Cezary Krysztopa: Używałem młodego wyglądu do podrywu

- Autor opisuje zderzenie z własnym starzeniem się.
- Starzenie się okazało się dla niego doświadczeniem bardziej zaskakującym niż oczekiwanym.
Perfidnie i z premedytacją wzbudzanie „instynktu macierzyńskiego” wykorzystywałem jako strategię podrywu. Tak, to było podłe z mojej strony, ale – wybaczcie – nie żałuję. Pomagało mi to w łowach zarówno w rewirach kobiet ode mnie starszych, jak i tych, które były ode mnie sporo młodsze.
Jeszcze mniej mi to przeszkadzało już jako panu w średnim wieku, kiedy okazało się, że wolno mi więcej niż moim rówieśnikom. Na przykład mogłem sobie trenować z ludźmi dziesięć, dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat młodszymi. Jak sobie radziłem, tak radziłem, czasem lepiej, a czasem gorzej, ale byłem bardzo zadowolony, że byłem w stanie dotrzymać im kroku. A tym bardziej kiedy czasem przyznałem się do swojego wieku i widziałem niedowierzanie w ich oczach.
Nieprzygotowani na starość
No, ale wszystko się kiedyś kończy. Wiem, że sporo siedzi w mojej głowie, ale mam wrażenie, że teraz przechodzę przyspieszony „kurs starości”. Tak jakby czas, który oszukiwałem tyle lat, nagle zaczął mnie doganiać. Pal sześć pogłębiającą się łysinę, siwiznę czy inne wizualne efekty. To drobiazg. Najbardziej usadziła mnie kontuzja, operacja i ich konsekwencje. Bycie kuternogą ma wiele wad, ale bodaj największą jest konieczność rezygnacji z różnego rodzaju aktywności. Nagle człowiek zostaje z ogromną energią, z którą nie ma co zrobić.
No i muszę Wam powiedzieć, że jakby to głupio nie zabrzmiało, czuję się bardzo zaskoczony. No bo niby wiem, że taka jest kolej rzeczy, ale do tej pory dotykało to tylko innych. Jako człowiek umiarkowanie rozsądny wiem oczywiście, że również ja podlegam upływowi czasu, ale – choć trudno to racjonalnie wytłumaczyć – odkryłem w sobie przekonanie, że to co do zasady teoria, która mnie w praktyce szczególnie nie dotyka. Wprawdzie znany jest mi efekt zaskoczenia, kiedy człowiek przypadkiem zobaczy się w witrynie sklepowej i przez chwilę zastanowi: „Co to za stary dziad?”, zanim do niego dotrze, że to on sam, no, ale dajcie spokój, bez przesady.
I nie wymądrzajcie mi się tutaj, że „takie jest życie” czy, że „starzenie się jest naturalnym procesem”, ja te wszystkie wyświechtane formułki znam. Miałem dziadków, pamiętam pradziadka, który wiecznie oskarżał moją babcię o to, że schowała mu kalesony. Byłem świadkiem wielu starości. A nawet śmierci. Wiem wszystko, co i Wy wiecie, ale sam nigdy dotąd się nie starzałem.
Jednocześnie jestem dziwnie przekonany, że jesteście w tym zakresie tak samo nieprzygotowani jak i ja.
[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Cezary Krysztopa: Zabawne. Chyba się zestrzałem
"Tego się boję". Niepokojące wyznanie znanego aktora

[Felieton „TS”] Tadeusz Płużański: Stalin i Putin - gołąbki pokoju
[Felieton „TS”] Karol Gac: Olimpijskie szambo

[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko









