu jest rzeczywiście bardzo poważna i może wpływać bezpośrednio na zdrowie i życie mieszkańców naszego regionu, którzy trafiają na SOR
– podkreślił w rozmowie z Radiem Maryja.
Toruńscy radni PiS zwrócili się również do mieszkańców regionu z prośbą o zgłaszanie ewentualnych nieprawidłowości. Jak zapewnili, gwarantują pełną anonimowość.
Szpital odrzuca zarzuty
Podczas specjalnej konferencji prasowej przedstawiciele Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Ludwika Rydygiera w Toruniu, dyrekcja oraz kierownictwo SOR Toruń odrzucili wszystkie zarzuty. Przedstawiciele placówki określili medialne doniesienia jako „głęboko nieprawdziwe”.
Koordynator SOR Iwona Skonieczna-Zielak wyjaśniła, że oddział od wielu lat działa w oparciu o lekarzy delegowanych z pięciu specjalizacji. Należą do nich interna, kardiologia, neurologia, chirurgia oraz ortopedia.
Podkreśliła również, że lekarz pełniący dyżur na SOR Toruń nie pracuje w tym samym czasie na swoim oddziale macierzystym.
Zespół dyżurowy tworzą lekarze delegowani do oddziału ratunkowego z pięciu najważniejszych dziedzin naszego szpitala. Ci lekarze pełnią dyżur w oddziale ratunkowym. Są oni zwolnieni tego dnia z obowiązków na macierzystym oddziale
– powiedziała cytowana przez Lepszytorunlepszapolska.pl Iwona Skonieczna-Zielak.
Przedstawiciele szpitala przyznali, że zdarzają się nagłe przypadki, nie oznaczają one jednak dwóch dyżurów równolegle. Dotyczą one przede wszystkim specjalności zabiegowych. W takich sytuacjach lekarz może zostać wezwany na blok operacyjny lub do pacjenta w stanie zagrożenia życia.
Absolutnie nie zdarzają się sytuacje, żeby jeden lekarz pełnił dyżur na dwóch oddziałach
– mówił cytowany przez Lepszytorunlepszapolska.pl dr Janusz Mielcarek.
Rzecznik szpitala zaznaczył także, że pozostali lekarze oraz szef dyżuru przejmują wtedy opiekę nad pacjentami przebywającymi na SOR Toruń.
Szpital odpowiada na zarzuty dotyczące personelu
Dziennikarze pytali również o informacje dotyczące możliwego zastraszania lekarzy. Według szpitala w ciągu ostatnich dziesięciu lat tylko jeden lekarz rezydent otrzymał naganę. Dyrekcja wyjaśniła, że kara dotyczyła niewykonywania obowiązków służbowych. Rzecznik nie ujawnił jednak szczegółów tej sprawy.
Placówka odniosła się również do grafików, które pojawiły się w medialnych publikacjach. Szpital podkreślił, że nie zna źródła pochodzenia tych dokumentów. Dlatego przedstawiciele placówki nie odnieśli się do ich treści.
Komentarze
Niepokojący trend w niemieckich szpitalach. Pacjentów przybywa

Afera w Szpitalu Południowym. Prof. Ryba: "Tusk jest chytry lis, ale tego zasypać się nie da"

Kwiecień: Równie ważne, co odwołanie Trzaskowskiego, jest odwołanie Rady Warszawy

Afera w Szpitalu Południowym. Rzecznik Nawrockiego punktuje prokuraturę








