Szukaj
Konto

Sławomir Jastrzębowski: Policjanty biją się same!

Sławomir Jastrzębowski: Policjanty biją się same!
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Sławomir Jastrzębowski
Jest przełom, proszę Szanownych Państwa. No, może jeszcze nie przełom, może myślę trochę życzeniowo, może jest to zaledwie jaskółka, niemniej zawsze. Może oni zajmą się sobą i nam, obywatelom, dadzą trochę spokoju? Na razie zaczęli policjanci. Otóż policjanci pobili się publicznie sami ze sobą, siebie zaczęli pałować, siebie wyzywać oraz uwłaczać sobie nawzajem, dając w ten sposób trochę odetchnąć obywatelom. „Policjant pobity przez policjanta to jeden obywatel pobity mniej!”. Ja tu widzę wielobranżowo-państwowy potencjał!
Co musisz wiedzieć:
  • Policjanci pobili się po cywilnemu na stacji benzynowej, a umundurowani koledzy próbowali sprawę wyciszyć.
  • Autor proponuje, by urzędnicy i beneficjenci budżetu państwa częściej „załatwiali” swoje kosztowne pomysły między sobą, zamiast obciążać obywateli.
  • Sprawa posłanki Małgorzaty Pępek pokazuje kolejny przykład politycznych kontrowersji związanych z publicznymi pieniędzmi i immunitetem.

Dziś, jeśli Państwo pozwolą, o dwóch rzeczach, ale zacznę od niezwykłości. Nikomu z nas nie podoba się, jak policjanci biją tymi pałkami niewinnych ludzi, na przykład w czasie pokojowych zgromadzeń związkowców. Bogu ducha winni obywatele cierpią, a policjant, no wiadomo, policjant spocić się musi, bo ma w sobie nagromadzoną energię. Tu pojawia się inicjatywa wałbrzyska, oddolna, i ona powinna być moim zdaniem przyjęta przez społeczeństwo z aplauzem, z akceptacją. Inna sprawa, że okoliczności były sprzyjające, ale do rzeczy, do rzeczy.

Dalsza część artykułu przeznaczona jest dla osób z subskrypcją premium

 

Kto zaczął?

Owego dnia, 31 sierpnia, panował upał i gorączka benzynowa. Był to ostatni dzień obowiązywania obniżonych cen paliwa, a zatankować chciało wielu. W Wałbrzych na stacji benzynowej doszło z tego właśnie powodu do rozruchów czy tam lokalnej ruchawki. W zasadzie do utarczki słownej doszło oraz do bijatyki doszło. Biły się i przepychały cztery osoby, w tym jedna kobieta, ale też jedna pałka teleskopowa, co jest w sprawie ważne, przy czym pałka nie była osobno, tylko trzymana, ale przez kogo, to też będzie ważne. Otóż przez policjanta. Otóż ku zdziwieniu publiki wszystkie osoby, które biły się, szarpały i wyzywały (w tym kobieta, chociaż ona była siłą jakby w pewnym sensie rozjemczą) były policjantami, ale to się okazało dopiero potem, bo wszyscy byli po cywilnemu.

Jak widać na nagraniu, które dostępne jest w sieci, w pewnym momencie wykrzykiwania na siebie jeden z osobników wyjmuje pałkę teleskopową i z całej siły bije po nogach mężczyznę tęgiego. Później okaże się, że tęgi to też policjant. Niestety, lista dialogowa jest mocno przycięta, ale usłyszeć można: „Wrąbał się w kolejkę i mnie od szmat wyzywa” – krzyczała jedna kobieta. A druga, niewidoczna na nagraniu, dodała z nutą jakby pretensji: „Pani zaczęła!”.

Nie wiadomo do końca, kto zaczął, i być może tego akurat się nie dowiemy, ponieważ po przyjeździe policjantów w mundurach okazało się, że wszyscy uczestnicy spektaklu na stacji benzynowej są policjantami, choć niektórzy bez mundurów. W związku z czym ci w mundurach powiedzieli do tych bez mundurów, żeby nie zgłaszali zgłoszenia, a na co to komu potrzebne, taki problem? I tak się stało. W tym przypadku ci w mundurach starannie nie zabezpieczyli monitoringu ze stacji i pewnie świat nie poznałby tej aktywności, gdyby ktoś złośliwie nie nagrał całego zdarzenia i potem go opublikował.

 

Głupie pomysły?

Sprawa będzie się toczyć i toczyć i jak znam życie, za daleko się nie potoczy, ale do najważniejszego. Czyż nie jest krzepiące, że policjanci sami ze sobą załatwiają sprawy pałowania? Oczywiście były już wcześniej nierzadkie przypadki zatrzymywania policjantów przez policjantów, choćby ostatnio w sprawie narkotyków, ale nie były tak widowiskowe, spektakularne i bez pałowania.

A gdyby na przykład rządzący, którzy chcą nam cały czas podwyższać podatki, sami sobie w swojej grupie tylko podwyższali i z tych podwyżek korzystali, a nam nie zawracali głowy ani portfeli? Bo musimy pamiętać, że rządzący mają potrzeby gigantyczne. Gigantyczne. Żebyśmy poznali skalę: cała Polska mówi teraz o aferze Zondacrypto, która miała kosztować ludzi 350 mln złotych, według prokuratury. Głupoty i raporty napisane przez sztuczną inteligencję, które miała firmować swoim nazwiskiem promowana przez samego premiera Donalda Tuska Barbara Mróz-Gorgoń, miały kosztować Polaków nawet 670 mln zł. Prawie dwa razy więcej mogli nam ukraść z naszych podatków na kompletne bzdury, nikomu do niczego niepotrzebne. Prawie dwa razy więcej od afery Zondacrypto.

Do przemyślenia jest też pomysł, czy lekarze, zarabiający na przykład na państwowych posadach 2 mln zł rocznie, powinni płacić wyższą składkę zdrowotną, bo oni często uznają, że zarabiają za mało, a tak może zarabialiby więcej, bo z tej składki by się im wypłacało? Głupi pomysł? Bo z kieszeni do kieszeni? No może nie wszystko mam przemyślane, ale idea jest taka, żeby odciążyć obywatela, i pewny jestem, że jest tu potencjał, że urzędnicy i ci, co z budżetu pobierają, bardziej mogliby w swoim własnym gronie różne sprawy aranżować.

 

Ile za dom?

I druga sprawa, ta trochę krócej, bo to poniekąd kontynuacja. Pamiętają Państwo sprawę pani poseł Małgorzaty Pępek? Opisywałem ją tu w lekkim tonie, że tak trochę się wepchała do szpitala bez kolejki, ha, ha, ha. Jakże się myliłem! Tropem pani Pępek poszedł redaktor Jakub Maciejewski, który napisał między innymi:

„Dotarłem do dokumentów starostwa powiatowego w Żywcu, prokuratury, a nawet CBA. Posłanka Pępek okazuje się skutecznym drapieżnikiem politycznym, który przed konsekwencjami za swoje przekręty schował się za poselskim immunitetem”.

Tu będzie ciekawe, bo pani Gosia w latach 2002–2011 była wójtem gminy Ślemień i samorząd dostał pieniądze na różne inwestycje, no na przykład na 78 miejsc parkingowych, ale jakoś tak się stało, że powstały tylko trzy.

Akurat był też taki przypadek, że w tym samym czasie przebudowywany był dom pani Pępek. Do CBA zgłoszono, że akurat był taki przypadek, że jedna z firm, która robiła dla gminy, pracowała też u niej przy tym domu, no bo wszystko blisko na miejscu było, pewnie o to chodziło. A i jeszcze dodam, choć to bez znaczenia, że pani Pępek zgłosiła do oświadczenia majątkowego, że jej dom jest wart 450 tys. zł, a potem, jakoś też tak się wydarzyło, że chciała go akurat sprzedać i wystawiła go za cenę prawie trzykrotnie wyższą. Chyba sprawa w CBA jakoś utknęła czy coś…

Takie są to, proszę Państwa, różne przypadki!

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 36/2026, oprac. Ludwik Pęzioł